Oni mają broń nuklearną. Zobacz, czemu dzisiaj służy posiadanie głowic
psm
02.02.2012 , aktualizacja: 02.02.2012 20:42
To najbardziej elitarny z klubów - dziewięć państw, które posiadają broń nuklearną. I nie chcą nowego, dziesiątego członka - Iranu. Zobacz, kto dzisiaj posiada arsenał nuklearny i do czego jest mu on potrzebny.
- Jest jeszcze sporo pracy przed nami - tak wizytę w Iranie ws. programu nuklearnego tego kraju skomentował szef grupy inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Ich wizyta spowodowana była oskarżeniami USA i Unii Europejskiej, że Teheran dąży do posiadania własnego arsenału nuklearnego.
Gdyby go stworzył nie byłby jedynym krajem na świecie z tego typu uzbrojeniem. Pytamy więc ekspertów i wykładowców akademickich: kto i po co ma dzisiaj arsenał nuklearny?
Indie i Pakistan. Atom? Żeby straszyć się wzajemnie

Oficjalnie weszły w posiadanie broni nuklearnej w 1998 roku. - Przeprowadziły wtedy próby i oficjalnie ogłosiły się, że posiadają tego typu uzbrojenie. Szacuje się, że Indie mają ok. 100 głowic nuklearnych, trochę więcej ma zaś Pakistan: według różnych szacunków od 120 do 140 głowic. Chociaż jak porównamy to z uzbrojeniem USA czy Rosji, Francji i Wlk. Brytanii, to Indie i Pakistan mają najmniej tego typu uzbrojenia. I służy im w jednym celu: żeby straszyć siebie nawzajem - podkreśla Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
- Historia Indii i Pakistanu jest trudna. Powstały w 1947 roku z jednego organizmu politycznego i Pakistan cały czas ma poczucie, że Indie dybią na jego niepodległość. A jeśli chodzi o broń konwencjonalną wojsko pakistańskie jest znacznie słabsze niż armia Indii. Pakistan zdecydował się więc na broń atomową i - jak zapewnia - ma tylko jeden cel, któremu ta broń służy: żeby odstraszyć ewentualny atak konwencjonalny czy atomowy Indii.
Jak duże jest zagrożenie użycia przez te państwa broni nuklearnej? - We współczesnym świecie to tam broń nuklearna może być użyta najprędzej. Sytuacja między tymi państwami jest bardzo napięta, co kilka lat stają na krawędzi konfliktu, który mógłby się wyrwać spod kontroli. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w 2002 roku. Wtedy przez rok trwała konfrontacja na granicy i dochodziło do sporadycznej wymiany ognia. Było zagrożenie - raportowane przez międzynarodowe agencje wywiadowcze - że do wybuchu prawdziwej wojny nuklearnej było wyjątkowo blisko - twierdzi ekspert PISM.
Kugiel zaznacza, że są podejmowane próby wprowadzania środków zaufania między tymi państwami. - Indie ogłosiły swoją strategię "no first use". To znaczy, że nie zaatakują jako pierwsi, ale mogą odpowiedzieć na atak. Pakistan natomiast dopuszcza, że w razie zagrożenia konfliktem konwencjonalnym może użyć broni nuklearnej. Inne - zdaniem ekspertów - kraje nie są zagrożone. - Ani Indie, ani Pakistan nie stosują gróźb i insynuacji, że swój arsenał mogłyby użyć przeciwko komukolwiek innemu. Oba te kraje są zdecydowanie bardziej odpowiedzialne i przewidywalne niż Korea Północna i Iran - uspokaja nasz rozmówca.
Izrael. Posiada arsenał, ale...

- Izrael nie jest sygnatariuszem układu dot. broni nuklearnej, a więc nie podlega inspekcjom. Jednak eksperci są zgodni: Izrael ma broń atomową od drugiej połowy lat 60., obecnie zaś ma ok. 200 głowic nuklearnych - mówi o arsenale atomowym Izraela Konstanty Gebert, dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
Po co Izraelowi broń? Przede wszystkim jako straszak. - Jeśli wszystkie kilkanaście państw, które obecnie są w stanie wojny z Izraelem, chciałyby go wspólnie zaatakować, to siły konwencjonalne Izraela nie mogłyby stawić im czoła. Wówczas broń atomowa byłaby bronią ostatecznego odstraszania. Oficjalne jednak stanowisko Izraela jest takie, że nie potwierdza i nie dementuje informacji, że ma broń atomową - mówi dyrektor warszawskiego biura ERSZ. - Nigdy też nie doszło do sytuacji, w której Izrael zagroziłby komukolwiek bronią atomową. Według niektórych relacji, podczas wojny Jom Kippur w 1973 roku, gdy wyglądało na to, że oddziały egipskie mogą wedrzeć się na teren Izraela, kraj stwierdził, że to usprawiedliwi użycie wszelkiej broni.
- Izrael jest przewidywalnym partnerem - podkreśla Gebert. Ale: - Gdyby istnienie Izraela zostało zagrożone lub gdyby ten kraj padł ofiarą miażdżącego ataku, to na taki atak Izrael z całą pewnością odpowiedziałby groźbą użycia broni atomowej, a może nawet samym jej użyciem.
Francja i Wielka Brytania. Potrzeba niezależności

Francja ma obecnie ok. 300 głowic, a Wielka Brytania ok. 225 (z czego mniej niż 200 w stałej gotowości bojowej) - deklarują władze tych państw. Posiadanie broni nuklearnej przez te kraje było bezpośrednią konsekwencją zimnej wojny i rywalizacji między USA a ZSRR - uważa ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Beata Górka-Winter. - Chodziło także - w przypadku Wielkiej Brytanii - o zacieśnienie współpracy z jej najważniejszym sojusznikiem, czyli Stanami Zjednoczonymi. Dla Francji z kolei była to kwestia natury prestiżowej, podstawowy gwarant suwerenności oraz czynnik pozwalający na prowadzenie niezależnej od USA polityki zagranicznej i bezpieczeństwa - dodaje.
Po co dzisiaj im ta broń? - Przede pełni funkcję odstraszającą - we Francji może ona zostać użyta jedynie do obrony żywotnych interesów tego kraju, takich jak suwerenność i integralność terytorialna, a państwo to nie może wystosowywać gróźb użycia tej broni wobec krajów jej nie posiadających. Z drugiej strony Francja nie zastrzegła, iż użyje broni atomowej tylko "w odpowiedzi", dlatego teoretycznie może ona, w określonych przypadkach, zaatakować jako pierwsza - podkreśla.
Według ekspertki w najbliższych latach o rozbrojeniu tych krajów mogą zadecydować względy ekonomiczne. - Obecnie w Wielkiej Brytanii trwa spór, czy stać ją na utrzymanie takiego potencjału, czyli zapewnienie stałej obecności na morzu przynajmniej jednego okrętu o napędzie atomowym, wyposażonego w rakiety Trident zdolne do przenoszenia głowic atomowych. Niewykluczone, że do głębszej współpracy w tym zakresie dojdzie pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, które w 2010 roku podpisały kilka porozumień o współpracy wojskowej, z których jedno zakłada koordynację prac w dziedzinie wyposażenia i pozyskiwania technologii dla kolejnej generacji okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym.
Korea Północna. Broń nuklearna jak polisa na życie

- Broń nuklearna służy Korei głównie jako instrument odstraszania. Nie mają zaufania do Amerykanów i po losie Libii ich głowice są potrzebne po to, żeby przetrwać w zmienionym świecie - tłumaczy dr Marceli Burdelski, wicedyrektor Centrum Azji Wschodniej Uniwersytetu Gdańskiego.
Szacuje się, że Korea Północna ma od 6 do 8 głowic nuklearnych. - I jest to ich polisa na życie - twierdzi Burdelski. Podkreśla, że Korea już wprost odgrażała się, że jest w stanie użyć broni nuklearnej. Ale jakie są rzeczywiste szanse, że Pjongjang to zrobi? - Moim zdaniem Korea jest przewidywalna pod tym względem. To nie są samobójcy - mówi ekspert CAW Uniwersytetu Gdańskiego. - Dla nich posiadanie tej broni to kwestia przetrwania w niepewnym świecie. I jest to atut, zaraz obok ciągłej mobilizacji militarnej społeczeństwa - dodaje.
Kto może bać się najbardziej ewentualnego ataku Korei Płn.? - Przede wszystkim Korea Południowa i Japonia, która znajduje się w odległości ok. 300 km od Korei Północnej. Chiny też uznają program nuklearny jako zagrożenie dla regionalnego systemu bezpieczeństwa, ale chińska polityka jest podwójna: z jednej strony pomagają Korei Płn., żeby utrzymać status quo w regionie, a z drugiej strony starają się wpływać, żeby Korea Północna nie była zarzewiem konfliktu.
Chiny. Najpierw ekonomia i technologie. Potem atom

Chiny posiadają 240 głowic nuklearnych. Ich program zbrojenia swoje początki ma w latach 60. poprzedniego wieku. - Dzisiaj Chiny bardzo szybko budują swój arsenał militarny. Z tym, że broń jądrowa nie jest ich nadrzędnym priorytetem - opowiada prof. Bogdan Góralczyk, politolog i sinolog z Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego. - Oczkiem w głowie dzisiejszych Chin jest szybki rozwój technologiczny, również w wymiarze militarnym. Warto podkreślić, że Chiny według danych Stockholm International Peace Research Institute, instytucji zajmującej się badaniem zagrożeń międzynarodowych, były na w miarę odległej pozycji, jeśli chodzi o wydatki na zbrojenia. Dzisiaj - według tej samej instytucji - są na pozycji drugiej, za Stanami Zjednoczonymi - podkreśla.
Chiny twierdzą, że prowadzą politykę nieproliferacji, czyli nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Same zaś boją się "grać kartą broni nuklearnej". - Obserwatorzy z zewnątrz uważają, że to mydlenie oczu, ponieważ z drugiej strony Chiny zbroją się szybko, chociaż niekoniecznie w broń nuklearną - podkreśla sinolog. - Chiny nie będą zagrażały nam bronią. Największą bronią, którą stosują, jest wyzwanie ekonomiczne i technologiczne. Dopiero potem jest jakiekolwiek zagrożenie militarne - dodaje.
Stany Zjednoczone i Rosja. Kwestie polityczne, nie militarne

Po co Stanom broń jądrowa? - A po co w ogóle broń jądrowa? - pyta dr Łukasz Tolak z katedry Stosunków Międzynarodowych Collegium Civitas. I sam odpowiada: - Przez cały okres zimnej wojny to była największa gwarancja bezpieczeństwa z punktu widzenia krajów posiadających tego rodzaju broń. Po zimnej wojnie to postrzeganie niewiele się zmieniło - jest to najskuteczniejszy środek odstraszania.
- W przypadku USA jest to jeden z filarów potwierdzenia supermocarstwowej pozycji. Widoczne jest to także w przypadku Rosji - bez broni jądrowej byłaby w zupełnie innym miejscu, z nią zaś jest wciąż traktowana jako jedno z najistotniejszych mocarstw światowych - podkreśla Tolak. Jego zdaniem za obecnej administracji USA widać dużą chęć - przynajmniej propagandową - aby zmniejszyć arsenał broni jądrowej na świecie. - Jest ona, według elit, bronią ostateczną. Ta broń - biorąc pod uwagę niskie zagrożenie globalnym konfliktem zbrojnym - nie można traktować w kategoriach wojskowych. Bardziej chodzi o kategorie polityczne. To jest taki rodzaj pieniądza, który jest ostatecznym pieniądzem w rozgrywkach międzynarodowych. Nie w sensie jego używania, lecz w sensie jego posiadania.
- Nikt nie zakłada w tej chwili użycia broni jądrowej, ale w jakiejś części arsenały pozostają w gotowości - zaznacza nasz rozmówca. Uspokaja: - W tej chwili mamy do czynienia z powolnym zmniejszaniem arsenałów i po stronie rosyjskiej i amerykańskiej. A te arsenały to wciąż znacząca część światowych arsenałów jądrowych.
Posiadanie broni jądrowej przez takie kraje jak Rosja i Chiny są także metodą równoważenia potencjałów militarnych. Gdyby w tej chwili całkowicie zrezygnowano z posiadania tego typu arsenału, dominacja militarna Stanów Zjednoczonych - co podkreśla Tolak - paradoksalnie byłaby jeszcze większa, niż teraz - arsenał konwencjonalny Stanów cały czas jest znacznie większy, niż np. Rosji.
Gdyby go stworzył nie byłby jedynym krajem na świecie z tego typu uzbrojeniem. Pytamy więc ekspertów i wykładowców akademickich: kto i po co ma dzisiaj arsenał nuklearny?
Indie i Pakistan. Atom? Żeby straszyć się wzajemnie

- Historia Indii i Pakistanu jest trudna. Powstały w 1947 roku z jednego organizmu politycznego i Pakistan cały czas ma poczucie, że Indie dybią na jego niepodległość. A jeśli chodzi o broń konwencjonalną wojsko pakistańskie jest znacznie słabsze niż armia Indii. Pakistan zdecydował się więc na broń atomową i - jak zapewnia - ma tylko jeden cel, któremu ta broń służy: żeby odstraszyć ewentualny atak konwencjonalny czy atomowy Indii.
Jak duże jest zagrożenie użycia przez te państwa broni nuklearnej? - We współczesnym świecie to tam broń nuklearna może być użyta najprędzej. Sytuacja między tymi państwami jest bardzo napięta, co kilka lat stają na krawędzi konfliktu, który mógłby się wyrwać spod kontroli. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w 2002 roku. Wtedy przez rok trwała konfrontacja na granicy i dochodziło do sporadycznej wymiany ognia. Było zagrożenie - raportowane przez międzynarodowe agencje wywiadowcze - że do wybuchu prawdziwej wojny nuklearnej było wyjątkowo blisko - twierdzi ekspert PISM.
Kugiel zaznacza, że są podejmowane próby wprowadzania środków zaufania między tymi państwami. - Indie ogłosiły swoją strategię "no first use". To znaczy, że nie zaatakują jako pierwsi, ale mogą odpowiedzieć na atak. Pakistan natomiast dopuszcza, że w razie zagrożenia konfliktem konwencjonalnym może użyć broni nuklearnej. Inne - zdaniem ekspertów - kraje nie są zagrożone. - Ani Indie, ani Pakistan nie stosują gróźb i insynuacji, że swój arsenał mogłyby użyć przeciwko komukolwiek innemu. Oba te kraje są zdecydowanie bardziej odpowiedzialne i przewidywalne niż Korea Północna i Iran - uspokaja nasz rozmówca.
Izrael. Posiada arsenał, ale...

Po co Izraelowi broń? Przede wszystkim jako straszak. - Jeśli wszystkie kilkanaście państw, które obecnie są w stanie wojny z Izraelem, chciałyby go wspólnie zaatakować, to siły konwencjonalne Izraela nie mogłyby stawić im czoła. Wówczas broń atomowa byłaby bronią ostatecznego odstraszania. Oficjalne jednak stanowisko Izraela jest takie, że nie potwierdza i nie dementuje informacji, że ma broń atomową - mówi dyrektor warszawskiego biura ERSZ. - Nigdy też nie doszło do sytuacji, w której Izrael zagroziłby komukolwiek bronią atomową. Według niektórych relacji, podczas wojny Jom Kippur w 1973 roku, gdy wyglądało na to, że oddziały egipskie mogą wedrzeć się na teren Izraela, kraj stwierdził, że to usprawiedliwi użycie wszelkiej broni.
- Izrael jest przewidywalnym partnerem - podkreśla Gebert. Ale: - Gdyby istnienie Izraela zostało zagrożone lub gdyby ten kraj padł ofiarą miażdżącego ataku, to na taki atak Izrael z całą pewnością odpowiedziałby groźbą użycia broni atomowej, a może nawet samym jej użyciem.

Po co dzisiaj im ta broń? - Przede pełni funkcję odstraszającą - we Francji może ona zostać użyta jedynie do obrony żywotnych interesów tego kraju, takich jak suwerenność i integralność terytorialna, a państwo to nie może wystosowywać gróźb użycia tej broni wobec krajów jej nie posiadających. Z drugiej strony Francja nie zastrzegła, iż użyje broni atomowej tylko "w odpowiedzi", dlatego teoretycznie może ona, w określonych przypadkach, zaatakować jako pierwsza - podkreśla.
Według ekspertki w najbliższych latach o rozbrojeniu tych krajów mogą zadecydować względy ekonomiczne. - Obecnie w Wielkiej Brytanii trwa spór, czy stać ją na utrzymanie takiego potencjału, czyli zapewnienie stałej obecności na morzu przynajmniej jednego okrętu o napędzie atomowym, wyposażonego w rakiety Trident zdolne do przenoszenia głowic atomowych. Niewykluczone, że do głębszej współpracy w tym zakresie dojdzie pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, które w 2010 roku podpisały kilka porozumień o współpracy wojskowej, z których jedno zakłada koordynację prac w dziedzinie wyposażenia i pozyskiwania technologii dla kolejnej generacji okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym.
Korea Północna. Broń nuklearna jak polisa na życie

Szacuje się, że Korea Północna ma od 6 do 8 głowic nuklearnych. - I jest to ich polisa na życie - twierdzi Burdelski. Podkreśla, że Korea już wprost odgrażała się, że jest w stanie użyć broni nuklearnej. Ale jakie są rzeczywiste szanse, że Pjongjang to zrobi? - Moim zdaniem Korea jest przewidywalna pod tym względem. To nie są samobójcy - mówi ekspert CAW Uniwersytetu Gdańskiego. - Dla nich posiadanie tej broni to kwestia przetrwania w niepewnym świecie. I jest to atut, zaraz obok ciągłej mobilizacji militarnej społeczeństwa - dodaje.
Kto może bać się najbardziej ewentualnego ataku Korei Płn.? - Przede wszystkim Korea Południowa i Japonia, która znajduje się w odległości ok. 300 km od Korei Północnej. Chiny też uznają program nuklearny jako zagrożenie dla regionalnego systemu bezpieczeństwa, ale chińska polityka jest podwójna: z jednej strony pomagają Korei Płn., żeby utrzymać status quo w regionie, a z drugiej strony starają się wpływać, żeby Korea Północna nie była zarzewiem konfliktu.
Chiny. Najpierw ekonomia i technologie. Potem atom

Chiny twierdzą, że prowadzą politykę nieproliferacji, czyli nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Same zaś boją się "grać kartą broni nuklearnej". - Obserwatorzy z zewnątrz uważają, że to mydlenie oczu, ponieważ z drugiej strony Chiny zbroją się szybko, chociaż niekoniecznie w broń nuklearną - podkreśla sinolog. - Chiny nie będą zagrażały nam bronią. Największą bronią, którą stosują, jest wyzwanie ekonomiczne i technologiczne. Dopiero potem jest jakiekolwiek zagrożenie militarne - dodaje.
Stany Zjednoczone i Rosja. Kwestie polityczne, nie militarne

- W przypadku USA jest to jeden z filarów potwierdzenia supermocarstwowej pozycji. Widoczne jest to także w przypadku Rosji - bez broni jądrowej byłaby w zupełnie innym miejscu, z nią zaś jest wciąż traktowana jako jedno z najistotniejszych mocarstw światowych - podkreśla Tolak. Jego zdaniem za obecnej administracji USA widać dużą chęć - przynajmniej propagandową - aby zmniejszyć arsenał broni jądrowej na świecie. - Jest ona, według elit, bronią ostateczną. Ta broń - biorąc pod uwagę niskie zagrożenie globalnym konfliktem zbrojnym - nie można traktować w kategoriach wojskowych. Bardziej chodzi o kategorie polityczne. To jest taki rodzaj pieniądza, który jest ostatecznym pieniądzem w rozgrywkach międzynarodowych. Nie w sensie jego używania, lecz w sensie jego posiadania.
- Nikt nie zakłada w tej chwili użycia broni jądrowej, ale w jakiejś części arsenały pozostają w gotowości - zaznacza nasz rozmówca. Uspokaja: - W tej chwili mamy do czynienia z powolnym zmniejszaniem arsenałów i po stronie rosyjskiej i amerykańskiej. A te arsenały to wciąż znacząca część światowych arsenałów jądrowych.
Posiadanie broni jądrowej przez takie kraje jak Rosja i Chiny są także metodą równoważenia potencjałów militarnych. Gdyby w tej chwili całkowicie zrezygnowano z posiadania tego typu arsenału, dominacja militarna Stanów Zjednoczonych - co podkreśla Tolak - paradoksalnie byłaby jeszcze większa, niż teraz - arsenał konwencjonalny Stanów cały czas jest znacznie większy, niż np. Rosji.
Zobacz więcej na temat:
Lenin
Lenin
Że w bój poprowadził krzywdzonych,
że trwałość zwycięstwu nadał,
dla nadchodzących epok
stawiając mocny fundament -
grób, w którym leży ten
nowego człowieczeństwa Adam,
wieńczony będzie kwiatami
z nieznanych dziś jeszcze planet.
Kontrowersyjny wiersz z tomiku "Dlatego żyjemy", 1954 rok
Nic dwa razy się nie zdarza (1 lutego 2012)
Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
najdroższa broń świata

Ile kosztuje najdroższa broń świata?
11,5 miliarda dolarów, tyle wart będzie pierwszy amerykański lotniskowiec typu Gerald R. Ford, którego zwodowanie ma nastąpić w 2015 roku. Ten kolos mierzący 333 metry długości powstaje właśnie w stoczni "Northrop Grumman Newport News" i będzie nie tylko najdroższym dziełem tego producenta, ale też najdroższą bronią, jaka kiedykolwiek powstała. Co ciekawe, z najnowszych szacunków wynika, że koszt budowy USS Geralda R. Forda (CVN-78) wzrośnie o dodatkowe 1,1 mld dolarów - powiększając jego i tak już astronomiczny budżet. Jak podaje "businessinsider.com", do roku 2040 flota amerykańska zostanie zasilona łącznie przez 10 lotniskowców typu Gerald R. Ford, które ostatecznie wyprą obecne chluby USA, okręty klasy Nimitz.
(fot. US Navy/ Projekt CVN-78)Budowany właśnie, pierwszy z serii, CVN-78 stanowić będzie cudo nowoczesnej techniki, które za sprawą licznych innowacyjnych rozwiązań umożliwi zmniejszenie wielkości jego załogi o... kilkaset osób! Dzięki temu, olbrzymie koszty budowy zostaną częściowo zrekompensowane niższymi wydatkami na eksploatację okrętu. USS Gerald R. Ford wyróżniał się będzie najnowocześniejszym typem reaktora atomowego, mniejszą widocznością dla radarów oraz usprawnionym systemem startu i lądowania samolotów - a to tylko kilka z jego zalet. Na pokładzie nowego typu lotniskowców znajdą się, między innymi: amerykańskie naddźwiękowe samoloty myśliwsko szturmowe F/A-18 Super Hornet, oraz najnowsze pokładowe myśliwce wielozadaniowe F-35.
(fot. US Navy/ F/A-18 Super Hornet)Z pewnością, ukończony już USS Gerald R. Ford będzie budził podziw i trwogę, ale zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy szczytowych osiągnięciach wojskowych, na które rządy wydały tony pieniędzy...
(fot. US Navy/ F-35) Jednym z takich projektów jest napędzany siłownią jądrową i pędnikiem okręt podwodny typu Seawolf (SSN21), który - choć jest jeszcze dzieckiem zimnej wojny - do dzisiaj uznawany jest za jedno ze szczytowych osiągnięć w swojej dziedzinie. SSN21, będący następcą okrętów klasy Los Angeles (SSN 688), wyprzedza swojego poprzednika o wojskowe lata świetlne (w końcu zawiera w sobie najlepsze cechy zarówno wcześniejszych konstrukcji amerykańskich, jak i rosyjskich), dzięki czemu: "W każdym aspekcie wyprzedza on swoich poprzedników - pozwala na osiągnięcie większej prędkości maksymalnej, jest znacznie cichszy, lepiej uzbrojony i wyposażony w doskonalsze sonary", podaje portal militarny "military.com", którego redaktorzy wprost rozpływają się nad Seawolfem.
(fot. AFP/ Seawolf (SSN21)Z kolei, w przestworzach niedoścignionym królem pozostaje bombowiec B-2 Spirit, którego produkcja kosztuje, bagatela, 2,4 miliarda dolarów za sztukę. To "latające skrzydło" zostało wykonane w technologii stealth, gwarantującej mu niewidzialność dla radarów. Efekt ten osiągnięto za pomocą kilku rozwiązań.
(fot. AFP/ B-2 Spirit)Przede wszystkim to jego nietypowy kształt oraz zmniejszona powierzchnia odbicia, sprawiają, że fale radaru wroga mają problemy z jego zlokalizowaniem - zresztą, nawet gdy im się to uda, materiały wykorzystane w produkcji B-2 absorbują owe fale, nie dopuszczając tym samym do ich odbicia i przeniesienia informacji o obecności intruza na obcym terytorium. Bombowiec został też wyposażony w skuteczny system chłodzenia, który sprawia, że jest niewidzialny również w odczytach termicznych. Ponadto, napędzany czterema silnikami dwuprzepływowymi, B-2 jest w stanie przenosić zarówno bomby konwencjonalne, jak i jądrowe. Z uwagi na niezwykle wysoki koszt jego produkcji, od chwili oblotu pierwszej tego typu jednostki - w 1989 - do teraz, powstało ich zaledwie 20 sztuk.
Rosyjska armia: Polska chce Grodna, a Niemcy Kaliningradu
PREZENTACJA SZEFA SZTABU GENERALNEGO WYCIEKŁA DO INTERNETU

Fot. oprf.ruFragment prezentacji szefa Sztabu Generalnego gen. N. Makarowa
Polska czyha na zachodnie terytoria Białorusi, Niemcy i Litwa na obwód kaliningradzki, a Finlandia na Karelię. Roszczenia terytorialne wobec Rosji mają też Estonia i Norwegia. Tak przynajmniej uważa dowództwo rosyjskiej armii, precyzując istniejący już zresztą zapis w oficjalnej doktrynie wojennej Federacji Rosyjskiej. Do internetu wyciekła prezentacja szefa Sztabu Generalnego na temat sytuacji bezpieczeństwa wojskowego Federacji Rosyjskiej.
Polska ma pretensje terytorialne do części dwóch obwodów Białorusi: brzeskiego i grodzieńskiego - wynika z prezentacji, której autorem jest szef Sztabu Generalnego, wiceminister obrony gen. Nikołaj Makarow. 
Na pierwszym z 31 slajdów, zatytułowanym "Zagrożenia wojskowego bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej", zaznaczono też inne terytorialne pretensje do Rosji i jej sojuszników. Graficznie zaznaczono, że pretensje do obwodu kaliningradzkiego mają Litwa i Niemcy (choć z tym drugim państwem Rosję łączą dziś bardzo dobre stosunki).
Szef rosyjskiej armii wymienia jeszcze pretensje Estonii do przygranicznych terenów, które ten bałtycki kraj stracił na rzecz Rosji po ostatniej wojnie światowej, pretensje Finlandii do utraconej na rzecz ZSRR Karelii oraz roszczenia Norwegii do terenów na półwyspie Kola i do szelfu kontynentalnego na Morzu Barentsa.
Sama Białoruś zagrożona się nie czuje
Według białoruskiego portalu regionby.org, prezentacja została przedstawiona przez gen. Makarowa w listopadzie, a teraz dostępna jest na stronie internetowej Izby Społecznej Federacji Rosyjskiej. Informacja ta trafiła na czołówki białoruskich niezależnych portali: Belaruski Partizan, Charter '97 oraz Belsat.eu.
Co ciekawe, z oficjalnych dokumentów państwowych samej Białorusi nie wynika, żeby ktoś miał do niej jakiekolwiek pretensje terytorialne.
W "Koncepcji bezpieczeństwa narodowego Republiki Białoruś" jest napisane: "Granice państwowe Republiki Białoruś nie są przedmiotem terytorialnych sporów i pretensji". Natomiast w białoruskiej doktrynie wojskowej można przeczytać, że "Republika Białoruś wychodzi z założenia, że żadne z państw obecnie nie jest dla niej potencjalnym przeciwnikiem".
Rosja widzi zagrożenie
Natomiast z zamieszczonej na stronach internetowych Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej "Wojennej doktryny Federacji Rosyjskiej" wynika, że Moskwa faktycznie dostrzega terytorialne pretensje innych państw pod jej adresem i jej sojuszników.
W rozdziale II "Wojenne zagrożenia i niebezpieczeństwa dla Federacji Rosyjskiej", w punkcie 8. "Podstawowe zewnętrzne niebezpieczeństwa wojenne" wymieniono "pretensje terytorialne do Federacji Rosyjskiej i jej sojuszników, mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy".
//gak
Subskrybuj:
Posty (Atom)























