Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 marca 2010

Sławomir Opala - pierwowzór Despero z Pitbulla

Sławomir Opala, policyjny twardziel w starciu z Agnieszką Kropielnicką.

Niełatwo cię znaleźć. Ci, co mają twój telefon, długo się wahają, czy go zdradzić.

Nawet moja rodzona matka nie wie, gdzie mieszkam. Co pół roku się przeprowadzam z kwadratu na kwadrat. Wsadziłem za kratki kilkaset osób, więc już po kres istnienia oczekuję krwawej zemsty. Musiałem też zniknąć z wszelkich dokumentów własności, ale to dlatego, że mi się noga powinęła na jednym interesie z biopaliwami i łażą za mną komornicy. Nie jestem zadowolony z życia.

Ale to właśnie o twoim życiu kręci się filmy. Najpierw dokument "Prawdziwe psy", potem fabularny "Pitbull". Teraz idzie trzecia seria odcinków. To żaden sukces?

Ja tam bym wolał mieć spokój. Pensjonat na gorącym wybrzeżu Portugalii, niewielki, na cztery pokoje, ze świetną kuchnią. Żaglówkę. Tam jest ciepło, a ja nie cierpię zimy. Wreszcie bym mógł przestać się ubierać na cebulkę.

Tam mógłbyś się wcale nie ubierać. Pamiętasz jeden z pierwszych odcinków "Pitbulla", w którym grający ciebie Marcin Dorociński lata rano na golasa po Komendzie Stołecznej?

To dlatego, że często spałem na komendzie. Raz, że się stale przeprowadzałem od baby do baby, dwa - mieliśmy w cholerę pracy w początkach działania Wydziału do spraw Zabójstw. Powstał w 1998 roku, kiedy na terenie miasta było średnio 150 trupów rocznie - to bardzo dużo. Przedtem z trupami huśtały się oddziały kryminalne komend wojewódzkich i rejonowych, ale uznano, że musi powstać specjalistyczny. Byłem w pionie operacyjnym, a wszystkich nas pracowało w nim 35. Mało, więc czasem zasuwaliśmy po 90 godzin cięgiem, zwłaszcza kiedy jednej nocy było pięć trupów, a każdy w innej dzielnicy. Wszyscy chcieli wykazać, że utworzenie wydziału ma sens - robiliśmy na całego, do bólu, sikaliśmy adrenaliną. To się człowiek musiał mieć gdzie blisko rymnąć i przespać. Miałem polówkę w pokoju i, fakt, latałem rano na golasa. Ale na tyle wcześnie, że mój tyłek widywały tylko sprzątaczki.

Ha, a tyłek Marcina Dorocińskiego zobaczyła cała Polska.

No, fajnie miał.

Słyszałam, że w okresie burzy i naporu prawdziwe psy nie miały czasu nawet na zmianę skarpetek.

Dokładnie tak, kochanie. Upadek, co? Wszyscy w psiarni to degeneraci. Zarzekali się, że dobiją 15 lat i idą na emeryturę. Dupa tam idą, kryminalny pies jest zależny od swojej pracy. No i wskakuje lewy gwint. Szajba, koniec. Niesamowity jest moment, kiedy się wie, że już nie ma ratunku. Ty idziesz ulicą i widzisz człowieka w czerwonej kurtce, babkę z torebką, dziecko z parasolem. Ja nie widzę kobiet, mężczyzn, dzieci, ciuchów - ja widzę bandziora, k****, mordercę, psychopatę, sadystę, bite dziecko z parasolem.

Może masz lewy gwint, ale chyba pomogłeś wielu ludziom. Mówią, że byłeś dobrym policjantem.

Dobrym? Dobry policjant to taki, który babcię przez pasy przeprowadzi, działa zgodnie z ustawą o policji i kodeksem karnym, nie podpada, nie ma postępowań dyscyplinarnych. Świetlanie podąża przez swoją służbę, zbierając liczne pochwały, a potem przechodzi na emeryturę i spokojnie dogorywa w bamboszach przed telewizorkiem. To jest dobry policjant. Ja byłem policjantem kontrowersyjnym.

Największa liczba nagan w całym wydziale...

Tak, na pewno jestem jednym z najbardziej uhonorowanych pod tym względem. Pajd, znaczy - postępowań dyscyplinarnych, miałem kilkanaście... A ukarany zostałem chyba czterokrotnie. Najcięższe to było ostrzeżenie o niepełnej przydatności do pracy na stanowisku. Dwa razy.

Opowiesz za co? Słyszałam, że buntowałeś się w dobrej wierze - przeciw bzdurnym poleceniom.

Zwykle tak, bo miałem własny, sensowny rytm pracy, w którym się raczej nie mieściło siedzenie za biurkiem. Ale jedną z tych najgorszych pajd to miałem... Aż się wstydzę powiedzieć. Słuchaj, to stresująca praca, więc się często trzeba było znieczulić. Wódką, rzecz jasna. I którejś Wigilii zrobiliśmy sobie opłatek i popiliśmy nieźle. Byłem skuty, jak pewnie słusznie przypuszczasz. I dałem w kły swojemu przełożonemu, zastępcy naczelnika Wydziału Kryminalnego.

Ale co się stało?

O Jezu, to była głupia sytuacja. Odszedłem właśnie od jakiejś baby i się nie miałem gdzie przekimać. On mnie pyta: "Sławek, dokąd cię odwieźć?". Odpowiadam: "Poponia-toschecho, szesie frzesło".

Co proszę?

Pod Poniatowskiego, trzecie przęsło. No, pod most, zgodnie z prawdą. A on: "Nie ****** głupot, tylko mów, gdzie cię odwieźć". Ja do niego: "Jefsie, hurwa, zosaw ty mie w spohoju". A on mnie za ramię i ciągnie do samochodu. Przywaliłem mu i wylądowałem na dołku do wytrzeźwienia, w Stołecznej, czyli jakby u siebie w domu. I zesłano mnie na rok na banicję na Żytnią.

Po tym zwolniłeś się z policji? To musiała być trudna decyzja, sam mówisz, że psy na zawsze są uwiązane do psiarni.

Nie, nie po tym. Może mnie lepiej nie pytaj, co? To straszna sytuacja, która zaważyła na całym moim życiu, a ja sobie tego nie mogę darować.

Opowiedz. Robi nam się film Hitchcocka, zaczęliśmy mocno i będzie tylko coraz mocniej.

No dobrze. Obudziłem się któregoś dnia za kratkami. Nie miałem pojęcia, co się stało, dlaczego tam jestem. Pamiętałem tylko, że wróciłem do domu i z moją kobietą mieliśmy pierwszy raz jechać do szkoły rodzenia - była w szóstym miesiącu ciąży. Spóźniłem się 15 minut, bo akurat mieliśmy trupa, bujaliśmy się z nim calutki dzień. Przepraszałem, ale się wściekła, wyszła, walnęła drzwiami. To ja do lodówki, a w zamrażalniku było trzy czwarte wódki. Wypiłem to. A potem - zaćma. I się budzę za kratami. I się dowiaduję, że ona z tą ciążą wylądowała w szpitalu, postrzelona w plecy. Śledztwo wykazało, że strzelono z mojej służbowej broni w moim domu. Strzał dostała z dwóch metrów. W sądzie potem powiedziała, że próbowała popełnić samobójstwo. To koniec historii. Tylko tyle, że się zwolniłem z policji, żeby odpowiadać jako cywil - żeby mnie nikt nie podejrzewał o mataczenie. I już nie wróciłem. A tylko ona wie, co się stało, ja nie mam pojęcia.

Kiedy mi to opowiedzieli znajomi policjanci, zastanawiali się, co te baby w tobie widzą, że nawet w takiej sytuacji nie przestają cię kochać. Ty prawdopodobnie do niej strzeliłeś, a ona cię wybroniła od pierdla.

Nie wiem dlaczego, ja jestem nie do zniesienia we współżyciu. Może lubią to, że umiem kochać. Krótko, ale za to do szaleństwa.

Kiedy straciłeś niewinność?

Miałem 13 lat.

Ile miałeś kobiet?

Kilkaset, uczciwie wliczając w to prostytutki. I dziewczyny bandziorów, których zamykałem.

Ile z nich kochałeś?

Z piętnaście. Tak liczę wstecz - chyba kochałem te wszystkie, z którymi zamieszkałem.

Myślę, że cię lubią, bo jesteś dzieckiem. A kobiety lubią dzieci.

Byłem, jestem i już na zawsze pozostanę. Dzieckiem z zespołem ADHD. Chociaż... Chyba trochę podrosłem i ostatnio zrobiłem rachunek sumienia. Pomalutku jestem pewien, że obrałem złą drogę życiową. Wszystko, co mogłem popsuć, popsułem.

Opowiedziałeś o ostatnim akcie psucia. Pamiętasz pierwszy?

Oj, tyle ich było. Ja nawet nie miałem w dzieciństwie zabawek, bo to nie miało sensu, rozkładałem na czynniki wszystkie w ciągu godziny od dorwania w łapy. Tak więc, oczywistą koleją losu, bawiłem się potem wszystkim, ze szczególnym uwzględnieniem instalacji elektrycznych. Jak leżała wtyczka, to ją tyle razy musiałem wyjąć i wetknąć do kontaktu, aż pierdzielnęło. Potem prucie ścian, wymiana przewodów. Mogę powiedzieć, że w dzieciństwie wlazłem w szkodę i tkwię w niej do dziś.

Znasz trochę prywatnie Marcina Dorocińskiego. Powiesz o nim kilka słów?

Bardzo go szanuję. Aczkolwiek uważam, że jest ciut zbyt spokojny. Taki grzeczny chłopiec. Po alkoholu jeszcze, o zgrozo, grzeczniejszy.

Dossier

Sławomir Opala
wiek: 42
wzrost: 183 cm
kolor oczu: szare
kolor włosów: szare
rozmiar kołnierzyka: 42
rozmiar stopy: 43

Skuteczny policjant i podrywacz, obecnie zaś - ofiara losu, do czego sam się przyznaje. W podstawówce miał średnią 5,0, ale gdy zaczął pracę w Wydziale do spraw Zabójstw Komendy Stołecznej, dostał rekordową liczbę nagan. Szerszej publiczności przedstawiony został w dokumencie "Prawdziwe psy" o pracy warszawskiej policji. Choć nierównym usposobieniem Opala zasłużył na opinię wariata, potrafi wzbudzać w kobietach miłość, i to od pierwszego wejrzenia.

sobota, 9 stycznia 2010

Wywiad z Tomaszem Nałęczem, kandydatem na Prezydenta RP


Z profesorem Tomaszem Nałęczem – byłym wicemarszałkiem Sejmu, a obecnym kandydatem na prezydenta RP w jego domu spotkali się w imieniu Gaylife Jej Perfekcyjność, a także antarex i ariman. Profesor opowiadał m.in. o swoim stosunku do kwestii związków partnerskich, spraw podatkowych, emerytalnych oraz mówił o swoich konkurentach – innych kandydatach na najwyższy urząd w naszym państwie.

Olechowski, Nałęcz, Szmajdziński – to pewni już w zasadzie kandydaci lewicy i centrolewicy do wyścigu o fotel prezydenta RP. Pan namawia, żeby po tej stronie sceny politycznej zorganizować prawybory i wybrać jedną tylko osobę. A tak całkiem poważnie, wierzy Pan w to, że się coś takiego uda?

Myślę, że to jest niezbędne. Oczywiście, dostrzegam problemy, bo widzę już teraz, że niektórzy z kandydatów nie chcą tak naprawdę walczyć o fotel prezydencki, tylko przy okazji wyborów promować swoje partie. A to jest działanie niebezpieczne – dla samych partii może okazać się ryzykowne, ale i dla wyborów, bo ułatwia sprawę kandydatom prawicowym. Wyborca nie będzie chciał strzelać w powietrze, by pokazać swoją sympatię, tylko będzie chciał autentycznie brać udział w wyborze prezydenta. Tym bardziej, że po kadencji Lecha Kaczyńskiego wszyscy już wiedzą, że mimo swoich w zasadzie niewielkich kompetencji, prezydent może sporo naszkodzić. Dlatego Partia Demokratyczna i SdPl twardo stoją na stanowisku, że trzeba takie prawybory zorganizować. Lewica i centrolewica mają autentycznie szansę powalczyć w tych wyborach, pod warunkiem oczywiście, że nie będzie trzech czy czterech kandydatów z tego obozu. Upodobniliby się wtedy do takich psiaków, które szarpią za nogawkę od spodni kandydata prawicy.

Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że najlepszym kandydatem lewicy i centrum byłby Włodzimierz Cimoszewicz. On już teraz w sondażach przechodzi do drugiej tury. Jego potencjał jest bardzo duży. Problem polega jednak na tym, że on – póki co – zdecydowanie nie chce startować. Gdyby chciał kandydować, to w ogóle nie byłoby mowy o prawyborach, bo byłoby oczywiste, że to on jest kandydatem lewicy i centrum. Na razie jednak musimy sobie radzić i dlatego – niczym w średniowiecznym turnieju rycerskim – wybrać trzeba tę osobę, która pokona pozostałych kandydatów i stanie do decydującego starcia z kandydatem prawicy.


Skoro tak negatywnie ocenia pan prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, to co wskazałby pan jako największą jego wpadkę.

No, tutaj nie wystarczyłoby palców obu rąk i nóg, żeby…

Dlatego proszę tylko o jedną.

Za największą wpadkę będę chyba zatem uważał upartyjnienie urzędu prezydenta RP. W naszym systemie prezydent pełni rolę osoby, która powstrzymuje potencjalnie katastrofalne posunięcia rządu. I w mojej opinii Lech Kaczyński nadużywał tej kompetencji – bo choć większość ustaw podpisał, to zablokował kilkadziesiąt najważniejszych dla rządu. A dodatkowo robił to w myśl zasady „skuś baba na dziada”, niczego w zamian nie proponując. Stał się jakby niekoronowanym liderem opozycji. Moim zdaniem, prezydent RP powinien przypominać sędziego z boiska piłkarskiego. A jeśli sędzia nie ukrywa, że jest zawodnikiem jednej z drużyn i zgodnie z jej interesem odgwizduje decyzje, to wiadomo jak zareagują ludzie na stadionie.
Dodam jeszcze drugą rzecz – to jest elementarny brak tolerancji. Prezydent powinien być przykładem akceptacji, otwartości na ludzi. A Kaczyński jest symbolem postaw skrajnie nietolerancyjnych. Jak choćby w stosunku do dziennikarzy. No jak można na niewygodne pytanie znanej dziennikarki wybuchnąć „ja panią zniszczę”? Po czymś takim prezydent Francji czy USA byłby skończony.

Prezydent USA tak czy owak pojawi się w kampanii. Co więcej, pan już wykorzystuje jego wizerunek na swoich plakatach w kampanii przed-wyborczej. Czy poza wiarą w ludzi i niewiarą w sondaże coś jeszcze Pana z Barackiem Obamą łączy?

Odwołałem się do wizerunku Obamy na moim pierwszym bilboardzie celem spopularyzowania prawyborów, bo zwłaszcza ze strony SLD spotkał się ten pomysł z dużym oporem. Szmajdziński jest taką Hilary Clinton SLD, bo za jego nominacją stoi establishment partyjny. Pamiętajmy jednak, że w USA dzięki prawyborom, outsider, na początku lekceważony przez partyjnych bonzów, ostatecznie wygrał wybory. Brak zgody na prawybory oznacza że lewica i centrum zagryzie się nawzajem i oczywiście przegra wybory prezydenckie.
Obama podoba mi się z wielu powodów. Przede wszystkim ze względu na swoją otwartość i nowoczesność. Po sztywnym Bushu jest bardzo otwarty na ludzi – podobnie po Lechu Kaczyńskim możemy marzyć o takim prezydencie. Jako człowiekowi lewicy podoba mi się to, że sprawność gospodarki łączy z pewnymi powinnościami społecznymi – reforma zdrowia, która ma miejsce w USA wcale nas nie szokuje, ale w tamtym kraju to prawdziwa rewolucja. No i pewna doza idealizmu, jaką przejawia mimo tego, że jest najpotężniejszym człowiekiem świata. Nie boi się mówić o marzeniach.

O marzeniach mówił też Donald Tusk w swoim expose. Mówił o otwartości, o tolerancji, o polityce miłości. Geje i lesbijki bardzo chętnie wspierają Platformę Obywatelską. Gdyby zatem miał Pan powiedzieć w trzech punktach dlaczego mają głosować na Prezydenta Nałęcza a nie na Prezydenta Tuska.

Ja się nie obawiam Polski, której prezydentem będzie Donald Tusk. Tak naprawdę obawiam się tylko Polski, której prezydentem będzie Lech Kaczyński ze swoją nieprzewidywalnością, populizmem i nietolerancją.
Polski Tuska się nie obawiam, bo miałem okazję z nim przez cztery lata współpracować w Prezydium Sejmu…

No dobrze, ale dlaczego zatem mielibyśmy głosować na Pana a nie na Donalda Tuska?

Dobrze jest, żeby lewica i centrum wystąpiły wspólnie jako rywal Tuska w tych wyborach. Po pierwsze, brak konkurencji rozleniwia a poza tym szkodzi. Monopol zawsze działa deprawująco – szereg niespełnionych obietnic bierze się z przekonania Platformy, że poparcie ma dane raz na zawsze. Tusk żywi się obawą przed Kaczyńskim. Centrolewicowy kandydat będzie go motywował i dopingował do działania. Nie mówiąc już o tym, że kampania byłaby początkiem współpracy środowisk centrolewicowych. Mógłby pojawić się trzeci wielki gracz na scenie politycznej i – co mi się potem marzy – wielka koalicja centrolewicy z Platformą Obywatelską.
Silny kandydat z naszej strony nie jest potrzebny, żeby zniszczyć Tuska. Chciałbym, żeby pojawił się on w roli szczupaka, który coraz mocniej osiadłego w mule karpia będzie w stanie skłonić do ruchliwości. Aktualny stan sprawia, że PO przechyla się w stronę konserwatywną a nie liberalną. Na przykład pomysł kastrowania pedofilów jest moim zdaniem niedopuszczalny.

W kilku punktach, które przedstawił Pan jako zarys swojego programu wspomina Pan o dbaniu o mniejszości. Nie wspomina Pan co prawda wprost o mniejszościach seksualnych…

Bo to oczywiste.

Z jednej strony oczywiste – z drugiej jednak nie do końca. Geje i lesbijki w Polsce czują się oszukani przez lewicę z wielu powodów. Przede wszystkim z powodu nierozpoczęcia nawet poważnej debaty nad projektem ustawy o związkach partnerskich, który przygotowała kilka lat temu senator Maria Szyszkowska. Więc jak prezydent Nałęcz zamierza dbać o mniejszości seksualne i czy wsparłby projekt ustawy o związkach partnerskich?

Słowa kosztują znacznie mniej niż uczynki a ja zachęcałbym do oceniania jednak poprzez działania, jakie ktoś podejmuje. Wiadomo, że w kampanii można wiele powiedzieć. Kiedy byłem jeszcze posłem i Wicemarszałkiem Sejmu i ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński, łamiąc prawo, zabronił Parady Równości w Warszawie, demonstracyjnie poszedłem na Paradę mówiąc, że w tej sytuacji każdy z Polaków powinien czuć się gejem.
Nie oszukujmy się, prezydent RP nie ma za wiele do powiedzenia jeśli idzie o przeforsowanie rozwiązań, które nie mają poparcia większości rządowej. Jedną z powinności prezydenta działanie jak hamulec bezpieczeństwa w pociągu. Gdy widzi, że rząd zamierza podjąć działania katastrofalne dla Polski, wtedy powinien interweniować. Natomiast ma możliwość bycia organizatorem publicznych debat i publicznego namysłu, którego dopiero dalszym efektem może być przyjęcie określonych rozwiązań prawnych. Sam zaś prezydent powinien być rzecznikiem otwartości, rzecznikiem tolerancji ale i wyrażać swoje racje.

I jakie byłyby te racje po Pana stronie? Jako Prezydent RP, jakie stanowisko przedstawiłby Pan w takiej debacie? Czy wsparłby Pan taki projekt?

Oczywiście, że wsparłbym! I przekonywałbym do postawy otwartej. Jako historykowi jest mi łatwiej zrozumieć ludzkie lęki. Ludzkość w swoich dziejach bała się różnych rzeczy, z których dziś się śmieje. Chociaż często bezpieczniej się czujemy w stadzie takich jak my, to powinniśmy jednak zrozumieć innych i ich szanować, bo nigdy nie wiadomo, kiedy my sami znajdziemy się w gronie tych „innych”.

Czyli – bo chcę to uściślić – gdybym napisała, że kandydat na Prezydenta RP prof. T. Nałęcz jest za tym, by w Polsce ustanowić związki partnerskie dla par homoseksualnych, to nie będzie to kłamstwo?

Nie, absolutnie nie.

rozmawiała: : Jej Perfekcyjność czyli facet-gej (ten na fotce)







Prof. Tomasz Nałęcz na temat:


1. Ubezpieczeń emerytalnych
- państwo musi być gwarantem systemu emerytalnego i zabezpieczenia na starość
- system nie może być skonstruowany tak, by pauperyzować ludzi
- potrzebna jest publiczna debata, a prezydent powinien być jej moderatorem
- reforma jest niezbędna

2. Ubezpieczeń zdrowotnych
- L. Kaczyński słusznie zawetował ustawy zdrowotne
- PO powinna była zawrzeć współpracę z lewicą w tej kwestii
- nie można zostawiać wszystkiego niewidzialnej ręce rynku
- przy rozwoju medycyny państwa nie stać na finansowanie wszystkich usług

3. Podatków
- przychodzi to z oporem, ale trzeba w Polsce zmniejszyć wydatki socjalne państwa
- nie powinno się becikowego i dodatków rodzinnych stosować powszechnie
- potrzebny jest dialog o uprawnieniach emerytalnych służb mundurowych
- potrzeba publicznej debaty nad długiem publicznym
- nie jest zwolennikiem obniżania podatków
- podatek progresywny jest lepszy od liniowego
- prezydent nie powinien wetować rozwiązań podatkowych
- nie mamy wysokich progów podatkowych

4. Polityki zagranicznej (głównie wschodniej)
- stosunki ze Wschodem są niezadowalające
- Grupa ds. Trudnych pod przywództwem prof. Rotfelda świetnie się spisuje
- nie ma sensu organizować krucjaty antyrosyjskiej
- nie wolno żyć cieniami przeszłości
- Polska powinna smarować mechanizmy kontaktów UE-Rosja
- nie rozumie filozofii PiS: antyeuropejskiej i antyrosyjskiej zarazem






oryginał w całości zjumany z http://www.gaylife.pl/artykul.php?id=1246

wtorek, 24 marca 2009

Pornoaktorka Sasha Grey - wywiad dla Los Angeles Times

Interview: Sasha Grey turns 21 in Vegas on Saturday 08:35 AM PT, Mar 13 2009

Only covering Las Vegas can I plan to run an interview with Marie Osmond one morning, and instead wake up to offer you an interview with adult star Sasha Grey. Osmond and I were supposed to meet last night, but she had to reschedule due to a last-minute rehearsal put in for a new dancer at her show at Flamingo. We are meeting tonight for the interview. So, I will have the Q&A with Osmond here for you Monday. I strongly advise Marie Osmond fans to stop reading now!

Sasha Grey overnight has become perhaps the biggest crossover name in adult at this time. Seemingly out of nowhere Grey made Tera Patrick yesterday's news.

In addition to working in porn, Grey is the star of Steven Soderbergh’s upcoming film “The Girlfriend Experience” and will soon have her own reality show. She has appeared in too many mainstream magazines to name. And, even mainstream press are starting to take her celebrity seriously. This morning, for example, though you cannot tell from the online version, Las Vegas Review-Journal has a wrap on top of the newspaper’s front page that includes an entire interview with Grey.

The occasion for the Review-Journal interview and this interview is that for all her success Grey is only now turning 21. So, Grey will be playing celebrity host at Tao this Saturday night to celebrate her birthday. And, unlike Paris Hilton, who last weekend celebrated her birthday in Vegas a month late, Saturday is Grey's actual birthday. Keeping it real is a theme that runs through talking with Grey.

I interviewed her earlier this year for the Buffet, at the Adult Entertainment Expo/ AVN Awards at the Venetian. In that item I recapped my history, such as it was, with Sasha Grey. It mostly involved every source I had in adult calling to tell me I had to meet this teenager, who was 18 at the time, and that she was going to be the sort of star the likes of which the adult industry had never seen.

I should say I am in an interesting position when covering the adult film industry. My focus is only the adult conventions that pass through Vegas, of which there are now at least two annually. I refuse to watch adult movies. I know too many of the people (I have been covering the conventions for a decade) who could be in them to risk a viewing. But I also don’t watch a lot of movies in the first place and have never really seen a porn film as an adult. I have developed friendships with people who work various jobs in the adult industry. Indeed, a handful of my closest friends would include three people with connections to the adult industry. But we rarely discuss their work. I am drawn to them because of their individuality, and their openness to playing with ideas combined with a willingness to sit outside the comforts of careers society approves in order to doggedly pursue their own vision. And, in Las Vegas, a porn star might be the closest thing to an artistic intellectual the town has to offer. I enjoy the company of certain adult entertainers in much the same way I liked arguing with academic theorists in graduate school. The analogy may seem odd, but to the generation Sasha Grey belongs to, for better and worse, adult is far less taboo, and this allows her, for one, to see herself as a performance artist. Her porn is not so different to her than her other pursuits, which include poetry and painting.

This is a long way to get at the point: I have been really aware of Sasha Grey’s rise in adult even as I had no clue what distinguished her from the hundreds of young women who make adult films. So, I was surprised at how outraged readers were when I ran that interview with her in January on the Buffet. Most of the comments are not on the blog because they were too laced with obscenity to post. And, many of the notes came from people who professed to be fans of adult movies. It was the movies that Sasha Grey chose to make that upset these readers so much. And, so the questions raised by those readers is where I started this phone interview with her this week:

Abowitz: In our last interview, I was overwhelmed by the visceral reaction and rage people had to you and the movies you make. They described some staggering things you have done on camera, all of which, I would say, fall into the category of things degrading to women in the extreme. Do you think that your films degrade women? Or, does the popularity of your films disturb you, the idea that so many people want to see these things done to you?

Grey: The last part of your question cut out [on the cellphone] so I will take the first part. I do not think what I do is degrading to women. What is degrading to one person is liberating and empowering to another such as myself. Everyone has a different perception of sex. Some people believe in God and some people don’t. At the end of the day, you can’t make it so black and white. It really comes down to a meeting of taste and what your personal opinions are.

I recently wrote an op-ed piece to a college newspaper in response to something that paper wrote about me. A fan sent it to me. I usually don’t respond to stuff, because I don’t have the time. But this struck a nerve with me. A student wrote this whole story on how she thinks I am being forced to perform the acts I perform or I am just mimicking things. And, that triggered something in me and I just really felt obligated to write something to speak out against that.

Abowitz: Why is that? Is it important that to you that people know you are choosing to do whatever scenes viewers find degrading, and, in fact, to you they would be degrading if you were being forced to do them, but it is liberating because you are not?

Grey: Yes, I make the movies I want to make. I enjoy what I am doing. The things I do on camera, I also do in my personal life. I am a firm believer in that. You need to be comfortable with those things on your own so you are not just doing it for an audience or for a camera. But there is also a side of me that knows I am doing this for consumers so I have to appeal to everybody. And, so there are other films I am in that are more couple-friendly. But what is couple-friendly? To one couple what can be really romantic can seem to another couple really extreme.

Abowitz: Well, considering how extreme your work is seen are you surprised at how popular your films have become?

Grey: I am surprised at how popular my work has become and it happening very early in my career. It was really bizarre for me and I really did not know quite how to take it. But I don’t think it is just my performances. I think it is also because I am so outspoken. I think those two things go together.

Abowitz: Could that be why that article got you upset? To you the things that others see as degrading in your films are balanced by your public presentation of yourself as someone very aware of what you do, and also very much in charge of your world. The article upset you by attacking one of those pillars.

Grey: Exactly. It is rooted down to who you are as a person and your interests. And, I want that to carry to my audience. I consider myself a performance artist. There are other performers who just like hard-core sex. I know people sometimes hate me talking about my performances and my goals. And, I used to not be comfortable with it. But I enjoy doing it now. I think that it is important and not just for women but for men as well to understand.

Abowitz: Well, are you surprised that even without much of your crossover work even having been released yet you have been invited to host a party at a major nightclub on the Las Vegas Strip?

Grey: No, I am not surprised. Mostly, because I have had other offers before from people who did not know I was not 21 yet.

Abowitz: Will you be gambling and drinking?

Grey: Yes. I want to play blackjack and craps.

Photo: Sarah Gerke


WT 24 III 2009