sobota, 23 sierpnia 2008

Maja Włoszczowska - 100 pytań do...

Maja Włoszczowska
Maja Włoszczowska

Pierwszy dzień w szkole?

Maja: Ekscytujący (teraz sama się sobie dziwię :)

Pierwsze lanie od ojca?

Maja: No, gdzie by mnie tata bił! Nigdy w życiu!

Pierwsza ważna książka?

Maja: Dużo było ważnych, pierwszej nie pamiętam. Na półce honorowe miejsce dla "Alchemika" Paolo Coehlo.

Pierwszy idol?

Maja: Whitney Houston (sportowy Paola Pezzo)

Pierwszy przyjaciel?

Maja: Moja mama.

Pierwsza randka?

Maja: W podstawówce - o ile to można nazwać randką. Zabawna i krępująca.

Pierwsze pieniądze?

Maja: 10zł od mamy za mycie samochodu.

Pierwszy sukces?

Maja: 2 miejsce w Amatorskich Mistrzostwach Polski w kolarstwie górskim (Family Cup) - jako młodziczka.

Pierwsza porażka?

Maja: Taka prawdziwa to juniorskie srebro na Mistrzostwach Świata MTB w Vail (200m do mety miałam złoto i pomyliłam trasęg)

Pierwsza łza?

Maja: W kołysce.

Za 10 lat chciałabym być

Maja: Mistrzynią Olimpijską i szczęśliwą żoną.

Najbardziej lubię jeść ...

Maja: Słodycze :

Trening sukcesu według mnie to....

Maja: Dobrze słuchać swojego organizmu.

Relaksuję się, kiedy...

Maja: Słucham spokojnej muzyki, np. Ani Dąbrowskiej, Smolika czy wrocławskiego Radia Ram

Wymarzona podróż to...

Maja: Indie, Tybet

Twój ulubiony film jest o...

Maja: Walce o marzenia i wierze we własne możliwości ("Za wszelką cenę" Clinta Eastwooda)

gdy mam Czas wolny to...

Maja: Jadę do domu :. Jeśli mam go mniej, to spotykam się z przyjaciółmi, idę do kina, czytam książkę lub surfuję po kolarskich stronach internetowych.

Nigdy nie zrobiłabym...

Maja: głupoty w miejscu publicznym (brak mi spontaniczności...).

Sport jest dla mnie...

Maja: Całym moim życiem.

Nie lubię, gdy ludzie ...

Maja: Oceniają innych po pozorach.

Co bardziej lubisz od czosnku?

Maja: Np. świeżą bułeczkę z masełkiem i z czosnkiem ;).

Smak dzieciństwa?

Maja: Pierogi ruskie mojej babci.

Największy kompromis w życiu?

Maja: Pozostanie w grupie CCC w 2002 roku.

Co bardziej lubisz od skoku ze spadochronem?

Maja: Skok ze spadochronem to jedno z moich marzeń. Nie skakałam, więc nie wiem czy lubię coś bardziej.

Moje motto na życie?

Maja: Cały czas go szukam. Ostatnio podoba mi się powiedzenie mojej przyjaciółki: "Rzeczy niemożliwe trzeba załatwiać od razu, na cuda trochę poczekać".

Najbardziej zabawna chwila w życiu?

Maja: Pewnie były zabawniejsze... Teraz przychodzi mi do głowy sytuacja związana z kolarstwem: Kiedyś na stacji benzynowej, gdy brałam fakturę na Polski Związek Kolarski Pan obsługujący kasę pyta mnie: "a zna Pani może Maję Włoszczowską?".

Jaka jesteś od dobrej i tej słabszej strony?

Maja: Od dobrej - zawsze chcę aby wszyscy byli zadowoleni i łatwo idę na ugody, od słabszej - w pewnym momencie mam tego dosyć i odreagowuję na jakiejś niewinnej osóbce (mój biedny braciszek...).

W jakiej epoce historycznej chciałabyś żyć i w jakiej roli?

Maja: Dobrze mi tu i teraz.

gdybyś była zwierzęciem lub rośliną, to jakim?

Maja: Pszczółką ;).

Z kobiecej odzieży najbardziej lubisz.........................., a z męskiej....................?

Maja: ...Z kobiecej koszule, a z męskiej... koszule.

Miasto, wieś, willa, dom, ranczo...?

Maja: Mieszkanie w mieście i domek w górach.

Jaki dystans w górach przejdziesz w ciągu jednego dnia z 30 kilogramowym plecakiem?

Maja: Wyzwanie na jesień...

Twój ulubiony stopień wojskowy?

Maja: Nie jestem fanką armii. Jeśli miałabym wybierać, to tylko i wyłącznie ze względu na walory "językowe" - fajnie brzmi "admirał".

Kiedy wstajesz lewą nogą, to...

Maja: Nie zauważam tego.

Kiedy wyłączasz telewizor, nie idąc jeszcze spać...?

Maja: Przede wszystkim rzadko jest włączony... Zdecydowanie wyłączam, gdy muszę się uczyć.

Co to będzie, kiedy pojedziesz na igrzyska olimpijskie? A co to będzie, jeśli nie pojedziesz?

Maja: Szansa na walkę o medal. Jeśli nie pojadę? Nie biorę takiej możliwości pod uwagę.

Czy sport to zawód?

Maja: Jak najbardziej. Zawód i pasja w jednym.

Kiedy ostatni raz tańczyłaś tango?

Maja: Oglądając "Taniec z gwiazdami"... Kurs tanga niestety dopiero przede mną ;).

Który z europejskich narodów lubisz najbardziej, a który najmniej?

Maja: Najbardziej - zdecydowanie Włosi (otwarci, przyjacielscy, podchodzący na luzie do życia), najmniej - Francuzi (nie potrafią zrozumieć, że ktoś nie mówi w ich języku).

W czasach dzieciństwa na swoim podwórku byłeś:
a) ciamajdą,
b) łobuzem,
c) przywódcą,
d) łamagą,
e) beksalalą,
f) mądralą,

Maja: Wszystko oprócz ciamajdy.

Jaki tatuaż sobie zrobisz w najbliższym czasie?

Maja: Nie zrobię.

Czy zgodziłabyś się, gdyby prywatna korporacja wynajęła Cię na firmową imprezę w celu pobicia rekordu świata - w domyśle za bardzo wysokie honorarium ?

Maja: W kolarstwie górskim nie ma rekordów do bicia. Ale gdyby była możliwość, to czemu nie? W końcu to mój zawód.

Jacy ludzie są fajni według Ciebie?

Maja: Pozytywnie nastawieni do życia i innych. Ideał to moja przyjaciółka Ola Jochymek.

Którzy trenerzy ( charakter, osobowość) są najtrudniejsi we współpracy?

Maja: Jak do tej pory trafiłam na samych dobrych. Najtrudniejszy jest chyba trener-rodzic.

Jaki zawód jest według Ciebie niegodny?

Maja: Nie ma zawodów niegodnych. No, może prostytutka.

Czego w sporcie nie lubisz?

Maja: Kontuzji, kryzysów na wyści...u i gdy rywalizacja przenosi się do życia codziennego. Na szczęście jest więcej rzeczy, które w sporcie lubię.

Którym z pojazdów chciałbyś sobie pojeździć?
a) traktorem,
b) deskorolką
c) strażą pożarną,
d) innym......

Maja: Strażą pożarną.

gdyby nie sport, to ...

Maja: Zostałabym analitykiem finansowym albo dziennikarką. Kto wie, może to jeszcze przede mną?

gdyby, nie mama, to...

Maja: Nie byłabym tym kim jestem.

Od taty wiesz, że...

Maja: trzeba korzystać z życia.

W życiu bardziej się wygrywa, czy przegrywa ?

Maja: Wygrywa, ale trzeba temu życiu trochę pomóc.

Czy znasz jakąś Kolędę, pieśń patriotyczną , kołysankę, przyśpiewkę lub hymn państwowy na pamięć?

Maja: Kolędy i hymn oczywiście.

Maja Włoszczowska - jeszcze raz o sobie

O mnie (10.04.2007)

Imię i nazwisko: Maja Włoszczowska
Pseudo: Pszczółka
Wzrost: 169 cm
Waga: 52-56kg (w zależności od okresu przygotowawczego)
Grupa Sportowa: HALLS Professional MTB Team,
Trener: Andrzej Piątek
Uczelnia: Politechnika Wrocławska, Wydział Podstawowych Problemów Techniki, kierunek: matematyka finansowa i ubezpieczeniowa
Poprzednie kluby: Śnieżka Karpacz, CCC Piechowice, CCC Polsat
Pierwszy trener: Zdzisław Szmit
Ulubiona trasa XC w Polsce: Szczawno Zdrój
Ulubiona trasa XC na świecie: Sierra Nevada
Sportowy idol: Gunn Rita-Dahle
Ulubiony film: "Za wszelką cenę" Clinta Eastwooda
Muzyka: spokojne rytmy, m.in. Ania Dąbrowska, Smolik,
Książka: "Kod Leonarda da Vinci" Dan Brown, wszystko Paulo Coehlo
Ulubiona potrawa: generalnie kuchnia włoska i zawsze czekolada z orzechami
Cel: złoty medal olimpijski
Moja zaleta: spytajcie moich przyjaciół :)
...i wada: niecierpliwość.

Od kiedy pamiętam sport był moim hobby. Tego bakcyla zaszczepiła we mnie moja mama, dla której wszelkie formy ruchu są nieodłącznym elementem życia. W czasach swojej edukacji uprawiała wszystkie dostępne dyscypliny sportu i oczywiście w każdej z nich była najlepsza :). Gdy pojawiły się dwa diabełki, czyli mój brat Michał i ja, nie miała innego wyjścia jak zabierać nas ze sobą na wszystkie sportowe eskapady. I tak, zimą jeździliśmy na nartach, a latem oczywiście na rowerkach. Nie zawsze byłam do tego chętna, ale nie było zmiłuj się - każdej niedzieli zdobywaliśmy nowe szczyty i penetrowaliśmy ścieżki okolicznych gór :). Wkrótce z niedzieli zrobiły się całe weekendy, potem też środy, czasem wtorki... Wreszcie, jeżdżąc całkiem regularnie, całą rodzinką postanowiliśmy wystartować w Amatorskich Mistrzostwach Polski Family Cup, które rozgrywały się w Karpaczu. W 1997 roku wygrałam te zawody (w swojej kategorii oczywiście :)), a razem z mamą stanęłyśmy na najwyższym stopniu podium w klasyfikacji rodzinnej. Wtedy podszedł do mnie trener klubu Śnieżka Karpacz - Zdzisław Szmit, wręczył mi koszulkę teamową i kazał przyjechać następnego dnia na trening. Na poważne trenowanie wcale nie miałam ochoty, ale za namową mamy oraz nauczycielki w-f z mojej szkoły - ówczesnej Mistrzyni Polski MTB Beaty Sałapy, postanowiłam spróbować. Jak sami widzicie... opłaciło się :).

Od tamtej pory wszystko zaczęło kręcić się samo, ja musiałam tylko kręcić pedałami. W klubie mieliśmy fantastyczną ekipę, więc trenowanie i startowanie w wyścigach było dla mnie czystą przyjemnością. Szybko zaczęłam wygrywać poważne zawody i w 1999 roku jako juniorka młodsza zdobyłam dwie koszulki Mistrza Polski (MTB i szosowego "górala"). W międzyczasie zmieniłam barwy klubowe na PTS CCC Piechowice, gdzie naszym szkoleniowcem został były kolarz szosowy Dariusz Bigos. Do nowego klubu przeszedł praktycznie cały skład "Śnieżki", więc tak naprawdę nic się nie zmieniło :).

Moje pierwsze wielkie sukcesy przyszły w 2000 roku, gdy trafiłam do kadry narodowej i ćwicząc pod okiem trenera Andrzeja Piątka zdobyłam srebrny medal na Mistrzostwach Świata w Sierra Nevada. Od tamtej pory mój stosunek do sportu zmienił się diametralnie. Zaczęłam na niego patrzeć jak na sposób na życie, a nie tylko zwykłe hobby. Wtedy powstała Zawodowa Grupa Kolarska MTB LOTTO PZU S.A., jednak nie byłam jeszcze gotowa, aby wstąpić w jej szeregi. Bałam się, że zbyt mocno ucierpi na tym moja edukacja, która w owym czasie była ciągle ważniejsza od kolarstwa. Mimo iż zostałam na swoim podwórku to kolejny sezon potraktowałam bardzo ambitnie. Miałam jeden cel - wygrać Mistrzostwa Świata. Droga prowadząca ku niemu była dla mnie bardzo trudna i obfita w różne nieprzewidziane przeszkody. Ostatnia z nich to płotek, na którym zatrzymałam się na sto metrów przed metą wyścigu o Mistrzostwo Świata juniorek... Zdobyłam srebrny medal i była to największa... porażka mojego życia. Na szczęście szybko się z niej otrząsnęłam i dwa tygodnie później do swojego worka medali dorzuciłam brąz na światowym czempionacie na szosie. Po tych sukcesach byłam przekonana, że moje miejsce jest w grupie trenera Andrzeja Piątka, jednak z różnych powodów znów do niej nie trafiłam...

W 2002 roku jeździłam w barwach Zawodowej Grupy CCC Polsat. To był mój pierwszy sezon w kategorii elite i niestety nie należał do udanych. Ale na pewno nie był stracony. Kilka błędów i ciągle powracające choroby sprawiły, że mogłam więcej uwagi poświęcić zbliżającej się maturze i egzaminom na studia. Na tym naukowym polu nieskromnie przyznam, że poszło mi całkiem nieźle :). Bezboleśnie zdałam maturę i dostałam się na jeden z najbardziej obleganych kierunków Politechniki Wrocławskiej - matematykę (stosowaną) na Wydziale Podstawowych Problemów Techniki! Studia bardzo mi się spodobały i nawet byłam bliska odstawienia roweru na boczny tor. Wtedy jednak znów pojawił się trener Andrzej Piątek i dostałam trzecią szansę na to aby trafić do najlepszej polskiej grupy MTB. Tej szansy już nie zmarnowałam.

Wielkie sukcesy w nowej ekipie przyszły bardzo szybko. W 2003 roku zostałam pierwszą (historyczną!) Mistrzynią Świata w maratonie rowerowym, a rok później stanęłam na drugim stopniu podium Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw Świata tuż za niesamowitą norweżką Gunn Ritą Dahle. Sukcesy te powtórzyłam w 2005 roku i już się zaczęłam przyzwyczajać do tych medali, w związku z czym w minionym sezonie...ich nie zdobyłam. Otarłam się o podium Mistrzostw Świata zajmując najgorsze dla sportowca, czwarte miejsce. Były jednak inne sukcesy, jak brąz w wyścigu drużynowym czy podwójne Mistrzostwo Polski na szosie, które mobilizują mnie do dalszej pracy i dają wiarę w to, że "złote lata" mojej sportowej kariery są ciągle przede mną. Nie będą już mi towarzyszyły żółte barwy Totalizatora Sportowego, z którym po 2006 roku zakończyliśmy współpracę, za którą wszyscy jesteśmy bardzo wdzięczni. Nową historię MTB będziemy tworzyli z marką HALLS, która mam nadzieję pomoże nam zajść na sam szczyt - czyli podium Igrzysk Olimpijskich. Nowy sponsor jak dotąd wywarł na mnie olbrzymie wrażenie, przede wszystkim zaangażowaniem i energią z jaką podchodzi do swojej ekipy. Wierzę, że razem uda nam się zrealizować każdy zamierzony cel.

Kolarstwo jest moją olbrzymią pasją, bez której nie wyobrażam sobie swojego życia. Dlatego z całym sercem podchodzę do każdego treningu. Jednak nawet najcięższa moja praca nie przyniosłaby mi sukcesów gdyby nie pomoc sponsorów, całej ekipy z trenerem Andrzejem Piątkiem na czele i bliskich mi osob - zwłaszcza mojej mamy i brata oraz przyjaciół, wspierających mnie w trudnych chwilach. Wiele zawdzięczam także kibicom, dzięki którym wiem, że nie jeżdżę w kółko tylko dla własnej satysfakcji i moje sukcesy sprawiają przyjemność także innym. Wam wszystkim gorąco dziękuję i obiecuję dać z siebie wszystko by spełnić nasze wspólne sportowe marzenia.

Poza sportem dużą wagę w swoim życiu zawsze przywiązywałam do nauki. Od szkoły podstawowej moimi ulubionymi przedmiotami były w-f i matematyka. Dlatego po maturze zdecydowałam się rozpocząć studia na Wydziale Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej. Moją specjalnością jest matematyka finansowa i ubezpieczeniowa po której mogę zostać tzw. specjalistą od wyceny ryzyka, bądź zdać np. egzamin na doradcę inwestycyjnego albo aktuariusza. Jest to bardzo prężny kierunek, po którym żaden absolwent nie powinien mieć problemu ze znalezieniem pracy (już teraz dostaję średnio dwa razy w miesiącu ogłoszenia z dużych polskich i zagranicznych firm chcących zatrudnić studentów naszej specjalności). Ale te studia to dla mnie nie tylko zapewnienie sobie „furtki” na wypadek gdyby w sporcie coś mi nie wyszło (kontuzja itp.), to jakby drugie życie, które pomaga mi się rozwijać i poszerzać horyzonty. Na Politechnice poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi – zarówno wśród studentów jak i pośród kadry naukowej. Mimo iż w tej chwili raczej jestem pewna iż w swoim zawodzie pracować nie będę to w żadnym razie nie żałuję swojego wyboru i mam nadzieję, że mimo iż moje studia dobiegają już końca to kontakt ze „środowiskiem matematyków” będę miała jeszcze przez długi okres.

Maja Włoszczowska - mix o sobie

Maja Mix
... była sparaliżowana
Maja Włoszczowska

Majka Włoszczowska, srebrna medalistka mistrzostw świata uważana za jedną z najładniejszych polskich sportsmenek.

Co do błota, to wszyscy mówią, że mam przechlapane, ciągle w tym błocie. A ja to lubię, bo to takie hardcorowe, jest to też pokonywanie własnych barier - mówi Maja.

Kocha błotko! ... nadal czeka na złoto olimpijskie.....Moja mama była zawsze nastawiona do życia "pro sportowo". Kolarstwo to piękny sport. Pierwsze zawody? Pojechałam i wygrywałam. ...... Po drodze między startami zdałam maturę prawie na samych piątkach....Lubię kolarstwo ..... nie muszę przez cztery godziny pływać w basenie i oglądać kafelków. .... tylko jadę do lasu, mam kontakt z naturą, oglądam zwierzątka, łykam świeże powietrze. Mój sport doskonale kształtuje sylwetkę, jest idealny do gubienia tłuszczu. Wszyscy się dziwią, że jestem taka smukła i szczupła, według wielu powinnam wyglądać jak wielka herod-baba :). Dzięki kolarstwu górskiemu mięśnie robią się bardziej smukłe, a sylwetka jest niemal doskonała. Na rowerze można robić całe eskapady, zjeździłam niemal całą Francję. Kiedyś nawet potrącił mnie samochód, ale to był starszy Pan.

Mnie osobiście kolarstwo górskie kojarzy się z błotem, siniakami, odrapaniami i upadkami. I jakoś nie mogę dopasować do tej wizji młodej ładnej dziewczyny. Gdybym pokazała kolana, to faktycznie mam na nich trochę blizn, ale mój sport jest dla t w a r d z i e l i ...... a ja uwielbiam wyzwania. Rower na którym jeżdżę kosztuje około 30 tysięcy złotych. Trudno zresztą to określić, bo kupujemy rowery na części, a potem skręcamy do kupy. Chłopaków? Czasami trochę odjeżdżam. Często podczas treningów uczepia mnie się na kole jakiś amator, który stara się udowodnić, że jest lepszy. Wygrać z wicemistrzynią świata to dla niego rarytas. Choć ja uważam siebie za stuprocentowego sportowca, a często mówi się tak - ładna dziewczyna, a przy okazji uprawia sport. Czasami oczywiście pojawiają się propozycje matrymonialne. To miłe, jednak odrzucam je, bo zabrakłoby mi czasu na trening.

Rywalki z którymi się ścigałam w Atenach były oswojone z atmosferą olimpiady, a ja tydzień przed imprezą panicznie się stresowałam. Był płacz, totalna panika. W samych Atenach byłam po prostu sparaliżowana.

Na lotnisku przed wylotem dziennikarz powiedział mi, że na razie trwa kiepska passa naszych sportowców - same czwarte, piąte miejsca i spytał: Czy Pani to w końcu przełamie? Gość mnie rozwalił - czwarte, piąte miejsce, złe? Poczułam nagle ogromną presje. Ale .. nie udało się. Mam więc jeszcze sporo czasu przed sobą, z roku na rok cały czas idę do przodu. Kolarstwo to koszmarny wysiłek, w dodatku cały czas trzeba walczyć o pozycje.

Studiuje matematykę finansową, a konkretniej zajmuję się liczeniem i oceną ryzyka w bankowości i ubezpieczeniach. Jednak nie widzę się w przyszłości, gdzieś na zapleczu banku, raczej chciałabym być blisko sportu. Mój wykładowca od procesów stochastycznych nauczył nas jednego: nie ma zdarzeń niemożliwych. Jednak ja myśli, że nie zdobędę medalu nie dopuszczam do siebie. Jeśli nie w Pekinie, to może w Londynie.

Uprawianie sportu to nie tylko ciężkie treningi, zawody i wyrzeczenia, które są nagradzane zwycięstwami. To także podróże będące nieodłącznym elementem życia każdego sportowca.

Co prawda nasze podróże często ograniczają się do lotniska, hotelu i trasy wyścigu, to jednak z każdego wyjazdu udaje się coś uszczknąć. Dzięki kolarstwu odwiedziłam mnóstwo wspaniałych miejsc, przede wszystkim w Europie, gdyż to ona jest kolebką kolarstwa górskiego.

Kocham podróże dla samego podróżowania. Po mamie odziedziczyłam uwielbienie do życia w ciągłym ruchu i nie potrafię usiedzieć długo na jednym miejscu. Zza kierownicy mojej dwukołowej maszyny odwiedzam naprawdę piękne i fascynujące miejsca. W październiku br. byłam na pierwsze od 4 lat prawdziwe wakacje :) na Teneryfę (przy okazji zrobiłam rekonesans przed przyszłorocznym zgrupowaniem na tej wyspie). Było wspaniale.

Maja Włoszczowska (ur. 9 listopada 1983r.) studentka matematyki, według wielu znawców kolarstwa najbardziej utalentowana zawodniczka MTB w Polsce. Historyczna, pierwsza mistrzyni świata w maratonie rowerowym MTB (2003), wicemistrzyni świata MTB juniorek (2000), mistrzyni Europy MTB juniorek (2001), wicemistrzyni Europy (2004, 2005) i świata MTB (2004, 2005), szósta zawodniczka igrzysk olimpijskich w Atenach 2004. Jest profesjonalistką w każdym calu. Jej ulubione kolory to żółty i niebieski. Uwielbia czekoladę z orzechami. Nie lubi polityki. Mieszka we Wrocławiu gdzie studiuje matematykę na Politechnice Wrocławskiej, Wydział Podstawowych Problemów Techniki.

Maja Włoszczowska - sylwetka i wymiary

Maja Włoszczowska

Wzrost: 169 cm
Waga: prawidłowa (52 kg - 56 kg zależnie od okresu przygotowań)
Kolarstwo uprawia: od 1996 roku
Pierwszy trener: Zdzisław Szmit
Klub: LOTTO-PZU S.A.
Poprzednie kluby: Śnieżka Karpacz, CCC MAT Giant Piechowice, CCC POLSAT

Ulubione trasy XC:
Polska - Polanica Zdrój
Świat - Sierra Nevada, Hiszpania

31 sierpnia 2003 roku w Lugano po raz pierwszy zagrano Mazurka Dąbrowskiego po wyścigu elity w kolarskich mistrzostwach świata. Historyczną, pierwszą tęczową koszulkę założyła wtedy Maja Włoszczowska.

Na liczącą 78 km trasę maratonu kobiety wyruszyły razem z mężczyznami. Włoszczowska nie od razu zorientowała się, że jest liderką. Na trasie było mnóstwo kibiców i kiedy zaczęli do mnie krzyczeć: "Erste Frau, erste Frau" uświadomiłam sobie, że prowadzę. Uwierzyłam po 48. kilometrze, że mogę wygrać, gdy minęłam najtrudniejsze wzniesienie. Do mety zostało 30 km, ale raczej po płaskim. Do końca jednak nie wiedziałam, jaka jest sytuacja, gdzie są rywalki, i mocno się denerwowałam. Nie wiedziałam też, że druga jedzie Magda Sadłecka - opowiadała Włoszczowska.

Na mecie miała przewagę blisko 5 minut nad Sadłecką. Brązowa medalistka, Niemka Sandra Klose straciła do Mai prawie 10 minut. Włoszczowska była bardzo zaskoczona zwycięstwem, bo - jak przyznała - po prostu bała się tego startu. Praktycznie nie znała trasy (oglądała ją tylko na mapie) i obawiała się, że nie wytrzyma kondycyjnie tak długiego dystansu. Zwycięstwo jest dla mnie niespodziewane z dwóch powodów. Po pierwsze, z niechęcią podchodziłam do tej konkurencji, bo rzadko jeżdżę maratony, a po drugie, w tym tygodniu ja i Magda byłyśmy lekko przeziębione - mówiła krótko po zwycięstwie.

Maja Włoszczowska długo zastanawiała się co wybrać: kolarstwo górskie czy szosowe, do którego ma równie wielki talent. Zaczęła od górskiego. W 1996 roku rozpoczęła treningi w Śnieżce Karpacz pod okiem Zdzisława Szmita. Po czterech latach została wicemistrzynią świata juniorek.

Jeszcze lepszy okazał się sezon 2001, gdy zdobyła trzy medale, wciąż w kategorii juniorek. Rozpoczęła od złota w mistrzostwach Europy. Potem w amerykańskim Vail zanosiło się na złoty medal mistrzostw świata, ale musiała się zadowolić srebrnym, bo pomyliła trasę kilkaset metrów przed metą. Na zakończenie sezonu, w październiku, pojechała na światowy czempionat szosowców do Lizbony. I znów wypadła świetnie, najlepiej z całej licznej polskiej reprezentacji. Zdobyła brąz.

O sezonie 2002 Maja może jak najszybciej zapomnieć. Stanęła w miejscu, podobno przechodziły jej przez głowę myśli o zakończeniu kariery. W roku 2003 karta znów się odwróciła. Już jako seniorka wygrała Grand Prix MTB w Głuchołazach, w Kielcach była druga w mistrzostwach Polski (za Anną Szafraniec), a w niemieckim Sankt Wendel - czwarta w zawodach Pucharu Świata. Wreszcie w Lugano została mistrzynią świata elity w maratonie MTB. Kilka dni później w wyścigu cross country, właśnie tym, który miał decydować w dużym stopniu czy do Aten pojadą dwie czy trzy Polki, Włoszczowska zajęła siódme miejsce.

W zawodach przedolimpijskich w Atenach, które odbyły się w połowie maja, Włoszczowska była czwarta. Lepiej pojechała Sadłecka, zajmując drugie miejsce i przegrywając tylko z najlepszą zawodniczką na świecie w tym sezonie Norweżką Gunn-Ritą Dahle. Włoszczowska była też druga, a Anna Szafraniec trzecia w zawodach Pucharu Świata w austriackim Schladming.

To był najtrudniejszy wyścig w moim życiu - powiedziała po wyścigu podczas igrzysk olimpijskich w Atenach, w którym była szósta. Niezwykle trudna trasa i panujący w Atenach upał sprawiły, że to był najtrudniejszy wyścig w życiu. Polewałam się co chwila wodą, ale to nie pomagało. Nigdy wcześniej nie jechałam w takich zawodach. Jestem potwornie zmęczona.

W niektórych miejscach słońce tak bardzo parzyło w twarz, że bałam się, że dostanę udaru. Nic nie pomagało. Upał był po prostu niewiarygodny. Jednak to nie zaważyło na wynikach, bo warunki były identyczne dla wszystkich - dodała.

Od początku wyścigu jechałam na piątym, szóstym miejscu - mówiła o rywalizacji na trasie. - Na ostatniej pętli próbowałam gonić ze wszystkich sił wyprzedzającą mnie Holenderkę, ale nie dałam rady. Jestem zadowolona z szóstego miejsca, bo wiem, że dałam z siebie wszystko i na więcej mnie dziś stać nie było. Rywalki były lepsze.

Maja podkreśliła, że w ostatnim czasie ona i koleżanki z reprezentacji zrobiły duże postępy. Dwa lata temu olimpiada była tylko w strefie marzeń. Ostatnio notujemy stały progres. Nasze dobre wyniki nie są przypadkowe. Dlatego trzeba się cieszyć z rezultatów na igrzyskach. Przygotowane byłyśmy optymalne, pojechałyśmy na tyle, na ile potrafimy - uważa niespełna 21-letnia Włoszczowska.

O olimpijskiej trasie powiedziała: Była bardzo sucha, niemal piaszczysta. Na zakrętach "podcinało" koła i wiele dziewczyn miało z tym problemy. Cały czas trzeba było w związku z tym mocno trzymać kierownicę, dobrze panować nad rowerem. Jednak chyba najwięcej kłopotów sprawiły wszystkim słońce i temperatura.

Według niej Norweżka Gunn-Rita Dahle, które wygrała wyścig, jest w tej chwili bezkonkurencyjna na świecie. W każdych zawodach potwierdza, że jest najlepsza. Wygrywa co się da. Jednak ma już 31 lat i mam nadzieję, że większych postępów nie zrobi. A my będziemy szły do przodu, będziemy się rozwijać. Mam nadzieję, że już za cztery lata w Pekinie ją pokonam - powiedziała i dodała, że marzy o tym, by się jak najszybciej wykąpać i położyć się spać. Ledwo stoję na nogach - zakończyła.

Włoszczowska twierdzi, że jej największą zaletą jest odwaga, a wadą - niecierpliwość. Za sportowy wzór do naśladowania uważa chodziarza Roberta Korzeniowskiego. Jej ulubioną potrawą jest łosoś z grilla z gotowanymi warzywami. Słucha różnej muzyki, a jej ulubioną piosenkarką jest Tina Turner.

Najważniejsze osiągnięcia:

  • Rok 2003
    - 1 m. Mistrzostwa świata w maratonie w Lugano
    - 3 m. Ranking UCI za rok 2003
    - 2 m. Ranking PZKol za rok 2003
    - 1 m. Kolarka roku 2003 wg mediów w Polsce
    - 2 m. MP w wyścigu indyw. seniorek i orliczek
    - 2 m. Puchar Polski
    - 2 m. Skoda Auto Grand Prix MTB
    - 4 m. Puchar Świata w Niemczech
    - 6 m. Mistrzostwa Europy w Grazu
    - 7 m. Wyścig cross country na MŚ w Lugano
    - 8 m. Puchar Świata Szkocja
    - 9 m. Puchar Świata w Austrii
    - 8 m. Klasyfikacja generalna Pucharu Świata

Rok 2004
- 3 m. Vuelta a Catalana
- 2 m. SkodaAuto GP MTB - Głuchołazy
- 3 m. SkodaAuto GP MTB - Polanica
- 4 m. Rekonesans olimpijski - Ateny
- 2 m. Puchar Czech
- 2 m. Puchar Świata Schladming - Austria
- 1 m. SkodaAuto GP MTB - Bukowina Tatrzańska
- 2 m. Mistrzostwa Europy w Wałbrzychu
- 6 m. Igrzyska Olimpijskie - Ateny

2008-08-23
2010-10-19

wtorek, 1 lipca 2008

Wywiad z Jego Ekscelencją Kaczyńskim (1-VII-2008)


Jest przeciw temu, co sam wynegocjował w czerwcu 2007 i dlatego nie ratyfikuje traktatu, co może być teoretyczną przesłanką do zdjęcia go z urzędu.

wywiad dla Dziennika (1-VII-2008)

a po lewej w koszuli wakacyjnej :)




wtorek 1-VII-2008 12GW


Prezydent: Traktat jest martwy. Nie podpiszę go fot. Igor Morye

Prezydent Lech Kaczyński w wywiadzie dla DZIENNIKA po raz pierwszy mówi, że na razie nie podpisze traktatu lizbońskiego. "Sprawa traktatu jest bezprzedmiotowa" - tłumaczy. I uznaje za niepoważne argumenty, że bez tego dokumentu Unia nie może dalej istnieć. "Traktatu nie ma, ale Unia jest" - mówi DZIENNIKOWI prezydent.

czytaj dalej...
REKLAMA

Co prezydent ma do powiedzenia tym, którzy szybkie zakończenie procesu ratyfikacji traktują jako sygnał niezbędny dla partnerów w Unii Europejskiej? "W Europie politykę uprawia się za pomocą rozmów, często telefonicznych, a nie sygnałów" - mówi.

Kiedy prezydent byłby skłonny zmienić zdanie i złożyć podpis pod traktatem? Lech Kaczyński wyraźnie daje do zrozumienia, że dopiero wówczas, gdy zmieni się stanowisko Irlandii. Ale musi to być decyzja suwerenna, a nie podjęta pod naciskiem innych członków UE. "Jeżeli zasada jednomyślności raz zostanie złamana, to już jej nie będzie nigdy" - mówi. Dodaje, że Polska jest „za słaba, by móc przyjąć tego rodzaju rozwiązania”. I podkreśla: "Traktatu nie ma, ale Unia jest".

Lech Kaczyński przypomina, że identyczny sposób myślenia jak dzisiaj, był po odrzuceniu we Francji i w Holandii traktatu konstytucyjnego. "Unia działała, działa i dalej będzie działać. Oczywiście, nie jest idealna, ale struktura o tym stopniu skomplikowania nie może być idealna" - mówi Lech Kaczyński.

Piotr Gursztyn, Mikołaj Wójcik: Historia prawdziwa Lecha Wałęsy. Ten temat zdominował ostatnie debaty. Czytał pan już książkę?
Lech Kaczyński: Nie, dostałem ją dopiero niedawno. Przyznam nawet, że nie jestem jej szczególnie ciekaw. Mam odpowiednią wiedzę o przeszłości Lecha Wałęsy. Zdarzenia początku lat 70. dlatego mają znaczenie, że odegrały kluczową rolę w pierwszej połowie lat 90. i w znacznym stopniu zaciążyły na jego prezydenturze. To jest moja teza od wielu lat. Od chwili, kiedy w mieszkaniu państwa Wałęsów zobaczyłem jesienią 1990 r. pewną osobę niewidzianą od lat.

A to był Mieczysław Wachowski.
Tak. Chociaż nie doceniłem późniejszej roli Wachowskiego, nie miałem wątpliwości, co się zaczyna dziać. Nie przypuszczałem jednak, że Wałęsa, który wtedy miał instynktowną umiejętność gry na różnych fortepianach, będzie korzystał tylko z tego jednego. A okazało się, że to główny fortepian i pierwsze skrzypce naraz. I do dziś nie mogę zrozumieć, jak ktoś mógł tego nie widzieć. Lech Wałęsa został prezydentem pod hasłami dokończenia solidarnościowej rewolucji, rozumianej w pewnym wymiarze społecznym. Tak, by w walce o własność szeroko rozumiana nomenklatura nie miała przewagi nad resztą społeczeństwa. Został wybrany, żeby zbudować państwo, które nie jest po prostu nadbudową nad PRL. Wygrał wybory, po czym natychmiast zmienił kurs. I to najgorsza część nomenklatury, esbecka, stała się jego bazą.

Autorzy książki dowodzą, że Wałęsa urywa się SB w latach 70. W latach 80. jest niepodatny na jej naciski. I nagle w latach 90. znów do tego wraca.
O tym co było w latach 80., nie wiem wszystkiego, choć niewątpliwie wtedy Lech Wałęsa był przywódcą ogólnonarodowej walki. Nie będę się więc wypowiadał. Wiem, co było wcześniej i później. Moim zdaniem wykorzystano i umacniano w nim przekonanie, że jeśli się przeciwstawi tym siłom, to one go skompromitują. Z drugiej strony sugerowano mu, że jeśli przymknie oczy, to będzie rządził Polską bez przeszkód przez wiele lat. To na pewno nie była jedna rozmowa. Osiągnięto to małymi krokami.

Dlaczego po 1991 r. w Kancelarii Prezydenta, poza zmarłym już Andrzejem Zakrzewskim, nie było nikogo spoza służb i wojska?
Bo takimi ludźmi najłatwiej się steruje. To bardzo prosty mechanizm. Oczywiście, było to w dużym stopniu chaotyczne, bez wielkiego planu, który w okresie rozpadu systemu moim zdaniem nie istniał. Ale dawało efekty.

Jak to ktoś przeczyta, to zaraz krzyknie: to czemu Kaczyńscy popierali Wałęsę w 1990 r.?
Bo wówczas stał na czele tej części społeczeństwa, która chciała radykalnych zmian i trudno było przewidzieć, że wydarzenia z początku lat 70. wpłyną w takim stopniu na jego postawę. Że ja coś o Wałęsie wiedziałem? Tak, od niego samego! Wiedziałem, że coś jest z nim nie w porządku. Nie wiedziałem jednak, że był "Bolkiem". Nie zdawałem sobie także sprawy, że dokona takiego zwrotu. Potem szybko mój brat się zorientował, jak jest naprawdę. Ale trwała walka polityczna i trzeba było przetrwać do wyborów parlamentarnych. 30 października rozstaliśmy się.

A pan kiedy się dowiedział o Wałęsie?
Gdy w 1981 r. Andrzej Kołodziej roznosił taką wiadomość, to absolutnie w to nie wierzyłem, choć byłem przeciwnikiem Wałęsy. On sam mi potem coś sugerował. Znałem Wałęsę od 1978 r., ale w tamtym okresie trzymałem raczej z grupą Andrzeja Gwiazdy. Trwałem przy nich prawie jak Charłamp przy Radziwille, jednak z czasem nasze relacje osłabły. W 1982 r., gdy Wałęsa wyszedł z internowania, ja też zostałem uwolniony. Wtedy jeden z kolegów, Jerzy Trzciński, przyprowadził mnie do Wałęsy, który zaproponował mi bliską współpracę. Trwała ona osiem lat.

To wtedy była ta "wódka z gwinta"?
Zdarzały się sytuacje, gdy wyciągał butelkę czystej, a mi - jako inteligentowi - proponował brandy. Czasy były ciężkie. W takich sytuacjach Wałęsa mi opowiadał o sobie dużo ciekawych rzeczy. Wspominał, że w roku 1970 był głupi, chociaż wcześniej zachowywał się mądrze. Nie zdradzał jednak szczegółów owej głupoty.

Książki pan nie czytał. Ale jak ocenia pan prezydent debatę wokół niej?
Ona ma dwie płaszczyzny. Gdyby prezydentura Wałęsy inaczej się potoczyła, to tamten incydent sprzed wielu lat, błąd, grzech, nie miałby żadnego znaczenia. Ale stało się inaczej. Wałęsa jako autorytet dla grupy, która go broni, jest niezwykle istotny. Dobry jako ikona i dowód na to, że autorytet to jest rola społeczna. Dla środowiska, któremu moralnie można by wiele zarzucić, tego rodzaju sytuacja jest niezmiernie wygodna. Proszę zwrócić uwagę, że ci sami ludzie, którzy dziś uchodzą za największych obrońców autorytetu Wałęsy, w czasie jego prezydentury krytykowali go, a czasem wręcz wyśmiewali. I wreszcie musi paść pytanie o status prawdy w Polsce. Czy jeżeli ktoś pełni rolę społeczną autorytetu, to nie można o nim napisać prawdy? Czy odwrotnie, jeśli ktoś nie ma takiej pozycji, to można o nim pisać nieprawdę? To elementarny spór moralny.

Ten podział w sprawie Wałęsy przebiega jednak niemal identycznie jak podział polityczny. Niewielu jest ludzi takich jak Andrzej Czuma, którzy się z niego wyłamują.
Bo obecny rząd wygrał wybory dlatego, że się związał z establishmentem. Dawny program Jana Rokity - szarpnięcia cugli, oczyszczenia państwa - był niejednokrotnie bardziej radykalnie antyestablishmentowy od programu PiS. A na czym polegała polityka PO w latach 2005 - 2007? Na wiązaniu się z tą grupą. Więc jeśli dziś ma tam bazę, przecież nie będzie z tego rezygnować. Tym bardziej że w tych kręgach olbrzymią rolę grają osobiste ambicje.

To tam generowany jest pogląd, że publikacja powstała na zamówienie obozu politycznego związanego z PiS?
To jest nieprawda. Powstała na zamówienie ludzi IPN, których albo nie znam, albo znam bardzo mało. Moja opinia na temat pana Sławomira Cenckiewicza jest dość krytyczna, choć osobiście wcale go nie znam. Wydaje się bardzo radykalny. Pana Gontarczyka też nie znam. IPN nabrał pewnej dynamiki, co jest zasługą prezesa Janusza Kurtyki. Nie ma tu żadnego naciskania. To dynamika własna, nawet z pewną niechęcią do polityków. I olbrzymią podejrzliwością tych 30-letnich historyków wobec ludzi mojego pokolenia, co mi się nie podoba.

Ale może panu przypaść rola obrońcy IPN.
To będę go wtedy bronił. Na razie jeszcze nie widzę powodów. Widzę tylko, że to być może ostatnia szansa w Polsce na walkę o elementarną zasadę: o prawdę. To prawo ludzi, którzy żyją w demokracji. Oni mogą uznać, że to nie miało żadnego znaczenia. Ja sądzę inaczej. Jeżeli czegoś nie rozumiałem, to do momentu, kiedy byłem ministrem stanu w Kancelarii Prezydenta. Po tym, co tam przeszedłem, rozumiałem już bardzo wiele.

Minął półmetek pańskiej prezydentury. Jak samopoczucie, panie prezydencie?
Dziękuję, dobrze. Zdaję sobie sprawę, jaką ocenę mi się wystawia, ale mam też swoją własną. Oczywiście, nie jest celująca, ale wydaje mi się, że w tych sprawach, na których mi zależało, to cele zostały zrealizowane.

To co się udało?
Mówię o pewnej reformie polskiej polityki zagranicznej, o likwidacji WSI. O dbaniu, by nie dochodziło do konfliktu społecznego. To bardzo długo mi się udawało - ja i moja kancelaria braliśmy w tym bezpośredni udział. Aż do protestu pielęgniarek, który miał czysto polityczne podłoże, panował spokój społeczny. Mówię o wspieraniu ekspansji polskiego kapitału, na ogół rządowego, bo inny na tę skalę w Polsce nie istnieje. Tu mam na myśli np. Możejki. W 2006 r. udało mi się doprowadzić do zmiany premiera, który wówczas na tym stanowisku moim zdaniem nie sprawdzał się. Zdołałem też doprowadzić do wymiany dwóch ministrów, którzy okazali się niewłaściwymi ludźmi na niewłaściwym miejscu. Niewątpliwym błędem był Janusz Kaczmarek.

Ale były też drobne lapsusy, typu "małpa w czerwonym".
Chodziło o osobę, którą kiedyś znałem i lubiłem, ale potem zachowała się bardzo nielojalnie. Może również niepotrzebnie oceniałem moją, skądinąd niezwykle cenioną koleżankę z roku, panią sędzię Małgorzatę Mojkowską. Były też takie sprawy, jak torebka mojej żony, odwrócona flaga, sprawa Huberta H. czy ostatnio karetki, która przecież nigdy nigdzie nie stacjonowała. Wszystkie takie drobne sprawy są nieproporcjonalnie nagłaśniane przeciwko mnie. Takich przykładów jest zresztą więcej. Do tego dochodzi nieustanna krytyka wobec ludzi, którzy ze mną współpracują. A nie byłoby reformy polityki zagranicznej bez twardego charakteru oraz inteligencji i lojalności Anny Fotygi. Ona pierwsza potrafiła mocno nadkruszyć tzw. "gmach". Moja kancelaria funkcjonuje dobrze, co przejawia się większą ilością projektów ustaw, inicjatyw, wyjazdów. Bez inteligencji, zręczności w nawiązywaniu kontaktów i zjednywaniu ludzi przez Małgorzatę Bochenek, bez Michała Kamińskiego, Macieja Łopińskiego, Ewy Ziomeckiej i wielu innych moich współpracowników nie byłoby to możliwe.

Jakość "opakowania" też jest ważna. Jest problem z pańskim wizerunkiem.
Tylko jaki mogę mieć wpływ na to, że na mój temat pojawia się ciągle mnóstwo nieprawdziwych informacji? Proszę postawić się w mojej sytuacji. Co mogę zrobić, gdy pojawiają się informacje, że nadużywam alkoholu, że mam poważne kłopoty ze zdrowiem, że osobiście angażuję się w działania przeciwko jakiemuś bezdomnemu? Pewne fakty są wymyślane, innym nadaje się wielką rangę, mimo że są drobne i nieistotne. Media mają olbrzymią siłę: siłę nadawania sensu. Ze zdarzenia bez znaczenia można zrobić olbrzymią aferę. Tak samo ze zdarzeniem nieprawdziwym. Nic nie wiedziałem o Hubercie H. Co więcej pani prokurator apelacyjna też nic nie wiedziała. To była sprawa na szczeblu prokuratury rejonowej. Domyślam się, że była to osoba pod wpływem alkoholu, z którą policjanci nie mogli dać sobie rady, naubliżała także braciom Kaczyńskim i dzięki temu mieli lepszą podstawę, aby ją zatrzymać. Taki był mechanizm tej sprawy.

Pana przeciwnicy rozumieją tę zasadę. I z niej korzystają.
Ale jaki mam wpływ na to, że przez kilkanaście dni mówi się nieprawdę? Oczywiście, jestem osobą bardzo niewygodną z punktu widzenia pewnego układu sił, establishmentu, który ukształtował się w pierwszej połowie lat 90. Krytycznie odnosiłem się do ówczesnej rzeczywistości. Szczególnie z pozycji prezesa NIK. Tacy jak ja wywołali poczucie zagrożenia. Ponad miarę, bo moja działalność na stanowisku ministra sprawiedliwości była walką tylko z kryminalną przestępczością. Ale ja sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak niewiele dzieli zorganizowaną przestępczość od świata biznesu i pewnej części świata polityki. Ta wiedza przychodziła z czasem. Na przykład o tym, że biznesmen, który jest znajomym premierów, potrafi siedzieć przy jednym stole z zawodowym mordercą i omawiać sprawę zabójstwa szefa policji. Tak było. I jestem przekonany, że "Dramat w trzech aktach" i temu podobne bzdury były związane z poczuciem zagrożenia tych, którzy sądzili, że ja wiem więcej, niż rzeczywiście wiedziałem.

"Dramat w trzech aktach" wówczas obu panom zbytnio nie zaszkodził.
Nasze notowania w sondażach spadły wtedy do 6 proc.

Dziś też są bezlitosne.
W życiu miałem różne sondaże. Gdy byłem prezydentem Warszawy, zarzucono mi, że dołączywszy PIT do oświadczenia majątkowego, nie wpisałem jako dochodu dodatkowego, tak jak 85 proc. innych prezydentów miast, swojej gaży poselskiej, o której wszyscy zresztą wiedzieli. To był mój podstawowy i jedyny dochód, więc nie uznałem go za dodatkowy. Była wtedy parotygodniowa akcja z panem Sławomirem Jeneralskim na czele, który wówczas okazał się wysoce obiektywnym dziennikarzem. Moje notowania spadły wówczas do poziomu gorszego niż obecne. To było latem 2003 r. Co było 2 lata później, jesienią 2005, to sami panowie pamiętacie. Trudno więc przewidzieć, co będzie w 2010 r. Może pojawi się jakaś nowa wielka indywidualność na polskiej scenie politycznej? Zobaczymy.

To ciekawe. Kim będzie ten trzeci?
Na dziś to byt czysto teoretyczny. Wśród osób, które znam, widzę tylko jednego polityka, którego indywidualność uważam za przeważającą w stosunku do mnie.

Pański brat na prezydenta 2010?
Nie, nie sądzę, by ten polityk był moim konkurentem (śmiech).

Czyli podjął pan decyzję o starcie w następnych wyborach?
Każdy w połowie kadencji, będąc w wieku, który w Europie jest nieco niższy od średniej wieku innych prezydentów, chociaż jest też wielu młodszych ode mnie, ma tego rodzaju perspektywę. Natomiast jaka będzie decyzja za dwa lata, trudno mi na razie powiedzieć.

Jako pierwszy sukces prezydentury wymienia pan przedefiniowanie polityki zagranicznej.
Dla Polski podstawową płaszczyzną jest Unia Europejska. Moja polityka jest drogą, która ma doprowadzić do tego, by numer telefonu polskiego prezydenta czy premiera był często używany przez polityków z Berlina, Paryża czy Londynu lub innych stolic.

A nie jest używany?
Moja polityka dawała rezultaty, ale wielu się nie podobała. Musiała się nie podobać, bo my robiliśmy to, co w naszym interesie. Ale czy ja w UE nie byłem solidarny? Przecież zgodziłem się, na przykład na politykę klimatyczną z punktu widzenia Polski ryzykowną. To był mój gest w stosunku do pani kanclerz Angeli Merkel. Niestety nie zawsze mogliśmy liczyć na podobne gesty pod naszym adresem.

Złoży pan podpis pod ratyfikacją traktatu lizbońskiego?
W tej chwili to bezprzedmiotowe.

W Polsce podnoszony jest argument, żeby szybko podpisać. To ma być sygnał dla Unii.
W Europie nie uprawia się polityki wysyłaniem sygnałów czy znaków tylko za pomocą rozmów, często właśnie telefonicznych. To w tym systemie trzeba istnieć na wielką skalę. A żeby istnieć, trzeba być silnym. Jeżeli nie własną siłą, to siłą porozumień, umów i wpływów. A przy tym być możliwie sympatycznym.

Mówi pan o Unii jako podstawowej płaszczyźnie. A sojuszników szukamy głównie poza nią.
Istotnym elementem polityki południowo-wschodniej jest bezpieczeństwo energetyczne, czyli dążenie do częściowego uniezależnienia się od Rosji. Częściowego, bo nie da się w pełni uniezależnić. Biorąc pod uwagę sposób myślenia tamtejszych elit, tego rodzaju związek gospodarczy ma olbrzymią siłę. Moim zadaniem jest zbudowanie takich więzi, które będą trudne do zerwania i przyniosą wspólny pożytek.

Ale po co to wszystko?
Trudno być krajem najsłabszym wśród silnych, do tego tak położonym. Dlatego często lepiej być najsilniejszym wśród słabszych. To nie romantyzm, tylko czysta kalkulacja naszych interesów. W UE trzeba się liczyć, bo inaczej przegrywa się swoją szansę. Jak to określił Bronisław Geremek, na którego rzadko się powołuję, trzeba zrozumieć konkurencyjny charakter stosunków międzynarodowych w Unii. Polska nie jest w stanie wszystkiego zbudować w oparciu o współpracę z Niemcami, bo często nasze interesy są odmienne. Oni odbudowują swoje stosunki z Rosją. I jeżeli jakiś polski polityk uważa, że to wspaniałe, to przestaje być już polskim politykiem. Jestem za zbliżeniem z Niemcami, ale trzeba być też realistą.

Mamy być blisko Niemiec w stanowisku wobec Irlandii i traktatu lizbońskiego?
W tej chwili sprawa traktatu jest bezprzedmiotowa. Trudno jednak powiedzieć, jak to się skończy. Natomiast twierdzenie, że skoro nie ma traktatu, to nie ma też Unii, jest niepoważne. Weźcie panowie pod uwagę, że ten sposób myślenia był też wtedy, gdy przepadł traktat konstytucyjny. A Unia działała, działa i dalej będzie działać. Oczywiście, nie jest idealna, ale struktura o tym stopniu skomplikowania nie może być idealna. To dziesiątki instytucji o bardzo silnej własnej dynamice tworzących nową rzeczywistość niejako obok polityki.

Duże państwa UE naciskają na Irlandię, by jednak w jakiś sposób przyjęła traktat.
Marszałek Michaił Kutuzow mawiał: "czas i cierpliwość". Tu obowiązuje zasada jednomyślności. Traktat lizboński, a dzisiaj raczej projekt traktatu, tę zasadę zachowuje, choć w zmniejszonym obszarze. Jeżeli zasada jednomyślności raz zostanie złamana, to już jej nie będzie nigdy. Jesteśmy za słabi, by móc przyjąć tego rodzaju rozwiązania. Jesteśmy w UE szóstym państwem, ale to nie oznacza, że możemy swoją siłę porównać z większymi od nas. Tutaj trzeba prowadzić nieporównanie bardziej skomplikowaną grę. Kiedy trzeba działać kolektywnie w ramach Unii, a kiedy indywidualnie? Stanowczo broniłem naszego indywidualnego, dwustronnego charakteru rozmów z Amerykanami w sprawie obrony przeciwrakietowej. Tutaj żaden kolektywizm nie jest dla nas korzystny. Odmawiałem wielu, którzy starali się w tej sprawie na mnie naciskać. Ale już na przykład w niektórych sprawach związanych ze stosunkami Unii z Rosją, kolektywizm jest dla nas korzystny. Wszystkie państwa tak postępują.

Naprawdę tak da się grać?
Tak, tylko trzeba umieć. Tak było w Bukareszcie na szczycie NATO. Przysłano mi ostateczny tekst komunikatu i widziałem, że jest do uzyskania znacznie więcej. I uzyskaliśmy dużo więcej.

Obecny rząd twierdzi, że w sprawie tarczy antyrakietowej byliśmy nader sympatyczni dla Amerykanów. I co będzie? Fiasko?
Poprzedni rząd zdecydowanie, ale z dobrą wolą prowadził rokowania z Amerykanami. Tarcza jest ważna dla Polski ze strategicznego punktu widzenia. O tym między innymi rozmawiałem z prezydentem George’em Bushem i panią Condoleezzą Rice w Izraelu, gdzie specjalnie dla tej rozmowy zostałem trochę dłużej, niż planowałem. Sprawa tarczy jest dla Polski kluczowa. Chodzi mi o to, żeby Amerykanie byli bardziej zainteresowani bezpieczeństwem naszego kraju.

Mówi pan o ratowaniu tarczy. To już ten etap, że trzeba ją ratować?
Oczywiście.

Zostało jeszcze dwa i pół roku tej kadencji. Wyznaczył pan sobie cele na ten czas?
Najważniejszy to polska polityka zagraniczna. Będę walczył o to, by była kontynuowana, a nie zmieniana. Drugą kwestią jest obrona równowagi społecznej w Polsce. Niewątpliwie to dotyczy przede wszystkim ochrony zdrowia i edukacji. Nie mogę pozwolić dalej zakłócać tych resztek równowagi, którą mamy. Reformy są potrzebne, ale nie w stronę, w którą w tej chwili próbuje je prowadzić rząd. Zdaję sobie sprawę, że tu jest wiele paradoksów. Choćby taki, że dzisiaj znaczna część bogatej młodzieży studiuje bezpłatnie, a duża część biedniejszej odpłatnie na prywatnych uczelniach.

Panie prezydencie, to argumenty liberałów.
Zdaję sobie z tego sprawę. Ale czy jeśli ktoś nie jest liberałem, to musi uważać, że wolność nie jest żadną wartością? Nie, tylko rozumie, że poza wolnością są jeszcze inne wartości. Znam ten argument i go doceniam. Ale zdaję też sobie sprawę, że zasada płacenia za studia jest niekonstytucyjna i będzie pogłębiała nierówności. Nie mogę zgodzić się na przyjmowanie takich rozwiązań ustawowych.

Jest pan alibi dla rządu Donalda Tuska. Liderzy PO mówią: nie będzie najważniejszych reform, bo prezydent je wetuje.
Poza drobną nowelizacją kodeksu cywilnego za rządów PiS, gdzie był błąd, zawetowałem tylko ustawę medialną. Więc twierdzenie premiera, że ja paraliżuję prace rządu, jest absurdem. Nie podejmuję żadnych działań o takim charakterze. Natomiast nie kryję swoich przekonań. Jeśli się traktuje wielomiliardowy majątek jako kolejną masę upadłościową do nabycia za 10 procent jego wartości, to nie ma na to mojej zgody. Jeśli dzisiaj służba zdrowia działa źle, to wówczas będzie działać jeszcze gorzej. Aleksander Kwaśniewski w swojej kadencji miał 23 udane weta. I to w kluczowych sprawach. Wówczas nie kwestionowano tego uprawnienia prezydenta. W ogóle pierwsze miesiące nowego rządu to próba redefiniowania prezydenckich uprawnień. To, co było bezdyskusyjne, dzisiaj jest kwestionowane.

Pojawiły się pomysły zmian w konstytucji.
Jestem gotów poprzeć zmiany dotyczące doprecyzowania uprawnień rządu i prezydenta. Ale na pewno nie poprę takich pomysłów, które miałyby prowadzić do klasycznego liberalizowania Polski. Nigdy się nie przedstawiałem jako liberał. Nigdy nim nie byłem. I nigdy nie będę. Kiedyś uznawałem takie poglądy, jakie prezentowała grupa moich trójmiejskich znajomych, za niegroźne i oryginalne. Później, w latach 80. z nimi dyskutowałem. Ale zawsze były to spotkania polemiczne. Nic się nie zmieniło.

czwartek, 5 czerwca 2008

Pokrótce o karze śmierci, aborcji i eutanazji (5-VI-2008)


PRIMO

Autor bloga Malum In Se, w wersji rzeczywistej występujący pod imionami Jan Paweł (skojarzenie trafione) od kampanii prezydenckiej w roku 1995 sympatyzuje z lewą, postkomunistyczną stroną sceny politycznej. Przejawiało się to w permanentnym występowaniu we wszelakich dyskusjach po stronie A. Kwaśniewskiego i jego towarzyszy broni.

Z perspektywy czasu już wiem, co urzekło mnie w formacji lewicowej - to intelekt i ogłada ówczesnego lidera Sojuszu Kwaśniewskiego właśnie. Tym bardziej, że umownie prawą część polskiego teatru politycznego uosabiał nieokrzesany i emanujący prostą głupotą prezydent Wałęsa.

Finalnie wybory wygrał Kwaśniewski, stając się moim politycznym idolem i kierunkowskazem. Późniejsze jego wybryki nie zachwiały ani trochę szacunku do tej postaci. I tak z całą świadomością mogę powiedzieć, że w ostatnim 19-leciu suwerennego państwa polskiego (a propos dzisiaj przypada rocznica wyborów z 4-VI-1989 do X kadencji Sejmu PRL, uważana za schyłek komunistycznej dominacji w Polsce) mężów stanu było przynajmniej dwóch: Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski.
Choć to kontrowersyjne wyliczenie, bo niby czemu do grona tego nie dopisać Tadeusza Mazowieckiego, Leszka Balcerowicza czy Michnika lub Kuronia... i innych. A teraz świetnie może się wypromować Donald Tusk i w przyszłości też zasłużyć na to miano.

SECUNDO

Po uzyskaniu pełnoletności przyszedł czas na wrzucanie głosów do urny:

  1. wybory prezydenckie 8-X-2000: głos oddany na Aleksandra Kwaśniewskiego
  2. wybory parlamentarne IX-2001: głos oddany na posła i senatora z SLD
  3. referendum akcesyjne 7/8-VI-2003: głos ZA
  4. wybory do Parlamentu Europejskiego 13-VI-2004: głos oddany na europosła z listy SLD
  5. wybory parlamentarne: głos oddany na posła z SDPL i senatora z SLD (oba głosy stracone, bez mandatu)
  6. wybory prezydenckie 9-X-2005 w I turze: głos oddany na Marka Borowskiego
  7. wybory prezydenckie 23-X-2005 w II turze: głos oddany na Donalda Tuska
  8. wybory parlamentarne 21-X-2007: głos oddanyna posła i senatora z SLD (głos senatorski bez mandatu)
  9. Z powyższego widać, że ewidentnie "lewicuję". I nie czuję się z tym ani trochę źle, bo afera Rywina w roku 2003 otworzyła mi oczy - nie ma ani partii ani ludzi kryształowo czystych i porządnych. Każdy normalny polityk grzeszy, jeden więcej a drugiego jeszcze nie złapali.


TERTIO

Światopoglądowo:

  • kara śmierci: jestem ZA wieszaniem morderców.
    Czyli zupełnie jak Janusz Korwin-Mikke, ale to jedyne co mnie z nim łączy, poza ideą mniejszych podatków (trudną do pogodzenia z modelem państwa umiarkowanie socjalnego) - i w materii nt. kary najwyższej stoję po jednej stronie z Lechem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobro. Ale teraz uwaga: jestem PRZECIW jej wprowadzeniu z przyczyn prawnych i następstw międzynarodowo-politycznych nieproporcjonalnych do osiągniętych korzyści. Śmierć jako kara jest karą biblijną, karą sprawiedliwą i słuszną. I nawet nasz ex-papież Jan Paweł II w wydanym Katechizmie Kościoła Katolickiego w kanonie 2266 napisał, że:


    Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi. Z analogicznych racji sprawujący władzę mają prawo użycia broni w celu odparcia napastników zagrażających państwu, za które ponoszą odpowiedzialność

    Finalnie kanon ten został zmodyfikowany na polecenie papieża, wykreślono z niego dozwolenie uśmiercania zbrodniarzy, zaś uwypuklono możliwość odpokutowania swej winy i poprawy choćby tylko w sumieniu winowajcy.

  • aborcja: jestem ZA choć pod pewnymi warunkami - ale jednocześnie będąc przeciw ;-)
    Warunkami niech będzie stopień zaawansowania ciąży oraz obowiązkowe konsultacje z psychologami i lekarzami mającymi uświadomić kobietę o nergatywnych konsekwencjach tego czyny zarówno na płaszczyźnie zdrowotnej jak i psychicznej.
    A czemu jestem przeciw będąc za? Otóż aborcja jest moralnie zła i jestem jej przeciwny. Bo w idealnym świecie chciałbym, żeby żadna z kobiet nie przerywała ciąży a nawet o tym nie myślała. Ale za większą wartość mam wolność człowieka aniżeli prawo do życia pięciokomokowego tworu.
    A w tak katolickich Włoszech aborcja z przyczyn społecznych podobnie jak i w Niemczech jest w zupełności legalna i dozwolona. Kobiety rozchylają nogi pozwalając wkładać w swe ciało metalowe krojące małe rączki i nóżki nożyce tuż pod okiem papieża i nikt nie "drże mordy", że Włochy to kraj morderców nienarodzonych.



    kanon 2272
    Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa, przez sam fakt popełnienia przestępstwa, na warunkach przewidzianych przez prawo

  • eutanazja: jestem ZA
    A jednocześnie będąc przeciw uporczywej terapii i sztucznego podtrzymywania przez zbyt długi czas ludzkiego życia przez maszyny, wówczas gdy medycyna nie rokuje na powrót do choć częściowej świadomości chorego.
    Opowiadam się za tym, żeby każdy cierpiący przewlekle będąc w pełni władz umysłowych po konsultacjach z lekarzami i psychologami miał legalne prawo do skrócenia własnych cierpień przez prawnie dopuszczony akt samobójstwa.


  • związki partnerskie: jestem ZA
    Niech kazdy gej i lesbijka w miarę swoich potrzeb legalizuje związki nieliczniejsze niż dwuosobowe :) według specjalnego prawa przy założeniu, że instytucja małżeństwa uprawniona będzie dla związków życiodajnych tzn. przedłużających gatunek ludzki.
    A ustawa o związkach partnerskich której projekt przygotowali niedouczeni geje i lesby (liczy 8 artykułów i treścią wypełnia pół kartki z zeszytu) jest największym bublem prawnym jaki widziały moje oczy. Niech się geje rejestrują i dziedziczą po sobie w najlepsze, ale bez prawa ulg podatkowych.

  • adopcja dzieci przez pary homoseksualne: brak zdania
    Nie mam zdania w tym temacie, gdyż na ile mi wiadomo tego typu możliwość nie jest w polskim prawie zabroniona. Oznacza to, że Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nie zabrania adopcji dziecka przez dwóch gejów na przykład.
    W imieniu tego dziecka się wypowiem, że wolałbym mieć tatę i mamę niż mamę i mamę prim.

    To wszystko na dziś. Myślę, że się choć nieco ujawniłem.

    4/5-VI-2008
    12GW

wtorek, 3 czerwca 2008

spis treści 2009

spis treści 2008

niedziela, 1 czerwca 2008

NYT: Polish Diaspora Fills Women’s Top Ranks

Special Report: Wimbledon
Polish Diaspora Fills Women’s Top Ranks

By CHRISTOPHER CLAREY
Published: June 19, 2009

The primary languages of the women’s tennis tour — English, Spanish and French — have been joined in recent years by Russian and Chinese.

But there is a new language making inroads on the practice courts and in player restaurants and even in the later rounds of important tournaments: Polish.

“It’s good to not all the time have to speak in English on the tour,” said the Polish star Agnieszka Radwanska, 20. “It’s good to get the chance to speak your own language; it makes you more comfortable.”

The 11th-ranked Radwanska, Poland’s biggest tennis star since Wojtek Fibak in the 1970s and ’80s, has plenty of opportunity these days. And not just because her younger sister, Urszula, 18, who was also a Wimbledon junior champion, has been making progress and is now 71st in the world.

There is also an expanding group of players of Polish origin who are making a significant impact, led by Caroline Wozniacki of Denmark, Aleksandra Wozniak of Canada and Sabine Lisicki of Germany.

All three are the Polish-speaking daughters of first-generation Polish immigrants. “We all hang out,” Wozniak said. “It’s a good connection.”

All three are in the top 50 in the world, with Wozniacki, 18, leading the way at No. 9 and Wozniak, 21, at a career-high ranking of 23 after her surprise run to the fourth round of the French Open.

No wonder fan sites tracking the Polish tennis diaspora have begun to emerge on the Web. There have been others worth tracking of late, too, including Olivia Rogowska, an Australian teenager who is the daughter of Polish immigrants, who reached the second round in Paris this year after receiving a wild card.

“I think the immigrant mentality is a powerful thing,” Wozniak said by telephone from Eastbourne, England, this week. “They are people who will do anything to achieve their dreams. They have this very strong desire to accomplish goals. They are perfectionist and work hard, because of this mentality. I know, because I have it, and I know how much I never want to give up.”

Though she looked overwhelmed by the occasion in Paris when she lost to Serena Williams on center court in the fourth round, Wozniak has quickly recovered her cool and rhythm. In Eastbourne, she upset Svetlana Kuznetsova, the new French Open champion, in two lopsided sets and had a semifinal date with Wozniacki on Friday.

Wozniacki and Wozniak, whose similar surnames have long been a source of confusion in the junior and now senior ranks, are both the children of former Polish soccer players. Wozniacki’s father played professionally in Poland and Denmark, which explains how his daughter happened to become Denmark’s first truly world-class women’s tennis player. Her mother played volleyball for the Polish national team.

Wozniak’s father also played soccer professionally in Poland before immigrating to Montreal in 1983 with his wife and their first daughter, Dorota, who would become a top junior in Canada and later played tennis for San Diego State University.

Aleksandra was born in Montreal but has made several visits to Poland.

“We live in a different world,” she said. “I was born in Montreal, but definitely I was growing up Polish. So I feel pretty much I have a strong connection to my Polish heritage. But I feel Canadian and definitely am proud of being a Canadian and representing the country all over the world in a sport where there are not many Canadians anymore.”

Lisicki, a 19-year-old born in Germany, has followed a more established path to her world ranking of 43. For the last several years she has trained regularly with her father as her coach at the Bollettieri Tennis Academy in Florida.

Fibak, an entrepreneur and art collector, now does occasional tennis commentary for Polish television. For him, Agnieszka Radwanska is the new Martina Hingis. She is “a natural mover who understands the geometry of the court,” he said. Wozniacki is in the same vein as Maria Sharapova, he said, not because of her recent shoulder problems but because “she’s hitting so hard off both wings.” Lisicki, for Fibak, “moves and hits like Kim Clijsters,” the former world No. 1 from Belgium.


Lisicki, who possesses one of the biggest serves in the women’s game, commanded attention in April by winning her first tour title in Charleston. It came on clay, and she beat Venus Williams of the United States, Marion Bartoli of France and Wozniacki (all top 20 players) on the way. Her momentum has been stopped in recent weeks by a shoulder problem and appendicitis.


Poland has a history of supplying Germany with sports stars, including Miroslav Klose and Lukas Podolski, both Polish-born soccer players currently on the German national team.

The Radwanskas could have been part of the exodus, too. Urszula was born in Germany and Agnieszka began playing there at age 4 in the club in Gronau where her father was a teaching pro.

“It was almost the same way for us as for the others,” Agnieszka said. “But when I was 6 or 7, my father decided that Urszula and I should go to Polish schools, so we went back to Poland. I think it was a good decision for the family.”

Poland has had a dearth of prominent tennis players since Fibak was winning in singles and doubles. Fibak, once in the top 10, also coached Ivan Lendl, helping him win his first major title, at the 1984 French Open.

No Polish man has emerged to evoke memories of Fibak. The women are filling the void. “It’s partly the product of Solidarity and the freedom that Poles had to move and explore outside opportunities,” Fibak said of the new wave of players with Polish accents. “In a way, it’s surprising that it has taken this long for us to become a factor in tennis again.”

Agnieszka Radwanska sees training conditions as a reason for Polish tennis families to have stayed abroad. “For sure, Fibak is right about Solidarity,” she said. “But I think also in Poland, it’s not really good to practice. For example, in Krakow, where I live, there are no hard courts, only indoor clay and indoor carpet. I can understand that other people prefer to practice in a tennis academy in the U.S.A. or Spain or wherever. But I just feel good at home, even if it means I have to practice on the carpet.”

ŹRÓDŁO

SB 20 VI 2009

Egzaminy na aplikację w 2009 - terminarz

16 czerwca - KOMORNICY

godz. 10.00 - część pisemna egzaminu komorniczego dla osób, o których mowa w art. 10 ust. 5 ustawy o komornikach sądowych i egzekucji

19 czerwca - SĘDZIOWIE I PROKURATORZY

upływa termin zgłaszania się chętnych na aplikację ogólną na sędziów i prokuratorów (czytaj artykuł "Szturm na szkołę sędziów i prokuratorów")

23 czerwca - KOMORNICY

godz. 10.00 - część ustna egzaminu komorniczego dla osób, o których mowa w art. 10 ust. 5 ustawy o komornikach sądowych i egzekucji

24 czerwca - NOTARIUSZE

upływa termin składania wniosków o dopuszczenie do egzaminu notarialnego, który odbędzie się w dniach 15 - 17 lipca 2009 r.

6 lipca - NOTARIUSZE

początek przyjmowania wniosków o dopuszczenie do egzaminu notarialnego, który odbędzie się w dniach 21 - 23 października 2009 r.

15 lipca - NOTARIUSZE

godz. 10.00 - część pierwsza egzaminu notarialnego dla aplikantów notarialnych, którzy egzamin konkursowy zdali w dniu 10 grudnia 2005 r. (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

16 lipca - NOTARIUSZE

godz. 10.00 - część druga egzaminu notarialnego dla aplikantów notarialnych, którzy egzamin konkursowy zdali w dniu 10 grudnia 2005 r. (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

17 lipca - NOTARIUSZE

godz. 10.00 - część trzecia egzaminu notarialnego dla aplikantów notarialnych, którzy egzamin konkursowy zdali w dniu 10 grudnia 2005 r. (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

18 lipca - SYNDYCY

upływa termin złożenia wniosku o dopuszczenie do egzaminu dla osób ubiegających się o licencję syndyka, który odbędzie się 2 września 2009 r.

31 lipca - KOMORNICY

upływa termin zgłoszenia o przystąpieniu do egzaminu konkursowego na aplikację komorniczą, który odbędzie się 19 września 2009 r.

8 sierpnia - SĘDZIOWIE I PROKURATORZY

pierwszy etap konkursu aplikację ogólną na sędziów i prokuratorów (czytaj artykuł "Szturm na szkołę sędziów i prokuratorów")

17 sierpnia - ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI

początek przyjmowania wniosków o dopuszczenie do egzaminów: adwokackiego i radcowskiego , które odbędą się w dniach 1 - 4 grudnia 2009 r.

29 sierpnia - SĘDZIOWIE I PROKURATORZY

drugi etap konkursu aplikację ogólną na sędziów i prokuratorów (czytaj artykuł "Szturm na szkołę sędziów i prokuratorów")

2 września - SYNDYCY

godz. 10.00 - egzamin pisemny dla osób ubiegających się o licencję syndyka

6 września - NOTARIUSZE

upływa termin składania wniosków o dopuszczenie do egzaminu notarialnego, który odbędzie się w dniach 21 - 23 października 2009 r., przez osoby, które nie odbyły aplikacji notarialnej

19 września - ADWOKACI, RADCOWIE PRAWNI, NOTARIUSZE

prawdopodobny termin egzaminu wstępnego na aplikacje: adwokacką, radcowską i notarialną (czytaj artykuły „Przepisy na egzamin na aplikacje” i „Przepisy na aplikację notarialną”)

godz. 11.00 - godzina jeszcze niepotwierdzona

19 września - KOMORNICY

godz. 11.00 - egzamin konkursowy na aplikację komorniczą

30 września - NOTARIUSZE

upływa termin składania wniosków o dopuszczenie do egzaminu notarialnego, który odbędzie się w dniach 21 - 23 października 2009 r., przez osoby, które odbyły aplikację notarialną.

6 października - SYNDYCY

upływa termin złożenia wniosku o dopuszczenie do egzaminu dla osób ubiegających się o licencję syndyka, który odbędzie się 20 listopada 2009 r.

17 października - ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI

upływa termin składania wniosków o dopuszczenie do egzaminów: adwokackiego i radcowskiego, które odbędą się w dniach 1 - 4 grudnia 2009 r.

21 października - NOTARIUSZE

godz. 10.00 - część pierwsza egzaminu notarialnego dla osób, które odbyły aplikację notarialną oraz dla osób, o których mowa w art. 12 § 2 ustawy – Prawo o notariacie, tj:

- doktorów nauk prawnych,

- osób, które przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 8 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu zatrudnione były na stanowisku referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, asystenta sędziego lub asystenta prokuratora,

- osób, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane z czynnościami wykonywanymi przez notariusza w kancelarii notarialnej, na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej,

- osób, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu były zatrudnione w urzędach organów władzy publicznej i wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tych urzędów,

- osób, które zdały egzamin sędziowski, prokuratorski, adwokacki lub radcowski w zakresie, w którym ustawowo określony przedmiot zdanego przez nich egzaminu jest różny od zakresu prawa określonego w art. 71b § 4,

- osób, które zajmują stanowisko radcy lub starszego radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa,

czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników

22 października - NOTARIUSZE

godz. 10.00 - część druga egzaminu notarialnego dla osób, które odbyły aplikację notarialną oraz dla osób, o których mowa w art. 12 § 2 ustawy – Prawo o notariacie (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

23 października - NOTARIUSZE

godz. 10.00 - część trzecia egzaminu notarialnego dla osób, które odbyły aplikację notarialną oraz dla osób, o których mowa w art. 12 § 2 ustawy – Prawo o notariacie (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

20 listopada - SYNDYCY

godz. 10.00 - egzamin pisemny dla osób ubiegających się o licencję syndyka

1 grudnia - ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI

godz. 10.00 - część pierwsza egzaminów: adwokackiego dla osób, o których mowa w art. 66 ust. 2 ustawy - Prawo o adwokaturze i radcowskiego dla osób, o których mowa w art. 25 ust. 2 ustawy o radcach prawnych , tj:

- doktorów nauk prawnych,

- osób, które przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 8 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu zatrudnione były na stanowisku referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, asystenta sędziego lub asystenta prokuratora,

- osób, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego w kancelarii adwokackiej lub kancelarii radcy prawnego, zespole adwokackim, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej, o których mowa w art. 4a ust. 1 ustawy – Prawo o adwokaturze i w art. 8 ust. 1 ustawy o radcach prawnych, lub kancelarii adwokackiej lub kancelarii radcy prawnego, zespole adwokackim, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej, o których mowa w art. 8 ust. 1 ustawy o radcach prawnych i w art. 4a ust. 1 ustawy – Prawo o adwokaturze, na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej,

- osób, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu były zatrudnione w urzędach organów władzy publicznej i wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tych urzędów,

- osób, które zdały egzamin sędziowski, prokuratorski lub notarialny,

- osób, które zajmują stanowisko radcy lub starszego radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa,

czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników

2 grudnia - ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI


godz. 10.00 - część druga egzaminów: adwokackiego dla osób, o których mowa w art. 66 ust. 2 ustawy - Prawo o adwokaturze i radcowskiego dla osób, o których mowa w art. 25 ust. 2 ustawy o radcach prawnych (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”),

3 grudnia - ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI

godz. 10.00 - część trzecia egzaminów: adwokackiego dla osób, o których mowa w art. 66 ust. 2 ustawy - Prawo o adwokaturze i radcowskiego dla osób, o których mowa w art. 25 ust. 2 ustawy o radcach prawnych (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

4 grudnia - ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI

godz. 10.00 - część czwarta i piąta egzaminów: adwokackiego dla osób, o których mowa w art. 66 ust. 2 ustawy - Prawo o adwokaturze i radcowskiego dla osób, o których mowa w art. 25 ust. 2 ustawy o radcach prawnych (czytaj artykuł „Wiadomo już, kiedy będą egzaminy dla prawników”)

ŹRÓDŁO

PT 19 VI 2009

Przemówienie Jana Pawła II w Sejmie 11 czerwca 1999

Panie Prezydencie, Panie Marszałku Sejmu, Pani Marszałek Senatu, Panie Premierze, Przedstawiciele władzy sądowniczej, członkowie korpusu dyplomatycznego, Przedstawiciele Kościołów i Wspólnot wyznaniowych w Polsce, Panie i Panowie, Posłowie i Senatorowie,
1. Proszę przyjąć ode mnie słowa serdecznego pozdrowienia i zarazem podziękowania za to zaproszenie. Pozdrawiam również cały naród polski, wszystkich moich drogich rodaków.
Dwadzieścia lat temu, podczas mojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, razem z rzeszami zgromadzonymi we wspólnocie modlitwy na placu Zwycięstwa, przywoływałem Ducha Świętego: "Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!" (2 czerwca 1979 r.). Prosząc ufnie o tę odnowę, nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, jaki kształt przyjmą polskie przemiany. Dzisiaj już wiemy. Wiemy, jak głęboko sięgnęło działanie Bożej mocy, która wyzwala, leczy i oczyszcza. Możemy być wdzięczni Opatrzności za to wszystko, co udało się nam osiągnąć dzięki szczeremu otwarciu serc na działanie Ducha Parakleta. Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian, za świadectwo godności i duchowej niezłomności tych wszystkich, którzy w tamtych trudnych dniach byli zjednoczeni tą samą troską o prawa człowieka, tą samą świadomością, iż można życie w naszej Ojczyźnie uczynić lepszym, bardziej ludzkim. Jednoczyło ich głębokie przekonanie o godności każdej osoby ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga i odkupionej przez Chrystusa. Dzisiaj zostało wam powierzone tamto dziedzictwo odważnych i ambitnych wysiłków podejmowanych w imię najwyższego dobra Rzeczypospolitej. Od was zależy, jaki konkretny kształt przybierać będzie w Polsce wolność i demokracja.
2. Spotkanie dzisiejsze posiada wieloraką wymowę symboliczną. Po raz pierwszy Papież przemawia do połączonych izb polskiego Parlamentu, Papież Polak, w obecności władzy wykonawczej, władzy sądowniczej, przy udziale korpusu dyplomatycznego. Trudno w tej chwili nie wspomnieć o długiej, sięgającej XV w. historii polskiego Sejmu czy też o chlubnym świadectwie ustawodawczej mądrości naszych przodków, jakim była Konstytucja 3 maja z 1791 r. Dziś, w tym miejscu, w jakiś sposób szczególny uświadamiamy sobie zasadniczą rolę, jaką w demokratycznym państwie spełnia sprawiedliwy porządek prawny, którego fundamentem zawsze i wszędzie winien być człowiek i pełna prawda o człowieku, jego niezbywalne prawa i prawa całej wspólnoty, której na imię naród.
Zdaję sobie sprawę z tego, że po długich latach braku pełnej suwerenności państwowej i autentycznego życia publicznego, nie jest rzeczą łatwą tworzenie nowego, demokratycznego ładu i porządku instytucjonalnego. Dlatego na samym wstępie pragnę wyrazić radość ze spotkania właśnie tutaj, w miejscu, gdzie poprzez stanowienie prawa budowane są trwałe podwaliny demokratycznego państwa i suwerennego w nim społeczeństwa. Chciałbym też życzyć Sejmowi i Senatowi, aby w centrum ich wysiłków ustawodawczych zawsze znajdował się człowiek i jego rzeczywiste dobro, zgodnie z klasyczną formułą: Hominum causa omne ius contitutum est. W tegorocznym Orędziu na Światowy Dzień Pokoju napisałem: "gdy troska o ochronę godności człowieka jest zasadą wiodącą, z której czerpiemy inspirację, i gdy wspólne dobro stanowi najważniejszy cel dążeń, zostają położone mocne i trwałe fundamenty pod budowę pokoju. Kiedy natomiast prawa człowieka są lekceważone lub deptane i gdy wbrew zasadom sprawiedliwości interesy partykularne stawia się wyżej niż dobro wspólne, wówczas zasiane zostaje ziarno nieuchronnej destabilizacji, buntu i przemocy" (n. 1). Mówi o tym również bardzo wyraźnie Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską w preambule: "fundamentem rozwoju wolnego i demokratycznego społeczeństwa jest poszanowanie godności osoby ludzkiej i jej praw".
Kościół w Polsce, który na przestrzeni całego powojennego okresu panowania totalitarnego systemu wielokrotnie stawał w obronie praw człowieka i praw narodu, także i teraz, w warunkach demokracji, pragnie sprzyjać budowaniu życia społecznego, w tym również regulującego je porządku prawnego, na mocnych podstawach etycznych. Temu celowi służy przede wszystkim wychowanie do odpowiedzialnego korzystania z wolności zarówno w jej wymiarze indywidualnym, jak i społecznym, a także - jeśli zachodzi taka potrzeba - przestrzeganie przed zagrożeniami, jakie mogą wynikać z redukcyjnych wizji istoty i powołania człowieka i jego godności. Należy to do ewangelicznej misji Kościoła, który w ten sposób wnosi swój specyficzny wkład w dzieło ochrony demokracji u samych jej źródeł.
3. Miejsce, w którym się znajdujemy, skłania do głębokiej refleksji nad odpowiedzialnym korzystaniem w życiu publicznym z daru odzyskanej wolności oraz nad potrzebą współpracy na rzecz dobra wspólnego.
Niech nam w tej refleksji pomoże przywołanie na pamięć jakże licznych w ciągu ostatnich dwu stuleci heroicznych świadectw polskiego dążenia ku własnemu suwerennemu państwu, które dla wielu pokoleń naszych rodaków istniało jedynie w marzeniach, w przekazach rodzinnych, w modlitwie. Mam tu na myśli przede wszystkim czasy rozbiorów i związaną z nimi walkę o odzyskanie utraconej niepodległości Polski wykreślonej z mapy Europy. Brak tej podstawowej struktury politycznej kształtującej rzeczywistość społeczną był zwłaszcza podczas ostatniej wojny światowej tak dotkliwy, iż w warunkach śmiertelnego zagrożenia samego biologicznego istnienia narodu, doprowadził do powstania Polskiego Państwa Podziemnego, które nie miało analogii w całej okupowanej Europie. Zanim tu przyszedłem, poświęciłem pomnik upamiętniający to Państwo Podziemne oraz Armię Krajową. Było to dla mnie okazją do głębokiego wzruszenia.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że to dzisiejsze spotkanie w Parlamencie byłoby niemożliwe bez zdecydowanego sprzeciwu polskich robotników na wybrzeżu w pamiętnym sierpniu 1980 r. Nie byłoby możliwe bez "Solidarności", która wybrała drogę pokojowej walki o prawa człowieka i narodu. Wybrała także zasadę, jakże powszechnie wtedy akceptowaną, że "nie ma wolności bez solidarności": solidarności z drugim człowiekiem, solidarności przekraczającej różnego rodzaju bariery klasowe, światopoglądowe, kulturowe, a nawet geograficzne, czego świadectwem była pamięć o losie naszych wschodnich sąsiadów.
Konsekwencją wyboru takich właśnie pokojowych metod walki o społeczeństwo wolnych obywateli i o demokratyczne państwo, były - mimo cierpień, ofiar, upokorzeń stanu wojennego i lat następnych - wydarzenia r. 1989, które zapoczątkowały wielkie zmiany polityczne i społeczne w Polsce i Europie. Jeszcze niedawno wspominaliśmy o tym z kanclerzem Helmutem Kohlem podczas odwiedzin przy Bramie Brandenburskiej w Berlinie.
O tych wydarzeniach nie wolno nam zapominać. Przyniosły one nie tylko upragnioną wolność, ale w sposób decydujący przyczyniły się do upadku murów, które przez niemal półwiecze oddzielały od wolnego świata społeczeństwa i narody naszej części kontynentu. Te historyczne przemiany zapisały się w dziejach współczesnych jako przykład i nauka, iż w dążeniu ku wielkim celom życia zbiorowego "człowiek krocząc swym historycznym szlakiem, może wybrać drogę najwyższych aspiracji ludzkiego ducha" (przemówienie w siedzibie ONZ, 5 października 1995 r.). Może i powinien przede wszystkim wybrać postawę miłości, braterstwa i solidarności, postawę szacunku dla godności człowieka, a więc te wartości, które wtedy zadecydowały o zwycięstwie bez jakże groźnej konfrontacji atomowej.
4. Pamięć o moralnych przesłaniach "Solidarności", a także o naszych, jakże często tragicznych doświadczeniach historycznych, winna dziś oddziaływać w większym stopniu na jakość polskiego życia zbiorowego, na styl uprawiania polityki czy jakiejkolwiek działalności publicznej, zwłaszcza takiej, która jest sprawowana na mocy społecznego wyboru i zaufania.
Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które zabezpiecza dobro każdego obywatela. Sobór Watykański II wypowiada się na ten temat bardzo jasno: "Wspólnota polityczna istnieje (...) dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje pierwotne i sobie właściwe prawo. Dobro zaś wspólne obejmuje sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość. (...) Porządek zatem społeczny i jego rozwój winien być nastawiony nieustannie na dobro osób, ponieważ od ich porządku winien być uzależniony porządek rzeczy, a nie na odwrót. (...) Porządek ów stale trzeba rozwijać, opierać na prawdzie, budować w sprawiedliwości, ożywiać miłością; w wolności zaś powinno się odnajdywać coraz pełniej ludzką równowagę" - to są cytaty z Gaudium et spes, konstytucji Vaticanum II (n. 74. 26).
W polskiej tradycji nie brakuje wzorców życia poświęconego całkowicie dobru wspólnemu naszego narodu. Te przykłady odwagi i pokory, wierności ideałom i poświęcenia wyzwalały najpiękniejsze uczucia i postawy u wielu Polaków, którzy bezinteresownie i z poświęceniem ratowali Ojczyznę, gdy była ona poddawana najcięższym próbom.
Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna się przejawiać we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu.
Pragnę przypomnieć w tym miejscu Kazania Sejmowe ks. Piotra Skargi i jego żarliwe wezwania skierowane do senatorów i posłów I Rzeczypospolitej: "Miejcie wspaniałe i szerokie serce. (...) Nie cieśnijcie ani kurczcie miłości w swoich domach i pojedynkowych pożytkach, nie zamykajcie jej w komorach i skarbnicach swoich! Niech się na lud wszytek z was, gór wysokich, jako rzeka w równe pola wylewa! (...) Kto ojczyźnie swej służy, sam sobie służy; bo w niej jego wszystko się dobre (...) zamyka" (Kazanie drugie, O miłości ku Ojczyźnie).
Takiej postawy, przenikniętej duchem służby wspólnemu dobru, Kościół oczekuje przede wszystkim od katolików świeckich. Oto cytat z dokumentu Christifideles laici: "Nie mogą oni rezygnować z udziału "w polityce", czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra" (n. 42). Wraz ze wszystkimi ludźmi mają przepajać duchem Ewangelii rzeczywistości ludzkie; wnosząc w ten sposób swój specyficzny wkład w pomnażanie dobra wspólnego. Jest to ich obowiązek sumienia wynikający z chrześcijańskiego powołania.
5. Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli - nieżależnie od opcji politycznej czy światopoglądu wszystkich, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny. Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w życiu publicznym. "Po upadku w wielu krajach ideologii, tak napisałem w Encyklice Veritatis splendor, które wiązały politykę z totalitarną wizją świata - przede wszystkim marksizmu - pojawia się dzisiaj nie mniej poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy. Jeśli bowiem "nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm"" (n. 101).
Dzieląc radość z pozytywnych przemian, jakie dokonują się w Polsce na naszych oczach, winniśmy sobie również uświadomić, że w wolnym społeczeństwie muszą istnieć wartości zabezpieczające najwyższe dobro całego człowieka. Wszelkie przemiany ekonomiczne mają służyć kształtowaniu świata bardziej ludzkiego i sprawiedliwego. Pragnąłem życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego i słabego.
6. Wydarzenia w Polsce sprzed dziesięciu lat stworzyły historyczną szansę, by kontynent europejski, porzuciwszy ostatecznie ideologiczne bariery, odnalazł drogę ku jedności. Mówiłem o tym wielokrotnie, rozwijając metaforę "dwóch płuc", którymi winna oddychać Europa zespalając w sobie tradycje Wschodu i Zachodu. Zamiast jednak oczekiwanej wspólnoty ducha dostrzegamy nowe podziały i konflikty. Sytuacja ta niesie dla polityków, dla ludzi nauki i kultury i dla wszystkich chrześcijan pilną potrzebę nowych działań służących integracji Europy.
Pielgrzymując po ścieżkach czasu, Kościół właśnie z naszym kontynentem związał swą misję tak ściśle, jak z żadnym innym. Duchowe oblicze Europy kształtowało się dzięki wysiłkowi wielkich misjonarzy i dzięki świadectwu męczenników. Kształtowano je w świątyniach wznoszonych z wielkim poświęceniem i w ośrodkach życia kontemplacyjnego, kształtowano je oczywiście w humanistycznym przesłaniu uniwersytetów. Kościół powołany do troski o duchowy wzrost człowieka jako istoty społecznej, wnosił w europejską kulturę jednolity zbiór wartości. Zawsze trwał w przekonaniu, "że autentyczna polityka kulturalna powinna ujmować człowieka w jego całości, to znaczy we wszystkich jego wymiarach osobowych - bez pomijania wymiaru etycznego i religijnego" (Orędzie do Światowej Konferencji UNESCO poświęconej polityce kulturalnej, 24 lipca 1982 r.). Jakże uboga pozostałaby kultura europejska, gdyby zabrakło w niej chrześcijańskiej inspiracji!
Dlatego Kościół przestrzega przed redukowaniem wizji zjednoczonej Europy wyłącznie do jej aspektów ekonomicznych, politycznych oraz przed bezkrytycznym stosunkiem do konsumpcyjnego modelu życia. Nową jedność Europy, jeżeli chcemy, by była ona trwała, winniśmy budować na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś ukształtowały, z uwzględnieniem bogactwa i różnorodności kultur i tradycji poszczególnych narodów. Ma to być bowiem wielka Europejska Wspólnota Ducha. Również w tym miejscu ponawiam mój apel, skierowany do starego kontynentu: "Europo, otwórz drzwi Chrystusowi!"
7. Przy okazji dzisiejszego spotkania pragnę raz jeszcze wyrazić moje uznanie dla podejmowanych konsekwentnie i solidarnie wysiłków, których celem, od chwili odzyskania suwerenności, jest poszukiwanie i utrwalanie należnego i bezpiecznego miejsca Polski w jednoczącej się Europie i świecie.
Polska ma pełne prawo, aby uczestniczyć w ogólnym procesie postępu i rozwoju świata, zwłaszcza Europy. Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską. Doświadczenie dziejowe, jakie posiada naród polski, jego bogactwo duchowe i kulturowe mogą skutecznie przyczynić się do ogólnego dobra całej rodziny ludzkiej, zwłaszcza do umocnienia pokoju i bezpieczeństwa w Europie.
8. Przypadająca w tym roku sześćdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej oraz dziesiąta rocznica wydarzeń, o których wspominaliśmy, winna stać się okazją dla wszystkich Polaków do refleksji nad darem wolności "danej" i równocześnie "zadanej". Wolności wymagającej nieustannego wysiłku w jej umacnianiu i odpowiedzialnym przeżywaniu. Niech wspaniałe świadectwa miłości Ojczyzny, bezinteresowności i heroizmu, jakich mamy wiele w naszej historii, będą wyzwaniem do zbiorowego poświęcenia wielkim narodowym celom, gdyż "najwspanialszym wypełnieniem wolności jest miłość, która urzeczywistnia się w oddaniu i służbie" (Redemptor hominis, 21).
Wszystkim tutaj obecnym i wszystkim moim rodakom życzę, aby próg trzeciego tysiąclecia przekroczyli z nadzieją i ufnością, z wolą wspólnego budowania cywilizacji miłości, która opiera się na uniwersalnych wartościach pokoju, solidarności, sprawiedliwości i wolności.
Niech Duch Święty nieustannie wspiera wielki proces przemian, służący odnowie oblicza ziemi. Tej nasze wspólnej ziemi!
Jan Paweł II


źródło

dodano: CZ 18 VI 2009