wtorek, 28 sierpnia 2012

Siedemnastolatka: Ksiądz na religii powiedział, że jestem dla niego zerem [list]

Mam 17 lat, jestem uczennicą szkoły średniej. Moja przygoda z religią jest argumentem przemawiającym za usunięciem owego przedmiotu z listy obowiązkowych.

Kilka osobistych wspomnień na marginesie wywiadu z prof. Henrykiem Samsonowiczem o religii w szkole.

Zostałam ochrzczona, przyjęłam pierwszą komunię świętą, chodziłam z babcią do kościoła. Jednak jako nastolatka zaczęłam rozważania nad istnieniem Boga, porządkiem wszechświata i mechanizmami nim władającymi. Z przemyśleń wyciągnęłam wniosek, iż Bóg istnieć nie może (nie bronię nikomu twierdzić, że jest inaczej). Idąc tym tropem, przestałam uczęszczać na niedzielne msze i zaczęłam dopytywać rodziców, czy na pewno muszę chodzić na lekcje religii. Odpowiedzią były westchnienia i propozycja przebrnięcia jednak przez bierzmowanie i dopiero potem wypisania się z tych zajęć.

Do bierzmowania nie dotrwałam

Kiedy moja klasa zaczęła przygotowywać się do bierzmowania, nauczyciel religii, ksiądz sprawujący posługę wikariusza w naszej parafii, zażądał zgody od rodziców, uprawniającej nas do przyjęcia sakramentu.

Zastrzegł, iż wyrażenie zgody zobowiązuje rodziców do przyprowadzania nas do kościoła na wyznaczone spotkania oraz różne obrządki (roraty, litanie...). Moja mama, kobieta pracująca zawodowo, stwierdziła, ze nie może mi zapewnić uczestnictwa we wszystkich nabożeństwach, więc zgody nie podpisała.

Na następnej lekcji religii ksiądz sprawdzał podpisy rodziców. Kiedy wyszło na jaw, że w mojej podpisu brak, musiałam się gęsto tłumaczyć. Ksiądz pospieszył do dyrektora, by zaczerpnąć rady (do tej pory w wiejskiej parafii nie zdarzyło się, by ktoś nie wyrażał chęci na przystąpienie do bierzmowania). Ten wypytał mnie o przyczyny zaistniałej sytuacji i odkrył, że mnie na przyjęciu owego sakramentu w ogóle nie zależy.

Skąd taka odmienność!?

Dwóch rosłych mężczyzn stało nade mną i dociekało, skąd u mnie wzięła się taka odmienność. Ksiądz zarzucił mi niekonsekwencję. - Przystąpiłaś do komunii świętej, a teraz migasz się od bierzmowania - próbował mnie przekonać. - Kiedy tylko zaczęły się schody, ty rezygnujesz! - oburzał się. Obaj panowie patrzyli na mnie, wtedy jeszcze na nie umiejące dobitnie wyrazić swego zdania dziecko, z konsternacją i zastanawiali się co właściwie ze mną zrobić.

Rozwiązanie było szybkie i proste: postanowiono, że nie będę mogła dalej uczestniczyć w lekcjach religii, gdyż wszyscy z klasy będą mieć za cel uczenie się pytań do bierzmowania itp., a mi się najzwyczajniej nie przyda taka wiedza. Moje nazwisko w dzienniku na stronie z wynikami z religii zostało przekreślone czerwonym długopisem. Zostałam wypisana.

Stałam się przedmiotem plotek i żartów

W tym momencie historia zaczęła nabierać rumieńców. Wiadomość o mojej emancypacji spod władzy kościoła obiegła całą wiejską gminę. Stałam się sławna, jednak nie było mi do śmiechu. Starsze panie na ulicach ledwo powstrzymywały się od wytykania mnie palcami, ale i tak sporo razy znajomi donosili mi, że wśród plotek da się wychwycić takie, o dziewczynie, która nie wierzy w Boga.

Koledzy i koleżanki też otwarcie dziwili się, dlaczego się wycofałam. Zdarzyło się kilka osób zdolnych podokuczać z tak błahego powodu. Słyszałam m. in.: "jehówka!", co najmocniej mnie zastanowiło, i zaczęłam rozważać kombinację średniej inteligencji z małym zasobem wiedzy u osoby, która, jakże szybko, wydała taki nietrafiony osąd.

Było mi żal, że przez taką małą różnicę w poglądach, w zachowaniu (nie branie udziału w liturgii, brak kontynuacji dalszej nauki religii), mogę stać się przedmiotem żartów, jak też nagannym przykładem dla innych dzieci, którym czasami przemknęła przez głowę podobna myśl o "uwolnieniu się".

Ksiądz, jak się okazało, na następnych lekcjach religii, rozmawiał o mojej sytuacji z innymi dziećmi. Stwierdził, że dla niego jestem zerem. Uderzyło mnie to. Ksiądz, który w teorii na religii miał uczyć między innymi takich wartości jak szacunek dla drugiego człowieka?!

Po osiągnięciu osiemnastego roku życia mam zamiar poddać się apostazji i zakończyć raz na zawsze moje powiązania z Kościołem katolickim.

Uważam, że ludzie powinni mieć wybór w sferze religii, wolną wolę. Dążąc do wolności, jestem za tym, by nie chrzcić dzieci od razu po urodzeniu. Mogą to zrobić same - kiedy przyjdzie im na to ochota, w świadomym życiu. Obecna sytuacja jest, kolokwialnie mówiąc, chora. Wnoszę o uleczenie naszego państwa, bo na tę chwilę normalna osoba, która nie podziela zdania większości, jest szykanowana.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Gra o tron - Pieśń Lodu i Ognia

Dotychczas na świecie ukazało się pięć tomów sagi, natomiast dwa tomy są w przygotowaniu. W Polsce tomy cyklu Pieśń Lodu i Ognia wydaje Zysk i S-ka.
Tytuł oryginalnyData wydania oryginałuTytuł polskiData wydania polskiego
A Game of Thrones1996 Gra o tron 1998
A Clash of Kings1999 Starcie królów 2000
A Storm of Swords2000 Nawałnica mieczy: Stal i śnieg 2002
Nawałnica mieczy: Krew i złoto2002
A Feast for Crows2005 Uczta dla wron: Cienie śmierci 2006
Uczta dla wron: Sieć spisków2006
A Dance with Dragons2011 Taniec ze Smokami Część I 2011
Taniec ze Smokami Część II2012
The Winds of Winter
A Dream of Spring
Podczas pisania Uczty dla wron okazało się, że objętość powstającej książki przekracza możliwości wydawnicze, dlatego Martin zdecydował się na jej podział. W ten sposób w Uczcie dla wron opisana została tylko część wydarzeń (z punktu widzenia tylko niektórych bohaterów), a pozostałe (dziejące się w tym samym czasie, tylko w innych miejscach) zostały opisane w A Dance with Dragons.Dotychczas na świecie ukazało się pięć tomów sagi, natomiast dwa tomy są w przygotowaniu. W Polsce tomy cyklu Pieśń Lodu i Ognia wydaje Zysk i S-ka.

wtorek, 21 sierpnia 2012

"A niech giną". Żebryk w akcji





Żebryk działa dalej. Niedawno znalazł wpis - komentarz po spotkaniu weteranów z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim, do którego doszło 29 maja.

"Nie życzę sobie, aby za moje podatki finansował sobie łyk alkoholu - vel gorzały z mordercami niewinnych cywilów. Ich miejsce jest na haniebnym śmietniku historii. Należę do większości Polaków wstydzących się za udział naszego kraju w wojnach o wpływy USA w tym regionie. Skoro jako wcześniej decydent armii polskiej i szef WSI nie był pan w stanie zapobiec udziałowi Polski w tej hańbie, to i teraz, jako prezydent mojego kraju, na którego głosowałam, proszę nie roztrwaniać moich podatków, bo i tak pan i koledzy z PołO dostatecznie dużo ich zmarnowaliście!"

- Tego nie można tak zostawić - mówi Jacek Żebryk. - Osoba, która jest autorem takiego komentarza, obraziła zarówno pana prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, jak i polskich żołnierzy. Powiadomiłem Prokuraturę Rejonową w Białogardzie.

"Zniewaga najwyższego organu państwowego, jakim jest Prezydent RP, jest ścigana z urzędu, lecz chciałbym zaznaczyć, że interes społeczny w zgłaszanej sprawie przejawia się również w obronie Wojska Polskiego, jako instytucji zaufania publicznego, a także ochronie czci, godności i honoru polskiego żołnierza (...). Z niepokojem obserwujemy falę agresji ze strony internautów wymierzonej w polskich żołnierzy służących w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie" - czytamy w zawiadomieniach.


Więcej... http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,11865461,Zebryk_walczy_w_necie__Teraz_o_honor_armii_i_prezydenta.html#ixzz24CJYPJga

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Elitarny Klub Londyn 2012

Lista zawodników w programie indywidualnym Klubu Polska - Londyn 2012:

Polaczyk Mateusz - slalom K-1 (kajakarstwo) - zajął czwarte miejsce
Siemionowski Piotr - sprint - K-1 200 m (kajakarstwo) - 14 miejsce
Walczykiewicz Marta - sprint - K-2 500 m; sprint - K-1 200 m (kajakarstwo) - piąte miejsce
Konieczna Aneta - sprint - K-2 500 m (kajakarstwo) - nie płynęła na tym dystansie w K-2
Mikołajczyk Beata - sprint - K-2 500 m (kajakarstwo) - brązowy medal w parze z Karoliną Nają
Włoszczowska Maja - kolarstwo górskie (lekkoatletyka) - kontuzja, nie pojechała na igrzyska
Lewandowski Marcin - 800 m (lekkoatletyka) - dziewiąte miejsce
Majewski Tomasz - pchnięcie kulą (lekkoatletyka) - złoty medal
Małachowski Piotr - rzut dyskiem (lekkoatletyka) - piąte miejsce
Włodarczyk Anita - rzut młotem (lekkoatletyka) - srebrny medal
Wojciechowski Paweł - skok o tyczce (lekkoatletyka) - odpadł w eliminacjach (4.35 m)
Rogowska Anna - skok o tyczce (lekkoatletyka) - w finale nie zaliczyła żadnej próby
Czerniak Konrad - 100 m st. motylkowy; 100 m st. dowolny (pływanie) - ósme miejsce
Dołęga Marcin - 105 kg (podnoszenie ciężarów) - nie zaliczył żadnej próby
Zieliński Adrian - 85 kg (podnoszenie ciężarów) - złoto
Rybicka Anna - floret druż. (szermierka) - porażka w 1/16 finału
Chlewińska Karolina - floret druż. (szermierka) - porażka w 1/16 finału
Kryczało Katarzyna - floret druż. (szermierka) - porażka w 1/16 finału
Gruchała Sylwia     - floret druż. (szermierka) - porażka w 1/16 finału
Jeliński Michał - czwórka podw. (wioślarstwo) - szóste miejsce
Kolbowicz Marek - czwórka podw. (wioślarstwo) - szóste miejsce
Korol Adam - czwórka podw. (wioślarstwo) - szóste miejsce
Wasielewski Konrad - czwórka podw. (wioślarstwo) - szóste miejsce
Fularczyk Magdalena - dwójka podw. (wioślarstwo) - brązowy medal
Michalska Julia - dwójka podw. (wioślarstwo) - brązowy medal

Janikowski Damian - klasyczne - 84 kg (zapasy) - brązowy medal
Klepacka-Noceti Zofia - RS:X (żeglarstwo) - brązowy medal
Miarczyński Przemysław - RS:X (żeglarstwo) - brązowy medal

sobota, 11 sierpnia 2012

do przeczytania przed śmiercią (11 sierpnia 2012)

A7

  1. DIUNA Franka Herberta
  2. ŚWIAT DYSKU Terryego Pratcheta (10 VIII 2012 gh)
  3. Hobbici Tolkiena
  4. Wszystko co od LEMA

  5. Literatura czeska z Hrabalem na czele
  6. Megakolekcja bajek J.I. Kraszewskiego
  7. Horror-sensacja-kryminał
    A. Christie
    S. King
    K. Follett
    R. Ludlum

  8. UFO Ericha von Danikena

  9. 4 jeźdźców nowego ateizmu
    Richard Dawkins, Daniel Dennett, Sam Harris i Christopher Hitchens

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozpacz, przybici, bezradni. Jak piłkarze, jak Radwańska

www.EUROSPORT.pl

Publikacja 09/08/2012 godz. 07:55, aktualizacja 09/08/2012 godz. 07:59

Polska prasa komentuje odpadnięcie z igrzysk olimpijskich reprezentacji siatkarzy, którzy mieli przywieźć z Londynu medal.

Prasa po meczu z Rosją - Siatkówka - Igrzyska olimpijskieAFP

"Gazeta Wyborcza": Przybici do boiska

To ćwierćfinał igrzysk miał być dla siatkarzy zwieńczeniem pięknych kilkunastu miesięcy z Anastasim. Po brązie w LŚ i ME, po srebrze w PŚ i złocie w tegorocznej LŚ miał być kolejnym krokiem. - Jedziemy po złoto - wyrywało się Anastasiemu i ta kontrolowana pewność siebie była uprawniona. Żadna drużyna poza polską nie stawała na podium czterech ostatnich imprez.

W Londynie nie stanie. Nigdy nie dowiemy się, czy nie z powodu sensacyjnej porażki w ostatnim grupowym meczu z Australią. Zwycięstwo dałoby ćwierćfinał z Niemcami, prawdopodobnie o niebo łatwiejszy. Zamiast tego mamy piekło.

"Rzeczpospolita": Koniec snu o potędze

Kapitan zatrzymał się przy dziennikarzach, inni przechodzili zapłakani, Bartosz Kurek rzucił krótkie "Nie dzisiaj", Michał Winiarski "Dajcie mi spokój", a Zbigniew Bartman nawet nie zareagował na pytania. Polacy nie ukrywali łez, niektórzy założyli na głowę koszulki, żeby nikt później nie wypominał im chwili słabości.

Siatkarze na igrzyskach rozczarowali jak piłkarze na Euro. Może nawet bardziej, bo wcześniejszymi meczami nauczyli nas wiary w ich sukces. Dwa dobre mecze w Londynie to za mało, by głaskać ich po głowie. Ale Anastasi zostaje do 2014 roku (mistrzostwa świata w Polsce). Ma czas, by wypracować naprawdę mistrzowską formę.

Tak bolesna lekcja na pewno długo nie wyjdzie z głów siatkarzy. Wracają do domu pobici, nie ma co pocieszać się tym, że dali z siebie wszystko. Historię z "Polacy, nic się nie stało" przerabialiśmy już tego lata przy okazji Euro. Teraz miało być inaczej.

Prasa po meczu z Rosją - Siatkówka - Igrzyska olimpijskie"Przegląd Sportowy": Bezradni

To koniec marzeń o pierwszym olimpijskim medalu siatkarzy od 36 lat. To koniec dobrej passy trenera Andrei Anastasiego, który w każdej kolejnej imprezie prowadził biało-czerwonych do medalu. Polscy siatkarze przegrali ćwierćfinał igrzysk olimpijskich z Rosjanami 0:3 i odpadli z turnieju. W niezrozumiały sposób z drużyny, której po triumfie w Lidze Światowej zaczęli bać się wszyscy rywale, biało-czerwoni zamienili się w zagubionych, niepewnych siebie siatkarzy. - Na pewno nie jest tak, że forma przyszła zbyt wcześnie. Żadnych wymówek! To jest sport. Czasami przegrywa się jak Agnieszka Radwańska, która przyjeżdża na Wimbledon po finale i odpada w pierwszej rundzie - mówił Andrea Anastasi.

"Super Express": Biało-czerwona rozpacz

Ćwierćfinałowe starcie z Rosją miało być meczem prawdy, a ta okazała się potwornie bolesna. Mecz, który wyglądał jak zderzenie potężnych mężczyzn z kruchymi chłopcami, zakończył się klęską 0:3.

- Wiem, co teraz będzie się działo w Polsce - mówił Anastasi. - Tak samo było z Radwańską. Jak doszła do finału Wimbledonu wszyscy ją wielbili. A jak przegrała na igrzyskach, zaczęła się straszna krytyka. Przykro mi, że zawiedliśmy polskich kibiców, jest mi strasznie smutno. Ale nie odwracajcie się od nas, nie zapominajcie, że to jest sport i nie zawsze się wygrywa. Chyba zabrakło nam doświadczenia.

"Fakt": Siatkarze grali jak piłkarze

W ostatniej partii nic się nie zmieniło. Polacy byli coraz bardziej bezradni. Doping dla Polski ucichł. Na trybunach niosło się "Rosija, Rosija!". Patrząc na to, co się dzieje, nie mogliśmy uwierzyć, że całkiem niedawno nasza reprezentacja wygrywała z każdym, jak chciała. Tym razem biało-czerwoni byli bezradni. Ostatni punkt dla Rosji zdobył Musierski, niszcząc marzenia polskich siatkarzy o olimpijskim medalu. Po raz trzeci z rzędu Polska odpadła w igrzyskach w ćwierćfinale.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Phelps skończył karierę (4 VIII 2012)



- Bez obrazy dla ludzi po trzydziestce, ale powiedziałem sobie, że nie będę pływał po ukończeniu 30 lat. Mam 27, więc chcąc być wierny postanowieniu i tak nie mógłbym rywalizować w Rio de Janeiro. Zrobiłem rzeczy, których nikt przede mną nie dokonał. Czas na coś innego - powiedział Phelps, który już rok temu zdradził, że po igrzyskach w Londynie kończy karierę.


Amerykańska sztafeta 4x100 zmiennym z Michaelem Phelpsem zdobyła zloty medal. Phelps zakończył karierę, która wyznaczyła nowe granice ludzkich możliwości. 27-letni Amerykanin pobił pierwszy rekord świata mając 15 lat. Pierwszy złoty medal olimpijski jako 19-latek. Zdobył ich w sumie - złotych, srebrnych i brązowych - 22. 18 wśród nich było złotych. 14 medali zdobył w konkurencjach indywidualnych, w tym 12 złotych.

Lista jego medali w wikipedii zajmuje pięć kolejnych ekranów komputera, czyli jakieś 150 linijek.
W sobotę, sztafetą 4x100 m stylem zmiennym, płynąc na przedostatniej zmianie zakończył olimpijską karierę, rozpoczętą 12 lat temu.

Igrzyska olimpijskie

1. miejsce 100 m st. motylkowym (2012)
1. miejsce 200 m st. zmiennym (2012)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2012)
1. miejsce 200 m st. dowolnym (2008)
1. miejsce 100 m st. motylkowym (2008)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2008)
1. miejsce 200 m st. zmiennym (2008)
1. miejsce 400 m st. zmiennym (2008)
1. miejsce 4x100 m st. dowolnym (2008)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2008)
1. miejsce 4x100 m st. zmiennym (2008)
1. miejsce 100 m st. motylkowym (2004)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2004)
1. miejsce 200 m st. zmiennym (2004)
1. miejsce 400 m st. zmiennym (2004)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2004)
1. miejsce 4x100 m st. zmiennym (2004)
2. miejsce 200 m st. motylkowym (2012)
2. miejsce 4x100 m st. dowolnym (2012)
3. miejsce 200 m st. dowolnym (2004)
3. miejsce 4x100 m st. dowolnym (2004)

Mistrzostwa świata

1. miejsce 100 m st. motylkowym (2011)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2011)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2011)
1. miejsce 4x100 m st. zmiennym (2011)
1. miejsce 100 m st. motylkowym (2009)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2009)
1. miejsce 4x100 m st. dowolnym (2009)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2009)
1. miejsce 4x100 m st. zmiennym (2009)
1. miejsce 200 m st. dowolnym (2007)
1. miejsce 100 m st. motylkowym (2007)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2007)
1. miejsce 200 m st. zmiennym (2007)
1. miejsce 400 m st. zmiennym (2007)
1. miejsce 4x100 m st. dowolnym (2007)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2007)
1. miejsce 200 m st. dowolnym (2005)
1. miejsce 200 m st. zmiennym (2005)
1. miejsce 4x100 m st. dowolnym (2005)
1. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2005)
1. miejsce 4x100 m st. zmiennym (2005)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2003)
1. miejsce 200 m st. zmiennym (2003)
1. miejsce 400 m st. zmiennym (2003)
1. miejsce 4x100 m st. zmiennym (2003)
1. miejsce 200 m st. motylkowym (2001)
2. miejsce 200 m st. dowolnym (2011)
2. miejsce 200 m st. zmiennym (2011)
2. miejsce 200 m st. dowolnym (2009)
2. miejsce 100 m st. motylkowym (2005)
2. miejsce 100 m st. motylkowym (2003)
2. miejsce 4x200 m st. dowolnym (2003)
3. miejsce 4x100 st. dowolnym (2011)

Dzień na olimpiadzie. ILIA ILIN (sobota 4 VIII 2012)



  • CIĘŻARY

  • Ilia Ilin bohaterem dnia na olimpiadzie.
    Nie dość że bohater ciężarowego podestu zdobył 5-te złoto dla Kazachstanu, to pobił rekord świata Szymona Kołeckiego z roku 2000!

    TENIS

  • finał singla kobiet 15.08

    Serena Williams zmiażdzyła piękną i smukłowysoką Marię Szarapową 6:0 i 6:1. Lepiej już zaprezentowały się Ula Radwańska która w pojedynku z Sereną ugrała 3 gemy!

    SIATKÓWKA

  • Włochy - Australia ledwo 3:2
  • Rosja - USA 3:2 po pogromie rosyjskim w tie-breaku (15:8)
  • Polska - Brytania 3:0
  • a wobec przegranej Bułgarów z Argentyną 1:3, Polacy wygrywając poniedziałkowy mecz (6 VIII) z Australią 3:0 zostaną zwycięzcami grupy!

    PIŁKA NOŻNA - ćwierćfinały

  • Brazylijczycy męczyli się z Hondurasen ( było w pewnym momencie 0:1 i 1:2) wygrywając finalnie 3:2
  • obstawiałem i przegrałem!
    BRYTANIA - KOREA PD. o awans
    awans po karnych 5-4 dla Koreańczyków, kasa stracona
  • MEX-JAPONIA i BRAZYLIA-KOREA to pary półfinałowe
    któżby pomyślał!, gdzież ta Europa???
    grają we wtorek 7 VIII

    KOSZYKÓWKA

  • przez moment nasza rodzima TVP naziemna nadawała mecz koszykarskie Litwa-USA i to na dwóch kanałach jednocześnie (TVP1 i TVP2, tak, tak!)
    wynik 94:99 napawa dumą braci Litwinów, ale jutro zmierzą się z Argentyną

    PŁYWANIE

  • PHELPS zdobywając złoto w sztafecie odchodzi ze sportu.
    Skończył karierę.

wtorek, 31 lipca 2012

Londyn 2012. Ruta Meilutyte. 15-letnia mistrzyni z Litwy, z której dumni są Brytyjczycy

peka
31.07.2012 , aktualizacja: 31.07.2012 17:12

Ruta Meilutyte (Fot. Michael Sohn AP)

To do tej pory jedna z większych niespodzianek igrzysk w Londynie. Zaledwie 15-letnia letnia Litwinka Ruta Meilutyte została mistrzynią olimpijską w pływaniu. Jej wyczyn wywołał ogromną radość nie tylko na Litwie, ale i... wśród Brytyjczyków. Jeden z wpisów na twitterze poświęcił jej nawet słynny piłkarz Wayne Rooney. Skąd taka reakcja gospodarzy?

Zwycięstwo Meilutyte było wielką niespodzianką. 15-letnia Litwinka przepłynęła 100 metrów stylem klasycznym o 0,003 sek. szybciej niż mistrzyni świata i żelazna faworytka Amerykanka Rebecca Soni. Nic dziwnego, że szybko stała się bohaterką serii artykułów w mediach na całym świecie. Najwięcej miejsca Litwince poświęca brytyjska prasa. A powód jest prosty - traktują ją jak swoją rodaczkę.

Meilutyte urodziła się na Litwie, ale dwa lata temu wyemigrowała z ojcem na Wyspy. Jej matka zginęła w wypadku samochodowym, gdy Ruta miała cztery lata. Ojciec postanowił emigrować z Kowna ze względów zarobkowych. Znalazł pracę jako ochroniarz, a potem zapisał córkę do szkoły pływackiej w Plymouth. Tam nastolatka zaczęła szlifować swój ogromny talent pod okiem trenera Jona Rudda. - Chodzi do brytyjskiej szkoły, pływa w brytyjskim klubie i jej szkoleniowcem jest Brytyjczyk. To wszystko sprawia, że jest częścią także naszej historii i powinniśmy być z niej dumni. To taka nasza adoptowana Brytyjka - mówi Rudd. Najlepszym dowodem na to, że Brytyjczyków poruszył sukces nastolatki jest wpis na twitterze Wayne Rooneya. "To coś niesamowitego. Złoto w wieku 15 lat" - napisał piłkarz Manchesteru United i reprezentacji Anglii.

Złośliwi twierdzą, że Brytyjczycy cieszą się ze złota Litwinki, bo sami po trzech dniach igrzysk żadnego nie zdobyli. "Gold medal wanted", czyli "Poszukiwany złoty medal" - napisał na pierwszej stronie brukowiec "The Sun" zamieszczając wielkie zdjęcie złotego krążka.

- Ruta ma naturalny talent. Świetnie czuje się w wodzie, lubi ciężką pracę i jest niesłychanie szybka. Kto wie, może będzie inspiracją dla brytyjskich sportowców - podsumowuje Rudd.

Londyn 2012. Polacy przestali walczyć


Łukasz Jachimiak
 
31.07.2012 , aktualizacja: 31.07.2012 07:40
A A A Drukuj
Damian Janikowski

Damian Janikowski (Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Zdobyli wspólnie 1/3 polskich medali letnich igrzysk olimpijskich. W przeszłości bokserzy, zapaśnicy i judocy byli gwiazdami, dziś trudno wymienić nazwiska zawodników, którzy na chwałę kraju biją się w Londynie. Jeszcze trudniej uwierzyć, że nawiążą do dawnych sukcesów
- Wszystko migotało mi przed oczami. Chwilami zamiast twarzy rywala widziałem czarną plamę - mówi Andrzej Wroński o walce z Hectorem Milianem na igrzyskach w Atlancie. W 1996 roku i Polak, i Kubańczyk, robili wszystko, by awansować do finału i po raz drugi wywalczyć tytuł mistrza olimpijskiego w zapasach. W kategorii do 100 kg Wroński najlepszy był w Seulu, w 1988 roku, a Milian triumfował cztery lata później w Barcelonie. W Atlancie to Kubańczyk musiał obejść się smakiem. Po morderczej walce przegrał 0:2, po czym stwierdził, że na Wrońskiego nie było sposobu.

W czterech walkach nasz mistrz nie stracił punktu! Po finałowym zwycięstwie nad Siergiejem Lisztwanem z Białorusi Wroński skoczył salto. A my skakaliśmy z radości także za sprawą jego kolegów. Z Atlanty zapaśnicy przywieźli w sumie aż pięć medali, w tym trzy złote (poza Wrońskim mistrzami zostali Ryszard Wolny i Włodzimierz Zawadzki). Dwa krążki dorzucili judocy (m.in. złoty Pawła Nastuli) i Polska z 17 medalami w dorobku, w tym siedmioma złotymi zajęła w klasyfikacji medalowej znakomite, 11. miejsce. Dziś to marzenie. A to między innymi za sprawą słabej postawy zapaśników, judoków i bokserów, którzy z Sydney (2000 rok) i Aten (2004) wrócili z pustymi rękami, a w Pekinie (2008 rok) zdobyli tylko brąz dzięki Agnieszce Wieszczek. Tej samej, która nie zdołała zakwalifikować się do kadry na Londyn.

Zapasy leżą na łopatkach?

- Kiedyś pod patronatami kopalni i innych zakładów działały kluby, które w grupach seniorów miały po 20 zapaśników. Były też kluby wojskowe. Dziś został jeden Śląsk Wrocław z 15-tką seniorów. Inne drużyny mają po jednym, góra dwóch. Dlatego nie dziw, że w reprezentacji nie mamy tylu dobrych zawodników, co dawniej - mówi Wroński.

Były mistrz obecnie jest wiceprezesem Polskiego Związku Zapaśniczego. Kryzysu swojej dyscypliny jest świadomy, ale nie dramatyzuje. - Kiedy startowałem, na igrzyskach było 10 kategorii wagowych, teraz jest tylko siedem. Poza tym kiedyś wystarczyło pokonać jednego, mocnego zawodnika ze Związku Radzieckiego. Po rozpadzie przybyło wielu groźnych rywali z krajów byłego ZSRR. Konkurencja większa - tłumaczy Wroński.

Czy to znaczy, że nasza czwórka na Londyn nie ma szans na sukces? - Liczymy, że nie będzie źle. Naszą największą nadzieją jest Damian Janikowski. Młody, w czerwcu skończy 23 lata. Jest już wicemistrzem świata i Europy w kategorii do 84 kg - mówi Wroński. Obok Janikowskiego jedynym polskim zapaśnikiem w Londynie będzie Łukasz Banak. - Wystąpi w kategorii do 120 kg i prawdę mówiąc zrobił nam niespodziankę samą kwalifikacją. O medal będzie mu trudno, ale miejsce punktowane jest w zasięgu - tłumaczy prezes.

Takimi pozycjami zadowolić podobno nie zamierzają się Iwona Matkowska i Monika Michalik. Pierwsza to tegoroczna mistrzyni Europy w kategorii 51 kg, druga, o 12 kg cięższa, na tej samej imprezie w Belgradzie zdobyła brąz. - Moim zdaniem obie mają ogromne szanse na medale. Z Moniką długo trenowałam, byłam jej sparingpartnerką. Iwona też jest w formie, w jakiej nie widziałam jej od lat - przekonuje Wieszczek.

- Matkowska jako mistrzyni Europy i dziewczyna, która olimpijską kwalifikację zdobyła już na pierwszym turnieju, wygrywając go, w Londynie na pewno wystartuje z wiarą w siebie. Michalik w przeszłości trzy razy wygrywała mistrzostwa Europy, ale ostatnio wiodło jej się gorzej. Jednak przy sprzyjającym losowaniu i ona jest w stanie walczyć o medal - przekonuje Wroński. - Obiecać sukcesów nie możemy, ale na pewno nie jest tak źle, żebyśmy nie byli w stanie ich osiągnąć - podsumowuje prezes.

Boks znokautowany

Tego samego nie da się powiedzieć o boksie. Chociaż - Co proszę? W boksie źle się dzieje? My chyba żyjemy w innych światach - atakuje Jerzy Rybicki. Legenda polskiego pięściarstwa, dziś prezes Polskiego Związku Bokserskiego. W 1976 roku, na igrzyskach w Montrealu, Rybicki zdobył ostatni, ósmy złoty medal olimpijski dla polskiego boksu. Cztery lata później, w Moskwie, wywalczył brąz. Dziś broni dyscypliny, mimo że ta na krążek najcenniejszych zawodów czeka już 20 lat. Skalę kryzysu naszej "szermierki na pięści" najlepiej obrazuje fakt, że w Londynie - po raz pierwszy w historii - w reprezentacji olimpijskiej nie znalazł się pięściarz. Honoru dyscypliny bronić będzie Karolina Michalczuk. I właśnie kobietami zasłania się prezes. - Jeżeli na mistrzostwach świata zdobywa się dwa srebrne medale i jeden brązowy, to taki wynik trzeba docenić. Przecież to jest wielki sukces polskiego boksu - przekonuje.

Niestety, prawda jest taka, że wielkie sukcesy to coraz bardziej odległa przeszłość. Dwa złote medale olimpijskie Jerzego Kuleja, złoto i srebro Józefa Grudnia, wreszcie złoto i brąz Rybickiego - to wszystko działo się dawno temu. W XX wieku bokserzy zdobyli aż 43 olimpijskie medale dla kraju. Więcej - 52 - w historii igrzysk wybiegali i wyskakali dla Polski tylko lekkoatleci (z 262 olimpijskich medali naszych sportowców zajmujący trzecie miejsce w tym zestawieniu zapaśnicy zdobyli 24, a będący na ósmej pozycji judocy - osiem).

- Oczywiście, że ja też chciałbym widzieć pięściarzy w Londynie. Gdybyśmy mieli ze dwie nominacje, byłbym dumny - mówi Rybicki. - Ale to nie jest proste. Rządzi sędziowska mafia, więc walki trudno wygrać, a na dziką kartę jest wielu chętnych i szczerze mówiąc nie wiem czy za ich przyznawaniem nie kryją się jakieś pieniądze - dodaje prezes.

Przy pieniądzach Rybicki zatrzymuje się na dłużej. - Seniorom nie płaci się kadrowego, nie mają też stypendium. Kiedyś wszyscy najlepsi byli zatrudnieni na etatach, a ich jedynym zajęciem było trenowanie. Teraz bokserzy muszą pracować, by utrzymać rodziny i nie chcą jeździć na obozy, bo to im się nie opłaca - mówi prezes. I dodaje: - Kiedy pierwszy raz pojechałem z kadrą do NRD, była to dla mnie wielka sprawa. Dziś każdy może jechać, gdzie mu się podoba. Pewnie też dlatego niedawno żaden zawodnik nie chciał jechać na turniej na Białoruś. Takie wartości jak orzełek już nie wystarczą. Dziś każdy oczekuje pieniędzy, a one są w boksie zawodowym. My ich nie damy, bo nie stać nas nawet na normalne prowadzenie treningów. Powinniśmy mieć dobry kontakt z medycyną, najlepsze odżywki, zawodnicy powinni być cały czas monitorowani i dostawać wszystko, czego im potrzeba. A my działamy na nosa i dajemy tylko to, co mamy.

Ciężka nadzieja

Więcej chciałby mieć także Polski Związek Judo. - Mieliśmy pecha na igrzyskach w Atenach, bo tam blisko medalu był Robert Krawczyk [miejsce w finale i pewne srebro stracił w ostatniej sekundzie półfinału], ale go nie zdobył. Zaczęto więc obniżać nam budżet, z roku na rok dostajemy coraz mniej. Jeszcze przed igrzyskami w Pekinie budżet sięgał sześciu milionów złotych, a teraz mamy 2,8 mln. Łatamy dziury, jak możemy. W tym roku pieniądze skierowaliśmy na przygotowania olimpijskie, a grupy młodzieżowe zostały bez grosza - mówi prezes związku, Wiesław Błach.

Mistrz Europy z 1987 roku, uważa, że jego dyscyplina i tak ma się lepiej niż boks i zapasy. - Do Londynu wysłaliśmy szóstkę zawodników, a w męskich kategoriach wagowych mieliśmy nawet zdublowane kwalifikacje. Dzięki temu po kontuzji Tomasza Kowalskiego jego miejsce zajął Paweł Zagrodnik - tłumaczy Błach.

W Kowalskim, który uległ wypadkowi motocyklowemu, największe nadzieje pokładało całe środowisko. - Szkoda chłopaka. Zachował się nierozsądnie wsiadając na motor. On naprawdę miał szanse na medal - mówi Nastula.

Mistrz olimpijski, dwukrotny mistrz świata i trzykrotny złoty medalista mistrzostw Europy, do niedawna największe nadzieje pokładał w starcie Janusza Wojnarowicza. - Pod nieobecność Kowalskiego to w kategorii ciężkiej (powyżej 100 kg) powinniśmy szukać szansy - oceniał Nastula, z którym zgadzał się Błach. - Wojnarowicz to aktualny brązowy medalista mistrzostw Europy. Z tych zawodów w zasadzie co roku przywozi medal i ma ich już sześć. Jest doświadczony, wierzę, że wreszcie krążek zdobędzie też na igrzyskach - mówił prezes. Wtedy jeszcze ani on, ani Nastula nie wiedzieli, że Wojnarowicz już w pierwszej rundzie zmierzy się z absolutnym faworytem, Francuzem Teddym Rinerem, który wygrał trzy ostatnie edycje mistrzostw świata.

Błach medalu wypatruje, bo jest przekonany, że pierwszy taki sukces od 1996 roku, bardzo pomógłby federacji. - Po jego zdobyciu wskoczylibyśmy do tzw. pierwszej grupy finansowania i dostawalibyśmy z ministerstwa sportu więcej. Teraz jesteśmy w drugiej grupie, w której znajdują się dyscypliny z punktowanymi miejscami z ostatnich igrzysk. W trzeciej grupie są ci, co nie mieli nic - tłumaczy Błach.

To już nie wróci

- Kasa to nie wszystko. Teraz po prostu jest inaczej niż w czasach moich czy Waldka Legienia. My mieliśmy inne motywacje niż dzisiejsza młodzież. W klubie obserwuję, jak to wygląda. Rodzice nie przyprowadzają na judo dzieciaków po to, by kiedyś zostały mistrzami, tylko po to, żeby się poruszały, by były zdrowsze. A te dzieciaki mają duży wybór i za chwilę chcą spróbować czegoś innego. Mało kto decyduje się rozpocząć przygodę z prawdziwym, wyczynowym sportem - mówi Nastula.

Innych, niedostępnych kiedyś rzeczy, próbują nie tylko młodzi. W ubiegłym roku Nastula i Wroński zmierzyli się w walce na zasadach MMA (wygrał Nastula). - To normalne, że ludzi różne rzeczy pociągają. Poza tym sportowcem nie jest się przez całe życie, a zarobić trzeba - mówi Wroński, który wie, że MMA ciągnie też Janikowskiego. - Siłą przy zapasach nie zatrzyma go nikt. Ale jeśli w Londynie zdobędzie medal, to sądzę, że na pewno nie będzie już myślał o MMA. Wtedy odczuje, jakim szacunkiem kibice darzą medalistów olimpijskich, zrozumie, co naprawdę jest sukcesem i jego stosunek do tamtych walk się zmieni - twierdzi Wroński.

- Zmieniła się na pewno sytuacja w sporcie - zauważa Błach. - Kiedyś w klubach były etaty dla trenerów, a dziś ci ludzie muszą mieć inne zajęcia, bo w klubach pracują tylko dodatkowo. Kiedyś mogli w stu procentach poświęcić się zawodnikom, dziś, nie mając dobrego wynagrodzenia, myślą o innej pracy - dodaje prezes Polskiego Związku Judo. - Na pewno byłoby lepiej, gdyby trenerzy mogli się koncentrować wyłącznie na prowadzeniu zajęć, ale z tego, co się orientuję, to na zachodzie tacy ludzie też muszą wchodzić w inne, dodatkowe zajęcia. Po prostu czasy się zmieniły i to, co było już nie wróci - podsumowuje Nastula. 

środa, 25 lipca 2012

Enklawa i eksklawa, czyli Górski Karabach i Nachiczewan

rana
 
16.07.2012 06:21

Enklawa to w geografii teren otoczony zewsząd terytorium innego państwa (np. San Marino). Eksklawa to teren położony w oddzieleniu od głównego obszaru państwa (np. Alaska albo obwód kaliningradzki). W wypadku Azerbejdżanu mamy do czynienia i z enklawą, i eksklawą. To bardzo rzadki przypadek.

Enklawą na terytorium Azerbejdżanu jest Górski (Górny) Karabach. To fragment w środku azerskiego państwa, który należy do Armenii. A Armenia to odwieczny wróg Azerbejdżanu. To właśnie o tę enklawę rozgorzała w 1992 roku wojna azersko-armeńska, która zakończyła się błyskotliwym zwycięstwem mniejszej Armenii i upokorzeniem armii Azerbejdżanu. Dziś Armenia nie tylko kontroluje Górski Karabach, ale i fragment terytorium Azerbejdżanu między tą enklawą a armeńską granicą, która jest zamknięta i ruchu między obydwoma państwami nie ma.

Ta sytuacja odcina także od  macierzy azerską eksklawę, jaką jest Nachiczewan i tamtejsza republika autonomiczna. Dostać się do niej można z powietrza.

Pokój między Armenią a Azerbejdżanem do tej pory nie został zawarty, napięcie się utrzymuje, a Azerbejdżan wciąż pragnie rewanżu za wojnę 1992-1993. Nie ma stosunków dyplomatycznych między obydwoma krajami, nie ma stosunków żadnych. Kiedy w eliminacjach Euro 2008 do jednej grupy m.in. z Polską trafiły tak Azerbejdżan, jak i Armenia, mecze między obydwoma krajami zostały odwołane i ogłoszono obustronny walkower. UEFA poszła więc po rozum do głowy i gdy losowano eliminacje Euro 2012, oba kraje nie mogły trafić do jednej grupy. A Zbigniew Boniek tak właśnie wylosował...

Podczas losowania europejskich pucharów koszyki służą UEFA m.in. do tego, by nie dopuścić do rywalizacji klubów azerskich i armeńskich
.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Maja Włoszczowska nie pojedzie na igrzyska do Londynu? (23 lipca 2012)

Prawie pewne, że jej zabraknie.
Start 11 sierpnia w przedostatnim dniu igrzysk.

- Podobno cuda się zdarzają, doktor Ficek jest fenomenalnym fachowcem i niejednego potrafił wyratować z wielkich kontuzji - powiedziała po przylocie do Polski Maja Włoszczowska. Kandydatka do medalu na igrzyskach w Londynie doznała urazu w trakcie przygotowań we włoskim Livigno. Kolarka górska na jednym ze zjazdów treningowych straciła kontrolę nad rowerem i ratując się przed upadkiem, oparła się na prawej stopie. Możliwe, że pękła jej kość śródstopia, ale nie wyklucza się nawet zerwania więzadeł.

Podchodzę z rozumem do życia i wiem, że w Londynie miałam jechać po medal. Jeśli miałabym wystartować i zająć dalekie miejsce, to bez sensu, lepiej niech jadą inne dziewczyny - stwierdziła Maja Włoszczowska, która w sobotę doznała kontuzji, mogącej wykluczyć ją ze startu w igrzyskach olimpijskich.

- Nie jestem ekspertem, nie mam doświadczenia w sprawach leczenia urazów. Na razie nie wiadomo jeszcze czy zerwane są więzadła, więc ciągle czekamy - wyjaśniła. - Igrzyska są bardzo ważne, to oczywiste, ale nie dopuszczam myśli, by ten uraz miałby wpłynąć na moją dalszą karierę. Na razie nie myślę o Londynie, choć oczywiście z chęcią bym tam pojechała. Najważniejsze jednak, by stopa była w pełni sprawna - dodała.

- Podchodzę z rozumem do życia. Wiem, że miałam jechać po medal. jeśli będę widziała, że moja dyspozycja nie pozwoli walczyć o medal, lepiej żeby pojechał ktoś inny. Jeśli mam być 15. to jest to bez sensu - powiedziała. - Sama jestem zaskoczona, że nieźle sobie z tym radzę. Jest mi przykro, bo wiele ludzi mi pomagało w przygotowaniach i z tego powodu najbardziej żal. Nic nie zmieni jednak załamywanie się - wyjaśniła.

Włoszczowska starała się zachować optymizm. - Dostałam wiele smsów i telefonów. Wolałabym je otrzymać po udanym starcie w Londynie, ale cóż zrobić - przyznała. - Pierwszą myślą po urazie było "dziękuję za rower, już mi wystarczy", ale teraz myślę już o tym, by wyzdrowieć i dalej startować - zakończyła. 

niedziela, 8 lipca 2012

american marine



Steve Helber / AP Photo

"U.S. Navy Gunners Mate, Steven Joyce, puts his head in the lap of his wife, Damara, as he says good bye as his ship the USS Carr prepares to depart Naval Station Norfolk en route to the Persian Gulf. The ship is part of the group leaving with the floating special operations base ship USS Ponce for deployment to the Persian Gulf."

Everyone thinks that the men serving in our military are all brave, tough and willing to kill and die for this country right? More often than not, as the picture above shows, that isn't the case.  Especially when it comes to their women. Observing her body language and the look on her face, I guarantee that as soon as the ship leaves the harbor, she's going to be in her favorite bar DTF.

Everyone seems to be under the impression that our military men are lean, mean fighting machines but studies have shown otherwise. From Hope on the Battlefield, by Lt. Col. Dave Grossman:

"During World War II, U.S. Army Brigadier General S.L.A. Marshall asked average soldiers how they conducted themselves in battle. Before that, it had always been assumed that the average soldier would kill in combat simply because his country and his leaders had told him to do so, and because it might be essential to defend his own life and the lives of his friends. Marshall's singularly unexpected discovery was that, of every hundred men along the line of fire during the combat period, an average of only 15 to 20 "would take any part with their weapons."…

Only 15 to 20 percent "would take any part with their weapons". That's a pretty low percentage if you ask me. And this was during WWII, which was supposed to be the "good war". What might explain this phenomenon of soldiers refusing to kill enemy soldiers? From the same article, Grossman explains:

"As a historian, psychologist, and soldier, I examined this question and studied the process of killing in combat. I have realized that there was one major factor missing from the common understanding of this process, a factor that answers this question and more: the simple and demonstrable fact that there is, within most men and women, an intense resistance to killing other people. A resistance so strong that, in many circumstances, soldiers on the battlefield will die before they can overcome it."

This reluctance is extremely problematic to the military. Not many people know about this statistic and if they did, it might cause a little bit of thought about how they view their military "heroes". The military has come up with a strategy to counteract the strong resistance to killing other humans among the soldiers:

"Since World War II, a new era has quietly dawned in modern warfare: an era of psychological warfare, conducted not upon the enemy, but upon one's own troops. The triad of methods used to enable men to overcome their innate resistance to killing includes desensitization, classical and operant conditioning, and denial defense mechanisms."

So they started using psychological tactics on the soldiers as a whole to get the shooter rate up. Did it work? It sure did:

"…a number of training measures were instituted as a result of Marshall's suggestions. According to studies by the U.S. military, these changes resulted in a firing rate of 55 percent in Korea and 90 to 95 percent in Vietnam. Some modern soldiers use the disparity between the firing rates of World War II and Vietnam to claim that S.L.A. Marshall had to be wrong, for the average military leader has a hard time believing that any significant body of his soldiers will not do its job in combat. But these doubters don't give sufficient credit to the revolutionary corrective measures and training methods introduced over the past half century."  

There are huge consequences for the men that these methods are used on:

"Yet this understanding has also propelled armies to develop sophisticated methods for overcoming our innate aversion to killing, and, as a result, we have seen a sharp increase in the magnitude and frequency of post-traumatic response among combat veterans."

I have no doubt that these training methods and techniques for inducing desensitization are also responsible for the skyrocketing suicide rate among current and returning veterans. More vets have committed suicide since the so-called "war on terror" began than have been killed in combat. Humans are by nature extremely reluctant to kill another of their own species so much so that the psychological effects of the training they undergo along with what they witness and do on the battlefield, is often more than they can deal with. Thus the drug and alcohol abuse and increased rates of suicide.

There's another factor that's often overlooked. I work around military personnel on a regular basis and have found that even though they are often ideologically misguided, they really do believe in "God, country and family". This idealism leaves them susceptible to the brainwashing that is essentially what their training is and they are prone to marry young and have children early. With the long deployments that are part and parcel of this ongoing "war on terror" often the young serviceman, under the stressful conditions that exist, starts to have an even more idealized mental visual of his wife and kids. But let me tell you something about the wives of these deployed soldiers. In my estimation, at least 75 percent of them cheat on their husbands when they're deployed (the percentage is probably higher). Just go to the bars around a military base after a large number of service personnel are deployed. It's like shooting fish in a barrel, the closest thing in the sexual marketplace to a sure thing.

Look back at the picture at the top of this article. Gunners Mate Joyce is obviously devastated to be leaving his wife. She looks like she can't wait to get him out of the picture at least for the length of his deployment. Women who marry soldiers think they have the best of both worlds; they are supported financially and have the freedom from having their husbands around for long stretches so that they can ride the carousel to their heart's content. All they have to do is be discreet about their dalliances and good little wives when their husbands are home and no one is the wiser. Look out for when the serviceman gets out of the service however or finds out about her infidelities, divorce is soon to follow in a majority of cases increasing the stress on an already psychologically vulnerable man.

I don't recommend anyone join any branch of the military. It is essentially selling yourself into slavery for four or more years. But if you absolutely want or have to, take this advice:

Don't get married or if you are, absolutely demand a paternity test for all children she says are yours. And have your female friends or family members keep an eye on her when you're deployed. You'll thank me later.


poniedziałek, 2 lipca 2012

też chce taki mieć...

Cały rok ćwiczysz, trzymasz się diety, stosujesz suplementy, masujesz, redukujesz, wiesz jednak, że chwila prawdy nadchodzi latem, kiedy ściągniesz koszulkę na plaży. Nawet jeśli udało ci się zbudować robiące wrażenie mięśnie, to już jedna fałda tłuszczu wokół pasa jest w stanie zrujnować obraz wysportowanej, seksownej sylwetki. Dlatego warto czym prędzej wprowadzić odpowiednie zmiany w diecie, które przyśpieszą proces redukcji zbędnego tłuszczu. Od czego należy zacząć? W trzech odcinkach odpowiemy na to pytanie. Zaczynamy od diety!
Po pierwsze: musisz zapewnić ujemny bilans kaloryczny. Każdy z nas charakteryzuje się określonym zapotrzebowaniem energetyczny, czyli - zużywa określoną ilość energii w ciągu dnia. Bez deficytu kalorycznego organizm nie sięgnie do zapasów zgromadzonych wokół pasa. Tak więc jeśli jeszcze nie liczyłeś swojego zapotrzebowania energetycznego, koniecznie to zrób, a od wyniku odejmij około 15% i otrzymaną wartość potraktuj jako wyjściową do układania diety. Licz się z tym, że wraz z rozwijającą się adaptacją organizmu do niskiej podaży energii będziesz musiał konsekwentnie odejmować kolejne kilokalorie.
Po drugie: zadbaj o odpowiednią jakość produktów żywnościowych. Kwestia często pomijana, a niezwykle istotna. Jak się zapewne domyślasz, czym innym jest dostarczyć 100g węglowodanów z cukry stołowego, a czym innym - z warzyw, owoców i pełnoziarnistych produktów zbożowych, tak więc nie tylko kalorie mają znaczenie, ale również źródło ich pochodzenia. Komponując jadłospis musisz opierać się na niskoprzetworzonej żywności, eliminując z diety wszystkie śmieci takie jak: białe pieczywo, słodkie napoje (również soki owocowe), słodzony nabiał (w tym jogurty słodkie), margaryny twarde. Ograniczyć należy także spożycie wędlin i serów. Podstawę powinny stanowić: warzywa świeże i gotowane, chude mięso, tłuste ryby, jaja, oliwa z oliwek, jogurty naturalne i twarogi chude (nie wszyscy jednak dobrze tolerują nabiał), orzechy włoskie i migdały, produkty zbożowe o niskim stopniu przetworzenia i niskokaloryczne owoce, takie jak cytrusy, truskawki, maliny czy jagody.
Po trzecie: pamiętaj o proporcjach. Jeśli jesteś osobą aktywną, a dodatkowo pracujesz nad redukcją tkanki tłuszczowej powinieneś spożywać minimum 2g białka na 1 kg masy ciała, ilość tłuszczu powinna oscylować w przedziale 0,8 do 1,2g na kg masy ciała, a węglowodany powinny wypełniać pozostałą część ustalonego bilansu kalorycznego, co w praktyce daje zazwyczaj około 1,5 - 2,5g na kg masy ciała. Pamiętać należy jednak o informacjach zawartych w poprzednim akapicie, czyli o jakości. Przykładowo: lepiej nieraz dostarczyć mniej białka, a z lepszych źródeł niż zajadać się kiełbasą czy parówkami. Oprócz tego warto także zadbać o odpowiednią podaż błonnika (minimum 25g na dobę) oraz witamin i składników mineralnych, a także kwasów tłuszczowych omega 3.
Podsumowanie: Brzuch to newralgiczny punkt męskiej sylwetki, dla wielu jest on wyznacznikiem dbałości o formę fizyczną i kondycję. Posiadanie tzw. sześciopaka, czyli wyraźnie zarysowanych mięśni w obrębie brzucha wybitnie podnosi ogólnie pojętą atrakcyjność. Opisane w artykule zasady komponowania redukcyjnej diety mogą wyraźnie przyspieszyć efektywność zabiegów treningowych wymierzonych w poprawę estetyki brzucha, mają one jednak charakter przekrojowy a nie szczególowy dlatego, że każdy z nas jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. W razie problemów ze skomponowaniem szczegółowego jadłospisu warto zasięgnąć porady dobrego dietetyka.
Jutro nieco więcej o diecie na płaski brzuch. Tym razem zaprezentujemy wariant dla nieco bardziej opornych...
W poprzedniej części artykułu opisałem podstawowe zasady komponowania diety redukcyjnej, która wraz z odpowiednim treningiem i dodatkową suplementacją umożliwi osiągnięcie wymarzonego wyglądu brzucha. Chociaż założenia żywieniowe tam opisane sprawdzą się w zdecydowanej większości przypadków, to jest pewna grupa osób, która potrzebuje specjalnego podejścia. Redukcja w przypadku niektórych jednostek wygląda tak, że wraz z traconą tkanką tłuszczową giną również ciężko wypracowane mięśnie. Wydawać by się mogło, że jest to sytuacja beznadziejna -uwarunkowana genetycznie i uzyskanie tzw. „sześciopaka” jest w takim przypadku niemożliwe. Praktyka pokazuje, że można w taki sposób zmodyfikować dietę by przełamać impas i uzyskać wymarzony wygląd. Jak tego dokonać?
Po pierwsze: konieczny jest ujemny bilans kaloryczny. Tutaj nie ma wyjątku, musisz ustalić swoje indywidualne zapotrzebowanie energetyczne przy pomocy wzoru lub specjalnej aplikacji, następnie od uzyskanego wyniku odjąć około 15%- 20% i potraktować tę wartość jako wyjściową do układania diety. Mając na uwadze fakt, że organizm stopniowo przyzwyczaja się do niskiej podaży energii i spowalnia trochę metabolizm, warto wprowadzić pewną rotację kaloriami, zawyżać lekko spożycie węglowodanów w dni treningowe oraz zaniżać w dni nietreningowe, pamiętając, by średnia wartość była zgodna z ustalonym dla odchudzającej diety zapotrzebowaniem. Szerzej o tej kwestii napiszę w kolejnych akapitach.
Po drugie: również jakość spożywanej żywności ma istotny wpływ na przebieg redukcji. Oczywistym jest, że niektóre produkty żywnościowe są mniej, a inne bardziej pożądanym elementem odchudzającej diety. Czynnikiem wartościującym jest tutaj w pewnej mierze stopień przetworzenia technologicznego. Przykładowo białe pieczywo, zawierające cukier napoje i soki (w tym 100%-owe), jogurty owocowe, margaryny, większość wędlin i serów - nie powinny pojawiać się w Twojej diecie (są mocno przetworzone, a co za tym idzie również - niskowartościowe). W zamian bazować powinieneś na rozmaitych warzywach, chudym mięsie, tłustych rybach, jajach, orzechach włoskich, migdałach oraz niewielkich ilościach nabiału, takiego jak ser twarogowy chudy, jogurt naturalny. W diecie pojawiać się mogą także niskokaloryczne owoce: cytrusy, maliny, truskawki i jagody (najlepiej po treningu).
Po trzecie: produkty zbożowe warto ograniczyć do ryżu, który ubogi jest w substancje antyodżywcze potencjalnie mogące niekorzystnie oddziaływać na metabolizm. Eliminacji powinny ulec produkty wyprodukowane z pszenicy, niezależnie od stopnia ich przetworzenia. Co szczególnie istotne zboża i inne produkty dostarczające węglowodanów powinny być spożywane przede wszystkim po treningu fizycznym. Wynika to z faktu, iż po wysiłku wzrasta wrażliwość tkanki mięśniowej na działanie ważnego hormonu - insuliny, dzięki czemu mamy pewność, że spożyte węglowodany w dużej mierze zasilą mięśnie, przyspieszając tym samym regenerację i hamując katabolizm.
Po czwarte: liczą się proporcje i manipulacja węglowodanami. Osoby ze spowolnionym metabolizmem, znaczną tendencją do tycia i trudnościami ze spalaniem tkanki tłuszczowej powinny pamiętać o wysokim spożyciu białka, które w ich wypadku może sięgać ponad 2,5g na kg masy ciała. Oczywiście warunkiem jest tutaj prowadzenie treningów o charakterze siłowym, które stanowią niezbędny element pracy nad „sześciopakiem”. Spożycie węglowodanów w dni treningowe powinno być zbliżone do spożycia białka, natomiast w dni nietreningowe winno być o około 15 - 20% niższe. Resztę zapotrzebowania powinny stanowić tłuszcze, przy czym istotne jest by pokryć zapotrzebowanie na NNKT, zwracając szczególny nacisk na spożycie kwasów omega 3, mają one bowiem istotne znaczenie dla przebiegu wielu przemian metabolicznych.
Podsumowanie. Zaprezentowany tutaj sposób układania diety jest jedną z odmian koncepcji diety rotacyjnej, wysokobiałkowej, zakładającej wykorzystywanie węglowodanów głównie w celu nasilania procesów regeneracji powysiłkowej, co u osób z tendencją do szybkiej utraty muskulatury podczas redukcji może okazać się znakomitym sposobem na utrzymanie ciężko wypracowanych mięśni. Oprócz okresu powysiłkowego węglowodany pojawiać się powinny w pozostałych posiłkach w niewielkich ilościach, w dużej mierze pochodząc z warzyw. Organizm przy takiej konstrukcji diety zmuszony jest uruchamiać rezerwy tłuszczowe, by w pełni pokryć zapotrzebowanie na składniki energetyczne. Należy jednak pamiętać, że zalecenia mają charakter ogólny i są tylko pewnego rodzaju wskazówką, dieta redukcyjna bowiem powinna być układana indywidualnie.