Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoleńsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smoleńsk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 marca 2012

smoleńskie ekshumacje


sierpień 2011 Wassermann
marzec 2012 Gosiewski
marzec 2012 Kurtyka

ludzie chorują,nie ma pieniędzy na lekarstwa,a oni wykopują dwuletnie trupy użalają się nad nad nimi,no czysty skandal,ten kraj,tych rządzących ogarnęła jakaś paranoja,może obciążcie te porąbane rodziny Gosiewskiego,Wassermana i pozostałych kosztami,to może im się odechce

piątek, 15 lipca 2011

Marta Kaczyńska "Miałam wspaniałych Rodziców" (10 kwietnia 2011)

Miałam wspaniałych Rodziców

Trudno jest mi o Nich pisać starając się przekazać ich zupełny i skończony obraz, bo nie przywykłam do tego, że od roku muszę mówić o Mamie i Tacie wyłącznie w czasie przeszłym. Rodzice byli ludźmi tak pełnymi życia, że nie mogę uwierzyć, że musieli odejść. Że wszystkie rozmowy, wspólnie spędzone chwile już nigdy się nie powtórzą. Że wszystko co łączy się z moimi Rodzicami jest już tylko wspomnieniem.

Mama - zawsze niepoprawna optymistka. Bezpośrednia, szczera, otwarta do ludzi. Przy tym bardzo wrażliwa. Ciekawa świata, a przede wszystkim ludzi. Kochająca teatr, film, muzykę, malarstwo. Przejmująca się problemami nie tylko swoich najbliższych, ale i każdego kto stanął na jej drodze. Kochająca zwierzęta, które odwzajemniając darowane im serce darzyły ją respektem. Zawsze wierzyła w dobre zakończenie. Jej pozytywne myślenie było zaraźliwe i mobilizujące. Nigdy się nie poddawała. Zawsze miała swoje zdanie. Nigdy nie traciła nadziei. Miała ogromną, życiową mądrość. Zawsze była podporą mojego Taty. Poświęciła własne ambicje dla mnie i dla ułatwienia działalności politycznej męża. Nigdy nie wątpiła w sens zaangażowania w sprawy publiczne. Była odważna. W ciężkich czasach Stanu Wojennego nigdy nie kwestionowała postawy mojego Taty. Dla niej najważniejsza była Rodzina, ale doskonale rozumiała że w trudnym czasie oczywistą jest konieczność podjęcia ryzyka dla dobra wolnej Polski. Bała się o męża, ale strach nigdy nie przezwyciężył jej przeświadczenia o potrzebie działania dla walki o podstawowe wartości. Była bardzo utalentowana. Władała kilkoma językami dzięki czemu niezależnie od miejsca w którym się znajdowała zawsze potrafiła rozmawiać szybko przełamując naturalnie istniejące bariery. Nigdy nie była sztuczna. Była sobą. Nie zmieniła się od kiedy ją pamiętam. Udzielając lekcji języka angielskiego, robiąc ze mną cotygodniowe zakupy na sopockim „ryneczku”, udając się do teatru czy znajdując się w trakcie oficjalnego spotkania jako Pierwsza Dama RP zawsze pozostawała tą samą, pogodną, ciepłą i miłą osobą. Z poczuciem humoru i autoironią. Była skromna. Nie potrzebowała wiele i nie rozumiała ludzi, którym szczęście kojarzy się wyłącznie z dobrami materialnymi. Starała się być elegancka i zadbana, ale wszelki przepych był jej absolutnie obcy. Podchodziła do rzeczy bardzo sentymentalnie. Szanowała darowane jej przedmioty. Nie lekceważyła najmniejszej laurki. Wynikało to z empatii. Umiała postawić się na miejscu drugiego człowieka i doceniała każdy przejaw dobrej woli. Potrafiła rozmawiać z dziećmi. Umiała ich słuchać i nie lekceważyć. Nigdy nie traktowała nikogo z góry. W trakcie rozmowy każdy - niezależnie od wieku, stawał się jej równoprawnym partnerem. Pozostała do końca młoda duchem. Często miała prawo czuć się zmęczona tempem w jakim żyła, a przede wszystkim atmosferą w jakiej przyszło jej wypełniać obowiązki Pierwszej Damy. Czytając dziś jej zapisywane co kilka dni słowa widać świeżość spojrzenia i delikatność - nie zawsze właściwe dla osób tak bardzo doświadczonych przez życie. Myśląc o innych i przejmując się nie swoimi sprawami pozostawała bardzo skryta i oszczędna w mówieniu o sobie. Nawet w najtrudniejszych chwilach nie narzekała. Szła dalej nie zważając na własne samopoczucie. Zawsze można było na Mamę liczyć. Nigdy nikomu nie odmawiała pomocy. Przy tym wszystkim była całkowicie bezinteresowna. Jej szczęściem była możliwość sprawiania radości innym. Nie potrafiła z miejsca krytykować. Starała się rozumieć ludzi, a w ich postępowaniu zawsze w pierwszej kolejności starała się doszukać dobrej woli. Za życia pomimo nie zawsze sprzyjających mediów czuła się lubiana i szanowna. Po swojej tragicznej śmierci wielu ludzi dało temu wyraz. Nigdy nie zapomnę tych tysięcy zniczy i kwiatów rzucanych pod koła karawanu, którym ostatni raz jechała do Pałacu. Myślę, że widząc te tłumy i kwiaty byłaby bardzo wzruszona. W imieniu Mamy dziękuję.

Tata - nigdy nie myślał o sobie. Zawsze oddany najbliższym i słusznej sprawie. Człowiek budzący we mnie najwyższy szacunek, respekt i uznanie. Przy tym najukochańszy Tata. Ciepły, wesoły, wrażliwy. Zaangażowany w sprawy najwyższej wagi państwowej, a jednocześnie pamiętający o sprawach błahych i wydawałoby się, że mu odległych. Wykonujący całe kilometry spacerów po mieszkaniu. Bo kiedy myślał, układał strategię zawsze najlepiej czuł się chodząc. Nieustannie poszerzający swoją ogromną wiedzę dzięki książkom, które wszędzie mu towarzyszyły i zawsze sprawiały radość. Uwielbiający dobrą muzykę, która pozwalała mu odetchnąć. Okudżawa, Kaczmarski, Geppert, piosenki Agnieszki Osieckiej i wiele innych różnorodnych artystów. Posiadający fenomenalną pamięć i niebywałą znajomość historii. Bez potrzeby zapisywania numerów telefonów czy dat urodzin. Raz usłyszawszy pamiętał je na zawsze. Bardzo skromny. Zupełnie obojętny na dobra materialne. Ze zdrowym dystansem do dominującego dziś konsumpcjonizmu. Dzięki temu wolny. Bez chwili słabości w życiorysie. Zawsze tak samo uczciwy i wierny ideałom. Otwarty do ludzi i tolerujący ich odmienność. Spontaniczny. Z ciekawości drugiego człowieka i sympatii skłonny do wykraczania poza protokół. Pełen ogromnego poczucia humoru i autoironii. Bez dystansu. Ufny i szczery. Wierzący w ludzi. Umiejący wybaczać i wyrozumiały. Dojrzale religijny. Wierny Kościołowi, ale otwarty na dialog z przedstawicielami innych wyznań. Rozumiejący niekwestionowaną rolę Kościoła w życiu społeczeństwa – zwłaszcza w Polsce. Bezinteresowny. Wrażliwy na krzywdę ludzką. Niezwykle kochający zwierzęta. Z ogromną wyobraźnią. Kochający swoją rodzinę. Gentelmen wobec kobiet. Bez obaw o zarzut niedzisiejszej etykiety. Empatyczny, umiejący sprawić radość innym. Bardzo odważny. Prawdziwy mężczyzna. Niejednokrotnie stający w obronie nieznanych mu osób. Rozumiejący zawiłość międzyludzkich relacji i ich mechanizmy. Dobry człowiek uczciwie realizujący powierzone mu obowiązki. Zarówno w pracy naukowej, jak i na najwyższym urzędzie. Zawsze z uwagą czytający prace swoich wszystkich studentów. Z wolą solidnego przekazania wiedzy. Bardzo zapracowany, ale nigdy nie dający sobie taryfy ulgowej. Zawsze taki sam. Często zamyślony, ale zawsze obecny. Słuchający. Tata.

Gdy zasypiam przesuwają mi się przed oczami obrazy z przeszłości. Tata w sopockim mieszkaniu pracujący nad kolejnym artykułem, Mama jak zwykle zajęta mnóstwem spraw. Zwierzęta, których wszędzie pełno, popołudniowe słońce i zieleń drzew za oknem. Mnóstwo wieloletnich roślin w domu. Wracam ze szkoły, idę na spacer z Tytusem. Obiad. Wieczór – najlepszy czas na rozmowy z Tatą. Mama przypomina, ze już późno a następnego dnia mam przecież iść wcześnie do szkoły. Więc kończymy – Mama ma rację, ale jak zwykle mam jeszcze wiele pytań. Zawsze brakuje czasu, a ja naiwnie myślę że jeszcze zdążymy o wszystkim porozmawiać. Tak będzie już zawsze. Rozmów z Tatą nigdy nie chce mi się kończyć.

Ostatnia rozmowa z Mamą – krótka, późnym wieczorem. Wydaje mi się, że tym razem nie poleci z Tatą, a jednak mylę się. Nie przedłużam. Wiem, że następnego dnia po powrocie ze Smoleńska wieczorem spokojnie porozmawiamy. O wszystkim, jak zwykle. Mama jest moją najbliższą przyjaciółką. Rozumie mnie.

Zawsze martwię się o Rodziców, gdy mają gdzieś lecieć samolotem, ale staram się myśleć racjonalnie: samolot z Prezydentem RP na pokładzie nie może spaść. Rano czekam na telewizyjną relację z Katynia. Zawsze słucham przemówień Taty, ale nigdy w całości. Bardzo przejmuję się żeby wystąpienia się udały i z nerwów często wychodzę do innego pokoju. I tym razem pewnie postępowałabym tak samo. Na ekranie nie zobaczyłam jednak Rodziców i towarzyszącej im delegacji. Najwyższych przedstawicieli naszego kraju. Oficerów BOR-u, najbliższych współpracowników. Pani Izy Tomaszewskiej, dr Lubińskiego, Janosika, Ulka. Niezwykle szanowanej przeze mnie pani Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanny Agackiej-Indeckiej. Ministra Aleksandra Szczygło. Ministra Zbigniewa Wassermana. I wielu innych. Pokazano oczekujące na delegację puste krzesła i wyświetlono informację o kłopotach z lądowaniem. W tamtej chwili nie zdawałam sobie sprawy, że mogło wydarzyć się coś tak potwornie strasznego. Problemy z rządowym samolotem TU-154 były przecież już wcześniej. Tak zwana „tutka” była samolotem wysłużonym i czasem zawodnym. Moi Rodzice nigdy się jednak nie bali, więc i ja starałam się wierzyć, że nic złego nie może się wydarzyć. Chaos informacyjny, który chwilę później pojawił się w medialnych doniesieniach na temat losów rządowego samolotu wzbudził we mnie jednak najgorsze obawy. Starałam się nie tracić nadziei, że moi Rodzice i pozostali obecni na pokładzie żyją i nic poważnego się nie stało. Samolot znajdował się przecież niedaleko lotniska. Nie mógł być zatem na dużej wysokości. Wierzyłam, że to może tzw. twarde lądowanie. Później powiedziano, że strażacy dogaszają pożar. Wyobrażałam sobie samolot, który co prawda stanął w płomieniach, ale znajdujący się w nim pasażerowie zostaną ewakuowani. Na pewno ranni, ale żywi. Chwilę później podano informację, że tylko kilka osób przeżyło katastrofę, a potem pokazał się komunikat: „Wszyscy zginęli”.

Dziś za każdym razem gdy przekraczam próg mieszkania rodziców uderza mnie cisza. Podlewam kwiaty, porządkuję. Widzę tętniący życiem dom. Pełen szczerych i dobrych uczuć.
Dom szczęśliwy…

Nie tak miało być.

Dziś wiemy jak mnóstwo wątpliwości wiąże się z katastrofą w Smoleńsku. Rozpowszechnianie w mediach fałszywe informacje, kompromitująca rząd Tuska współpraca z Rosją, widoczny brak determinacji w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy rzucają coraz większy cień na okoliczności tej narodowej tragedii i decyzje podejmowane po 10 kwietnia. Skutki Katastrofy Smoleńskiej są odczuwalne nie tylko przez najbliższych ofiar, ale przez wszystkich tych, którzy racjonalnie analizują obecną sytuację polityczną i gospodarczą Polski. Pamiętajmy o tym i nie pozwólmy by następne pokolenia były zmuszone odpowiadać za błędy popełnione w ostatnim czasie.

Dziękuję Wszystkim Państwu, którzy przez ostatni rok i dziś w Pierwszą Rocznicę Katastrofy Smoleńskiej dają wyraz pamięci o moich śp. Rodzicach i pozostałych Ofiarach z 10 kwietnia 2010 roku. To dzięki Wam Prawda ma szanse na przetrwanie.

sobota, 4 czerwca 2011

Sekcja Lecha Kaczyńskiego: Brakowało nóg, ciało było zmiażdżone



Widok rozerwanego wraku tupolewa oraz wstrząsające zdjęcia z miejsca tragedii, na których widać porozrzucane zwłoki ofiar katastrofy nie budziły wątpliwości, że do trumien włożono tylko szczątki pasażerów. Dr Michaił Pietrowicz Maksymienka, lekarz ze Smoleńska ujawnił jednak makabryczne szczegóły sekcji zwłok Lecha Kaczyńskiego. Ciało było rozerwane na strzępy, brakowało nóg.







O szokujących ustaleniach z sekcji zwłok prezydenta pisze „Nasz Dziennik”. Dziennikarz gazety rozmawiał z rosyjskim lekarzem i widział wstrząsające zdjęcia z badania sekcyjnego zwłok prezydenta, ale szczegóły opis byłby zbyt drastyczny.

Dr Michaił Pietrowicz Maksymienka stał na czele komisji lekarzy, która w nocy z 10 na 11 kwietnia, w sądowym prosektorium – obskurnym baraku na obrzeżach Smoleńska, przeprowadzała sekcję zwłok śp. Lecha Kaczyńskiego. Z dwoma medykami był też szef kostnicy Siergiej Wasyliewicz Owczarow.

Badaniu ciała prezydenta przypatrywali się jeszcze Naczelny Prokurator Wojskowy, gen. Krzysztof Parulski, polski konsul oraz dwóch rosyjskich oficerów śledczych z prokuratury, którzy tę ekspertyzę zarządzili i z komitetu śledczego ds. nadzwyczajnych. Obecny był także zastępca dyrektora rosyjskiego Centrum Medycyny Sądowej z Moskwy.

Sekcja trwała 5 godzin

Rosyjski lekarz sądowy z 25-letnim stażem ujawnia, że sekcja zwłok trwała od godz. 1 w nocy do godz. 6 rano. Ciało prezydenta Kaczyńskiego z miejsca tragedii przywieźli do prosektorium oficerowie śledczy i pracownicy Ministerstwa Spraw Nadzwyczajnych.

W jakim stanie były zwłoki tragicznie zmarłej głowy państwa? - To był bardzo zły stan. Prezydent miał bardzo dużo obrażeń. Ciało było dosłownie zmiażdżone. Brakowało nóg – opisuje dr Pietrowicz Maksymienka.

Kiedy dziennikarz i fotoreporter „Naszego Dziennika” przeglądali katalog sekcyjnej dokumentacji fotograficznej, lekarz sądowy dał im jasno do zrozumienia, że obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć.

Brak precyzyjnej informacji o czasie śmierci

Na pytanie kiedy dokładnie nastąpił zgon prezydenta Rosjanin odpowiedział, że określenie dokładnego czasu śmierci jest niemożliwe. W przypadku katastrofy podaje się godzinę, w której samolot roztrzaskał się o ziemię.

Dr Pietrowicz Maksymienka pracował na miejscu katastrofy przy identyfikacji ciał przez cały tydzień. Po ustaleniu tożsamości ofiar ciała były opisywane, oznaczane. To pracownicy Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych wyciągali je z wraku tupolewa i rozkładali w odpowiednie sektory, potem ciała ofiar były wkładane do worków, do trumien i samolotami były wysyłane do Moskwy.



Więcej

niedziela, 17 kwietnia 2011

Miller w elegii o Jerzym Szmajdzińskim

10 kwietnia 2011

Pytałeś mnie Jurku jak to jest, kiedy leci się na spotkanie śmierci. Mówiłem Ci, że najpierw doświadcza się zdumienia. Katastrofy zdarzają się i giną w nich ludzie, ale przecież nie my. Więc najpierw wpada się w szok, a potem w żal. Na końcu jest strach, ale to dotyczy nielicznych. Tylko szczęściarzy. Ci, którzy go nie mieli nie czują już nic. Kiedy ocknąłem się w potrzaskanym helikopterze najpierw bałem się ognia. Rozbita maszyna zamienia się w pochodnię i zabija w ułamku sekundy. Później, gdy leżałem na mokrym mchu, bałem się, że resztę życia spędzę na inwalidzkim wózku. Aby się o tym przekonać trzeba poruszać palcami. Najpierw u rąk potem u nóg. Ostrożnie spróbowałem i wiedziałem, że nie będzie tak źle! Nie przewinął mi się film z całego życia. Nie widziałem też żadnego świetlistego tunelu. Nie czułem potrzeby dokonania rachunku sumienia. Ale może dlatego, że nie wierzę w coś „po tamtej stronie”. Ci, którzy wierzą uzyskali ważny dowód naszego ocalenia. Figurkę Św. Barbary, którą lubińscy górnicy wręczyli mi przed odlotem.

Nie wiem, Jurku ile miałeś czasu, dwie, a może pięć sekund? Uderzenie skrzydłem w drzewo to potężny huk. Nawet jeśli spałeś, obudziłeś się natychmiast. Ale pewnie nie spałeś. Swoim zwyczajem gadałeś i przyjaźnie żartowałeś. Jeśli były obok ciebie Jola i Iza, czarowałeś je swoim wdziękiem. Jeśli miałeś za sąsiadów kolegów z Sejmu, wymieniałeś polityczne ploteczki. Kiedy samolot zadygotał i przechylił się w lewo, spojrzałeś przez iluminator. Mignęły drzewa. Samolot ścinał jedno po drugim. Narastał łomot i przerażenie. W gorączce myśli błysnęło: To już! Dlaczego? Co ja tu robię? Przecież mogłem nie lecieć. Małgosia i Buba właśnie robią śniadanie. Miałem jechać na mecz do Pruszkowa i co, już nigdy? Nigdy. Potężny Tu – 154 leżał posiekany na kawałki. Monstrualna siła niosła śmierć i zmieniła samolot w porozrzucane sterty złomu. W milczenie drzew wdzierały się odgłosy syren i pędzących samochodów.

Kiedy w Mirosławcu roztrzaskała się CASA nie kryłeś oburzenia. „Jak oni mogli!” - krzyczałeś, chodząc po pokoju. „Jak mogli lądować w takich warunkach!” To, że ich dowódcy chcieli być szybko w domu niczego nie usprawiedliwia! Zginęli wszyscy. Dwudziestu świetnych oficerów. Co za koszmarna nieodpowiedzialność!” Czy wiesz – mówiłeś później - że przy pierwszym podejściu do lądowania pilot nie widział lotniska. Nie tylko dlatego, że było ciemno, ale chmury były nisko, jakieś 80 metrów nad ziemią. Przeleciał wzdłuż pasa i zdecydował się na drugą próbę. Zobaczył światła pasa startowego i zrobił niski, ciasny krąg. Ale miał małą prędkość i niską wysokość. Zahaczył skrzydłem o drzewa i samolot stał się potrzaskanym nieszczęściem i rozpaczą.

Mirosławiec był dla Ciebie wielkim ostrzeżeniem. Kochałeś wojsko i byłeś świetnym jego ministrem. Bolało Cię każde umieranie, ale te bezsensowne szczególnie. I dlatego nie widzisz sensu własnej śmierci. Nie musiałeś zginąć. Ani ty, ani nikt z twoich towarzyszy podróży. Chciałeś żyć i w ludzkim istnieniu widziałeś najgłębszy sens. Życia nie zabrała ci Rosja, nie Katyń i nie jakaś „przeklęta ziemia”. Nikt nie żądał kolejnej polskiej krwi. To skandaliczne, że porównuje się wydarzenia sprzed 70 lat do obecnej tragedii urągając pamięci zabitych przez NKWD. Teraz zdarzył się fatalny wypadek, wtedy zbrodnia wojenna. Tamten Katyń - jest symbolem mordu i okrucieństwa, ten – Smoleńsk, a nie Katyń, jest symbolem splotu okoliczności i ludzkiego błędu. Co innego zginąć w wypadku lotniczym, a co innego zostać skrytobójczo zabitym przez wroga. Między Katyniem i Smoleńskiem jest tylko jedno podobieństwo. Tu i tam decydowali znani z nazwiska i twarzy ludzie.

Jeśli czegoś od nas – Twoich przyjaciół i znajomych oczekujesz, to wskazania istoty i autora błędu. Ta tragedia nie miała prawa się stać. Skoro się zdarzyła, masz prawo do poznania jej sprawców. Jeśli piloci próbowali wykonać zadanie niewykonalne, to wykonalne jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, którzy ludzie zgotowali innym ludziom ten tragiczny los.

Tekst opublikowany rok temu w tygodniku "Wprost". (IV 2010)

czwartek, 14 kwietnia 2011

ostatnie zdjęcie Kaczyńskiego z pokładu tupolewa


Na zdjęciu widać prezydenta, jak idzie przejściem miedzy fotelami pasażerów. Według osoby, która widziała to zdjęcie, Lech Kaczyński jest pogodny, a na twarzy ma lekki uśmiech. Fotografia została wykonana mniej więcej w połowie lotu – nic, co udało się na niej uchwycić, nie świadczy o tym, by na pokładzie działy się jakieś niespokojne rzeczy, albo, że prezydent byłby czymś zaniepokojony.

Zdjęcie prezydenta zostało zrobione przez jednego z pasażerów. Po wielomiesięcznej pracy udało się je odzyskać ekipie specjalistów z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy na zlecenie prokuratury przeprowadzali ekspertyzy odnalezionych po katastrofie telefonów, aparatów, kamer i laptopów ofiar tragicznego lotu z 10 kwietnia. Poza fotografią prezydenta specjaliści odzyskali też kilkanaście innych fotografii z pokładu oraz krótki film nagrany kamerą 10 kwietnia rano w hali odlotów warszawskiego lotniska Okęcie.

Według wojskowych prokuratorów, prowadzących śledztwo w sprawie katastrofy, po analizie wszystkich odzyskanych materiałów okazało się, że żadne z odzyskanych zdjęć, ani filmik nie pomogą w śledztwie – mają jedynie pamiątkową i sentymentalną wartość, i zostaną przekazane rodzinom ofiar katastrofy. Odzyskane przez ekspertów zdjęcie prezydenta zostało dodatkowo przez specjalistów „obrobione” tak, by jego jakość była jak najlepsza. By przekazać je rodzinie Lecha Kaczyńskiego – Jarosławowi Kaczyńskiemu (62 l.) i Marcie Kaczyńskiej (31 l.), śledczy musieli uzyskać także zgody członków rodziny pasażera tragicznego lotu, który wykonał tę fotografię. Zgody nadeszły niedawno, dlatego dopiero teraz prezes PiS i córka prezydenckiej pary mogą odebrać zdjęcie z prokuratury.

Kaczyński chciał zrekonstruować ciało brata

Jarosław Kaczyński, tuż przed pogrzebem Lecha Kaczyńskiego na Wawelu chciał, żeby ciału jego brata przywrócić wygląd sprzed katastrofy.

Ciało było zmasakrowane więc oddał je do specjalistycznego zakładu, ale rekonstrukcja się nie udała. Prezes PiS zmuszony był ostatecznie pożegnać brata zmienionego.

- Chciałem, żeby ciało brata oddano do zakładu, gdzie dokonuje się zabiegów kosmetycznych. Strasznie chciałem zobaczyć jeszcze raz Leszka tak, jak wyglądał za życia. Wierzyłem, że to możliwe. Okazało się, że zabieg kompletnie się nie udał, i żegnałem Leszka całkowicie zmienionego, zupełnie nie do poznania - "SuperExpress" cytuje Jarosława Kaczyńskiego za"Newsweekiem"

- W różnych fazach tego nieszczęścia jego ciało wyglądało różnie - dodaje. Mimo koszmaru, jaki wtedy przeżył, prezes PiS ma pewność, że na Wawelu spoczywa śp. Lech Kaczyński.

To były najbardziej dramatyczne chwile w życiu Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy musiał rozpoznać swojego brata znieruchomiał, bo ciało było mocno zniekształcone. Media pisały o oderwanej stopie, ale oderwana była też ręka na wysokości łokcia. Twarz była trudna do rozpoznania, czaszka prezydenta została zmiażdżona i zdeformowana.

Jarosław Kaczyński rozpoznał ciało brata po charakterystycznej bliźnie na ramieniu, odniesionej w wypadku samochodowym.

RP 2011-04-11

rozbieżności w sekcjach zwłok ofiar smoleńskich


Nieoficjalnie wiadomo o przynajmniej czterech przypadkach: Gosiewskiego, wicemarszałka Sejmu Krzystofa Putry, szefa IPN Janusza Kurtyki i posła PiS Zbigniewa Wassermanna.

W pierwszym przypadku chodzi przede wszystkim o rozbieżności dotyczące wzrostu, wagi a także układu kostnego. - W ekspertyzie sporządzonej w Moskwie wskazano, że pan Gosiewski miał 175 cm wzrostu, ważył 90 kilogramów a jego układ kostny był prawidłowy. Rodzina dysponuje polskimi opiniami lekarskimi, które podważają każde z tych ustaleń - mówi nam źródło zbliżone do śledztwa.

W przypadku byłego wicemarszałka nie zgadzać ze stanem faktycznym ma się na przykład kolor oczu. W ekspertyzach dotyczących zwłok Zbigniewa Wassermanna opisany jest stan jednego z narządów, który wcześniej operacyjnie usunęli operacyjnie z przyczyn medycznych polscy lekarze. Córka byłego posła PiS zaznacza, że "na tym etapie nie chce mówić o szczegółach". - Tego, co jest w tych materiałach, nie można już nazwać rozbieżnościami. To są sfałszowane dokumenty. I zostało już to wykazane w prokuraturze - przyznaje jednak.

W podobnym tonie wypowiada się Zuzanna Kurtyka, wdowa po byłym szefie IPN. - W przypadku mojego męża nie mówimy o rozbieżnościach drugorzędnych. To są rozbieżności zasadnicze. Wiem, że krewnych ofiar, którzy są w podobnej sytuacji co ja, jest więcej - mówi.

W rzeczywistości Gosiewski mierzył ok. 164 cm.

piątek, 8 kwietnia 2011

Barak Obama w 1. rocznicę katastrofy smoleńskiej

The White House

Office of the Press Secretary
For Immediate Release
April 08, 2011

Statement from President Obama On the One Year Anniversary of the Death of Polish President Kaczynski and His Delegation

As the people of Poland mark one year since the tragic deaths of President Lech Kaczynski, First Lady Maria Kaczynska and their delegation, I join with the American people, including many Polish Americans, in honoring the memory of these 96 Polish patriots. The images of the wreckage in Smolensk, and the loss of so many extraordinary civilian and military leaders who guided Poland to democracy and prosperity, broke our hearts. But it was the inspiring scenes of people coming together, in streets filled with candles and flowers, both in Poland and the United States, that revealed the true strength, resilience and faith of the Polish spirit, as well as the unbreakable bonds between our two countries. Poland is one of America’s strongest and closest allies, and I look forward to deepening these enduring ties, and carrying on the work of those who perished one year ago this Sunday, when I visit Warsaw next month.

poniedziałek, 21 marca 2011

Zdjęcie zwłok prezydenta Kaczyńskiego

http://inbrevi.blox.pl/resource/bor_chronil_cialo_prezydenta_przed_540x367_crop.jpg
Dopiero po siedmiu godzinach od katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem odnaleziono ciało polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Było bardzo zmasakrowane, z trudem rozpoznali je oficerowie Biura Ochrony Rządu. To oni do przyjazdu Jarosława Kaczyńskiego stali przy zwłokach prezydenta i pilnowali, by Rosjanie nie przenieśli ich w inne miejsce. "Super Express" ujawnia nigdzie niepublikowane dotąd zdjęcie z tego wydarzenia.

Najpierw na teren wrakowiska wchodziła ekipa śledczych. Dopiero po oględzinach wołano strażaków, którzy wynosili odnalezione ciała i ich fragmenty i kładli je na folię przy murze". Prezydenckie ciało odnaleziono o 15.30 polskiego czasu. Od tamtej pory czuwali przy nim dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu: major Krzysztof P. i major Cezary K. oraz polski dyplomata z ambasady w Moskwie.

Ciało prezydenta leży na noszach a do płótna przyczepiona jest karteczka "Prezident Polszy Kaczynskij". Za każdym razem, kiedy Rosjanie próbują podejść i proponują przeniesienie zwłok prezydenta w inne miejsce, oficerowie BOR protestują.
http://inbrevi.blox.pl/resource/f2.jpg

http://inbrevi.blox.pl/resource/f4.jpg
http://inbrevi.blox.pl/resource/f5.jpg
http://inbrevi.blox.pl/resource/f7.jpg
http://inbrevi.blox.pl/resource/f3.jpg
SE 21 III 2011

czwartek, 17 lutego 2011

szympans z wieży na konferencji tzw. "ekspertów" w Moskwie

"Nawet gdyby w wieży kontroli lotów siedział szympans i bełkotem podawał informacje, to nie przyczyniłoby się to do tragedii"


ekspert Oleg Smiernof na wideokonferencji rosyjskich specjalistów.

niedziela, 30 stycznia 2011

małostkowość Komorowskiego zabiła trzech posłów PiS

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Onet.pl (29-30 stycznia 2011):

Przypomnę o tym, że przed katastrofą smoleńską poprosiliśmy marszałka Komorowskiego, żeby nie skracał posiedzenia Sejmu, tylko żeby przeniósł głosowanie na wieczór dnia poprzedniego, by pewna grupa naszych posłów mogła pojechać na uroczystości do Katynia pociągiem. Komorowski odmówił. Nie dał żadnej odpowiedzi i głosowanie się odbyło. W związku z tym trzy osoby(Aleksandra Natali-Świat, Grażyna Gęsicka i Stanisław Zając - red.) poleciały samolotem do Smoleńska i dzisiaj nie żyją. Gdyby marszałek Komorowski nie był taki małostkowy – bo marszałkowanie Komorowskiego było strasznie małostkowe, w czym Schetyna szczęśliwie jest od niego dużo lepszy - to te trzy osoby by dzisiaj żyły.

niedziela, 23 stycznia 2011

Przywieźliśmy do Polski 200 kg ludzkich szczątków.

O niecodziennej przesyłce z 24 kwietnia zeszłego roku opowiedziała w Sejmie Ewa Kopacz

Kiedy trwały jeszcze uroczystości pogrzebowe ofiar smoleńskiej katastrofy, do Polski trafiła z Rosji długa na ponad dwa metry drewniana skrzynia, poskręcana śrubami. W środku było blisko 200 kg fragmentów ciał pasażerów Tu-154.

Minister zdrowia była wyraźnie zdenerwowana zarzutami posłów, którzy kpili z niej, że kręciła, a nawet kłamała, kiedy mówiła o poszukiwaniu ciał Polaków w Smoleńsku. Według minister po katastrofie systematycznie dowożono w workach kolejne szczątki ludzkie. - Zadawaliśmy pytania: skąd się one wzięły? Mówiono: przekopujemy ziemię, macie dokładnie to, co wykopaliśmy - wyjaśniała Ewa Kopacz.

Szczątki prezydenta

Szczątki trafiły następnie do Moskwy. Tam po badaniach zapakowano je do skrzyni. Miała 223 cm długości, 83 cm szerokości i 56 cm wysokości. Była drewniana i poskręcana śrubami. Wewnątrz była druga skrzynia - aluminiowa. Do środka Rosjanie włożyli dwa duże worki, a w nich były mniejsze. Zawierały fragmenty ciał Polaków.

Przeczytaj koniecznie: Kopacz: Marszałek Schetyna to taki twardziel, uciekł pod skrzydełka Kaczyńskiego

"Nasz Dziennik" pisał, że należały one do ponad 20 osób, m.in. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, dwóch generałów, duchownych i innych pasażerów.

Już pochowali

- Były to szczątki ciał tych, którzy niekiedy wcześniej byli już pochowani. Każdy z tych kawałków był zidentyfikowany, opisany, posiadał swój protokół - mówiła w Sejmie późnym wieczorem Ewa Kopacz. Jak twierdzi minister, tylko w jednym przypadku lekarze nie potrafili wskazać, z czyjego ciała pochodzą szczątki. - Materiał genetyczny był tak wymieszany, że obecna wiedza medyczna nie pozwoliła dokładnie przypisać nazwiska do tej części - tłumaczyła posłom minister.

Odnalezione fragmenty ciał pochowano. Niektóre zostały zwrócone rodzinom - na ich życzenie. Bliscy urządzali kolejne pogrzeby, dokładając do trumien fragmenty ciał. Tak było m.in. w przypadku byłego szefa BBN Aleksandra Szczygły. Szczątki nieodebrane przez rodziny pochowano w zbiorowej mogile na Powązkach.

Nasi szpiedzy w Smoleńsku

To nie żadna "chałupnicza metoda" pozyskania nagrań z wieży w Smoleńsku - jak to określił minister Miller - ale efekt tajnej akcji polskich specsłużb. Jak ustalił Fakt, już 10 kwietnia podczas pierwszej rządowej narady po katastrofie wydano polecenie służbom, by natychmiast jechały na miejsce katastrofy i zbierały "co się da".

Ruszyły dwie ekipy tajnych agentów, z premierem Tuskiem i ministrem Klichem. W sumie około 20 osób. Jedni byli tam oficjalnie jako oficerowie wywiadu, inni robili za ekspertów i szeregowych członków delegacji. Agenci, występując w roli ekspertów, uczestniczyli później w Moskwie w czynnościach śledczych. Właśnie wtedy zgrali z odsłuchów rozmowy kontrolerów z wieży.

– Dla nas było jasne, że Rosjanie będą ukrywać dowody, że trzeba jak najszybciej i jak najlepiej zabezpieczyć na miejscu wszystko, co się da – mówi nam jeden z uczestników narady z 10 kwietnia, gdy spotkali się ministrowie i szefowie wszystkich specsłużb.

Dlatego agenci dostali jasne polecenie: „W Smoleńsku i Moskwie wpychamy się, gdzie się da, zabieramy, co się da, gadamy ze wszystkimi, z kim się da. Jak bez wódki nie razbieriosz, to też działać".

Nasi agenci – niektórzy oficjalnie jako zabezpieczający telefony ofiar katastrofy, inni jako eksperci czy też członkowie delegacji a nawet pracownicy MSZ wyznaczeni do współpracy, a nawet tylko tłumaczenia rozmów z Rosjanami, kilkoma samolotami znaleźli się w Smoleńsku i w Moskwie.

To właśnie oni spowodowali, że Polska ma nagrania rozmów załogi smoleńskiej wieży – zostały one nagrane bez wiedzy Rosjan, którzy mieli naszemu akredytowanemu i jego ekipie tylko pozwolić odsłuchać te zapisy. Także podczas odsłuchiwania rozmów z czarnych skrzynek nasi agenci byli obecni i także kopiowali wszystko, co udało się tylko wychwycić. Udało im się również spenetrować smoleńskie lotnisko – porobili zdjęcia i nagrania wideo na całym Siewiernym, dokumentując stan radiolatarni, świateł, radaru, pasa, a nawet barak zwany wieżą kontroli lotów. Udało się też od wielu obecnych na smoleńskim lotnisku Rosjan wydobyć bezcenne informacje, jak działało lotnisko i jak przebiegały przygotowania do przyjęcia polskiego prezydenta. To właśnie dlatego śledczy wiedzą, że wbrew twierdzeniu Rosjan istnieje nagranie wideo pracy radaru na wieży. Moskwa nie wydała nam nagrania, bo twierdzi, że zacięła się taśma w magnetowidzie.

Po co nam te wszystkie materiały? Nawet jeśli w sensie procesowym nie są to dowody dla naszej prokuratury i sądu, to są to tzw. informacje o dowodzie, z którymi sąd ze zbioru materiałów tajnych może się zapoznać – tłumaczy nam jeden z polskich prokuratorów.
- Zapisów z wieży kontroli lotów w Smoleńsku nie otrzymaliśmy od strony rosyjskiej drogą oficjalnych wystąpień. Zostały przegrane metodą chałupniczą - powiedział minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller.