Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 grudnia 2010

Bat na gapowiczów - nowela prawa przewozowego

Od 1 marca 2011 zmienia się prawo przewozowe gdzie nasz prawodawca zacny dodał rozdział 10A o treści:

Przepisy karne

Art. 87a. Podróżny, który w czasie kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu, mimo braku odpowiedniego dokumentu przewozu, odmawia zapłacenia należności i okazania dokumentu, umożliwiającego stwierdzenie jego tożsamości,

podlega karze grzywny.

Art. 87b. Podróżny, który w czasie kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu nie pozostał w miejscu przeprowadzania kontroli albo w innym miejscu wskazanym przez przewoźnika lub organizatora publicznego transportu zbiorowego albo osobę przez niego upoważnioną do czasu przybycia funkcjonariusza Policji lub innych organów porządkowych,

podlega karze grzywny.

Art. 87c. Orzekanie w sprawach określonych w art. 87a i 87b następuje w trybie Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

niedziela, 7 listopada 2010

testament działowy

Błędne jest też przekonanie, że w testamencie można przekazać poszczególnym spadkobiercom konkretne składniki majątku. W polskim prawie nie istnieje tzw. testament działowy. Nawet więc jeśli rodzic zapisze w testamencie mieszkanie w Krakowie córce, a mieszkanie w Warszawie synowi, to sąd, dzieląc majątek, przyzna córce i synowi po połowie każdego z tych mieszkań.

Obywatele, którzy zasięgają porad prawnych przy okazji sporządzania testamentu, nie są w stanie pojąć, że ich wola ma się ograniczyć do wskazania ułamkowej części spadku, która przypadnie danemu spadkobiercy, zaś zapisanie w testamencie konkretnej rzeczy konkretnej osobie nie oznacza, że owa rzecz stanie się własnością tej osoby. I zupełnie nie mogą się pogodzić z myślą, że ich wyobrażenie co do sposobu podziału majątku spadkowego jest – z prawnego punktu widzenia – zupełnie obojętne.

Przez setki lat wola spadkodawcy wyrażona w testamencie była przesądzająca. Testator mógł w sposób drobiazgowy „rozpisać” swój majątek na rzecz ściśle oznaczonych zapisobierców, a ci stawali się – z dniem śmierci testatora – właścicielami oznaczonych rzeczy i praw.

Takie „życiowe” podejście do kwestii rozporządzania własnym majątkiem przewidywał Kodeks cywilny Napoleona: „rozporządzać majątkiem swoim pod tytułem darmym można tylko przez darowiznę między żyjącymi lub przez testament(...)” (art. 893). Art. 1014 kodeksu wskazywał jeszcze dosadniej, że „każdy zapis prosty i bezwarunkowy nadaje zapisobiercy od dnia śmierci testatora prawo do rzeczy zapisanej, prawo, które może przejść na jego spadkobierców lub następców”.

Trudno jednoznacznie ustalić, czy to dzięki obowiązywaniu Kodeksu Napoleona przez niemal 140 lat w niezmienionej formie, czy dlatego, że zaproponowane przez niego rozwiązania prawne odpowiadały społecznemu poczuciu sprawiedliwości, niemniej jednak 90 % obywateli RP jest przekonanych, że nadal spadkodawca ma prawo rozpisać swój majątek na poszczególnych spadkobierców. Innymi słowy – zdecydować komu przypadnie dom, komu mieszkanie, a komu samochód.

KRNNiewątpliwie przytoczone przepisy Kodeksu Napoleona kontrastują z rozwiązaniami obowiązującego obecnie kodeksu cywilnego. Najbardziej niezrozumiały dla obywateli naszego Państwa jest przepis art. 1037 k.c., zgodnie z którym „dział spadku może nastąpić bądź na mocy umowy między wszystkimi spadkobiercami, bądź na mocy orzeczenia sądu na żądanie któregokolwiek ze spadkobierców”. Oznacza to, że sami spadkobiercy lub - jeśli nie dojdą do porozumienia - sąd, decydują komu przypadnie konkretna rzecz z majątku po zmarłym. Spadkodawca ma prawo jedynie wskazać w testamencie, w jakich udziałach wymienione osoby będą dziedziczyć majątek po nim. Można tylko poprzez tzw. zapis testamentowy zobowiązać spadkobierców, by przenieśli własność konkretnej rzeczy na konkretną osobę.

Obowiązujące dziś prawo spadkowe zostało stworzone z myślą o spadkach niewielkich i mało skomplikowanych. Tymczasem od wielu już lat spadki, które zostawiają po sobie obywatele polscy, obejmują znacznie więcej i znacznie droższych składników majątkowych: nieruchomość, papierów wartościowych, udziałów w spółkach, drogocennych kolekcji. Przede wszystkim jednak przepisy, które ograniczają wolność testowania są sprzeczne z zasadą ochrony własności i prawa dziedziczenia, zapisaną w art. 21 ust 1 i art. 64 Konstytucji RP.

Nieprzypadkowo (choć jest to sprzeczne z obecną systematyką prawa cywilnego) kodeks cywilny Napoleona mówił w jednym przepisie i o darowiźnie i o testamencie. Myśl ta powinna być wytyczną dla współczesnego ustawodawcy. Nie wolno ograniczać się tylko do zmian w prawie spadkowym. Prawo musi zatem przewidywać rozwiązania, które zaspokoją różne oczekiwania i stworzą możliwość szerokiego wyboru środków dla potencjalnych spadkodawców i darczyńców.

Chodzi tu o dwie niby bliskie sobie, a przecież zupełnie odmienne instytucje: zapis o skutku rzeczowym (legatum per vindicationem) i darowiznę na wypadek śmierci (donatio mortis causa). Pojawiają się nawet głosy, że legat (zapis) rzeczowy, a w jeszcze większym stopniu tzw. testament działowy, który – na wzór kodeksu Napoleona – spowoduje przejście własności rzeczy od razu na rzecz zapisobiercy, pozwolą osiągnąć te same cele, które realizuje darowizna na wypadek śmierci. Nie można takich głosów traktować poważnie – z powodu fundamentalnych, ustrojowych różnic między tymi instytucjami.

Darowizna na wypadek śmierci ma stanowić część systemu prawa zobowiązań. To oznacza, że będą miały do niej zastosowanie wszystkie przepisy ogólne księgi trzeciej k.c., w tym przepis art. 353, który stanowi, iż „zobowiązanie polega na tym, że wierzyciel może żądać od dłużnika świadczenia, a dłużnik powinien świadczenie spełnić”. Taka darowizna będzie umową zawierającą oświadczenie woli dwóch stron: darczyńcy i obdarowanego. Jej zawarcie oznacza powstanie stosunku obligacyjnego, ze wszystkimi tego skutkami. Jeżeli zatem swojemu dziecku podarowałem na wypadek śmierci nieruchomość, oznacza to, że wprawdzie nadal pozostaję jej właścicielem, ale jednocześnie nie mogę podjąć żadnych działań, które byłyby sprzeczne z istotą mojego zobowiązania. Nie mogę przede wszystkim na mocy jednostronnego oświadczenia woli zmienić już zawartej umowy – zupełnie tak samo, jak nie mogę na mocy jednostronnego oświadczenia rozwiązać umowy przedwstępnej.

Wprawdzie skutek rzeczowy (tzn. samo przeniesienie własności) jest odsunięty w czasie aż do dnia śmierci darczyńcy, ale nie oznacza to, że strony nie są związane węzłem prawnym; są, i to tak mocnym, jak tylko jest to możliwe na gruncie kodeksu cywilnego. Właśnie dlatego właściciel (darczyńca) nie będzie mógł swoją rzeczą rozporządzać niwelując przez to uprawnienia obdarowanego. Ten zakaz rozporządzenia własną rzeczą nie jest jednak sprzeczny z Konstytucją, gdyż jego źródłem nie jest norma prawa publicznego, a wola darczyńcy, który sam rezygnuje z części uprawnień przysługujących mu jako właścicielowi.Tymczasem instytucja zapisu o skutku rzeczowym to część prawa spadkowego. Istotą tego prawa jest nieograniczona zdolność testowania, która wyraża się między innymi w możliwości odwołania w każdej chwili zarówno całego testamentu, jak i jego poszczególnych postanowień. Testament jest zatem jednostronnym aktem woli danej osoby. Nie powstaje tu żaden stosunek prawny, spadkobiercy (nie mówiąc już o zapisobiercy) nie przysługuje względem spadkodawcy żadne roszczenie.

Jeżeli zatem nieruchomość z naszego przykładu zapiszę swojemu dziecku w testamencie (mówimy tu o proponowanej dopiero instytucji zapisu o skutku rzeczowym), to sytuacja jest diametralnie inna, choć zamiar podobny: dziecko ma stać się właścicielem z chwilą mojej śmierci. Taki zapis mogę bowiem w każdej chwili zmienić – nie tylko nie wskazując powodów takiej zmiany, ale nawet nie informując dziecka o zmianie swojej decyzji.

Jak zatem widać, skutki prawne są zupełnie inne niż przy darowiźnie na wypadek śmierci. Nie sposób przesądzić, która z instytucji mogłaby lepiej realizować zamiary osób chcących rozporządzić swoimi majątkami w obliczu śmierci, ponieważ żadna z nich nie jest lepsza od drugiej – są inne. Nie sposób ich porównywać, gdyż należą do dwóch zupełnie odmiennych porządków prawnych. Można oczywiście podnosić wady każdej z nich.

Darowiźnie na wypadek śmierci zarzuca się przykładowo możliwość pokrzywdzenia wierzycieli spadku. Jest to jednak argument tylko teoretyczny. Jeżeli uświadomimy sobie bowiem, że poprzez szereg zwykłych darowizn dokonanych na przysłowiowe pół godziny przed śmiercią darczyńca może spowodować, że w masie spadkowej nie pozostaną żadne aktywa, to musimy stwierdzić, że obecny k.c. zupełnie nie chroni wierzycieli spadku. Nietrafione są także zarzuty obejścia przepisów o dziedziczeniu – wystarczy wszak zapisać w nowelizacji, wzorem przedwojennego kodeksu zobowiązań, że przedmiotem darowizny na wypadek śmierci nie może być zbycie całości lub części majątku przyszłego.

Moim zdaniem należy dążyć do wprowadzenia do polskiego systemu prawa prywatnego obu tych instytucji. Dzięki swoim odrębnościom mogą się doskonale uzupełniać, przez co oddadzą w ręce obywateli klucze otwierające drzwi tych sfer prawa prywatnego, które mimo upływu dwudziestu lat od zmiany systemu politycznego w naszym kraju pozostają zamknięte.


czwartek, 8 lipca 2010

Czy mamy p.o. prezydenta? (art. z Rzepy, lipec 2010)

A wszystko przez niedorobioną redakcję art. 131 ust. 2 Konstytucji RP w brzmieniu:

Marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej, wykonuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej w razie:

1) śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej,

2) zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej,

3) stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze,

4) uznania przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego,

5) złożenia Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.

Czy Polska ma p.o. prezydenta?

Marek Domagalski , Wojciech Wybranowski 08-07-2010, ostatnia aktualizacja 08-07-2010 04:12

Część konstytucjonalistów uważa, że do zaprzysiężenia prezydenta nikt nie może pełnić obowiązków głowy państwa
Prezydent elekt Bronisław Komorowski dziś złoży rezygnację z funkcji marszałka Sejmu. Prawnicy się zastanawiają, czy jego następca będzie miał prawo wykonywać obowiązki głowy państwa do momentu zaprzysiężenia Komorowskiego

Prezydent elekt Bronisław Komorowski nie został jeszcze zaprzysiężony, a dziś ma zrzec się funkcji marszałka Sejmu. – Zrobi to, by nie było żadnych wątpliwości co do tego, że łączy funkcję marszałka i prezydenta elekta – tłumaczy Rafał Grupiński, wiceszef Klubu PO.

Tymczasem od katastrofy smoleńskiej i śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego to marszałek wypełnia obowiązki głowy państwa. Czy przejmie je Grzegorz Schetyna (PO), który jutro ma zostać wybrany na miejsce Komorowskiego?

Część prawników uważa, że zrobić tego nie może.

Znana od dawna luka

Zwolennicy tego stanowiska wskazują art. 131 ust. 2 konstytucji, który mówi, że po śmierci prezydenta (ale też np. zrzeczeniu się urzędu) „marszałek Sejmu tymczasowo, do czasu wyboru nowego prezydenta”, wykonuje jego obowiązki.

– „Wybór” nastąpił 4 lipca, co uchwała PKW tylko potwierdziła, i od tego dnia nikt nie może wykonywać obowiązków prezydenta aż do zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego – twierdzi dr hab. Jerzy Ciapała, konstytucjonalista z Uniwersytetu Szczecińskiego. – Jest luka prawna w konstytucji, znana od dawna, była wskazywana np. na majowej konferencji konstytucjonalistów w Międzyzdrojach.

Tę lukę prawną dostrzegł m.in. zespół do opracowania przygotowanej na przełomie roku nowelizacji konstytucji autorstwa Platformy Obywatelskiej. W projekcie tym sformułowanie „do czasu wyboru nowego prezydenta” zastąpiono słowami: „do czasu objęcia urzędu przez nowo wybranego prezydenta”.

Według ekspertów w obecnej sytuacji wypełnianie obowiązków prezydenta przez nowego marszałka grozi tym, że np. podpisane przez niego ustawy mogłyby być skutecznie kwestionowane przed Trybunałem Konstytucyjnym.

– Gdyby mnie pytano, czy mamy teraz pełniącego obowiązki prezydenta czy nie, odpowiedziałbym, że nie mam pewności – wskazuje z kolei dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Prawnicy zauważają, że w związku z tymi zastrzeżeniami wypełniać obowiązków nie może również prezydent elekt. – Być może Komorowski właśnie dlatego tak szybko i niespodziewanie rezygnuje z wykonywania obowiązków prezydenta, żeby nie mieć z tymi konstytucyjnymi problemami nic wspólnego – zastanawiają się.

Część ekspertów widzi jednak rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Zdaniem prof. Piotra Winczorka, konstytucjonalisty z UW, zwrot „do czasu wyboru” można i należy zinterpretować w ten sposób, że oznacza on wybór i zaprzysiężenie prezydenta elekta. Według niego przemawia za tym wykładnia celowościowa oparta na założeniu, że państwo musi mieć głowę (państwa).

Przy takiej interpretacji prawa obowiązki prezydenta wypełnia marszałek Sejmu, a jeżeli on nie może ich wykonywać, marszałek Senatu.

Politycy podzieleni

– Pierwszy raz jesteśmy w takiej sytuacji. Twórcy konstytucji nie przewidzieli wszystkiego i musimy sobie poradzić z tym problemem najlepiej, jak tylko potrafimy – mówi Krzysztof Brejza, poseł PO, prawnik, członek Sejmowej Komisji Ustawodawczej. – Konstytucja nie jest idealna, wymaga przeglądu, co Platforma wielokrotnie podnosiła. Natomiast teraz nie możemy blokować funkcjonowania państwa. Sytuacja, w której p.o. prezydenta w pewnym momencie zostaną Grzegorz Schetyna czy marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, jest moim zdaniem dopuszczalna, a przepisy konstytucji nie są aż tak precyzyjne, by to uniemożliwiały. Przy wątpliwościach powinniśmy kierować się wykładnią funkcjonalną, czyli troską, by państwo sprawnie działało.

Stanisław Rydzoń, poseł Lewicy, prawnik i członek tej samej komisji: – Żeby prezydent elekt objął urząd, ważność wyborów musi stwierdzić Sąd Najwyższy. Do tego czasu, i do złożenia przysięgi, nie ma możliwości działania jako prezydent. Przez ten czas obowiązki prezydenta sprawuje marszałek Sejmu. Jeśli więc Sejm wybierze na marszałka Grzegorza Schetynę, to zgodnie z prawem będzie pełnił obowiązki prezydenta.

– PO wykorzystuje nadzwyczajną sytuację i pewne braki w konstytucji do przedłużenia prezydenckiej władzy, jaka obecnie pozostaje w rękach tej partii – krytykuje Karol Karski, poseł PiS, prawnik, członek komisji ds. poselskich projektów konstytucji. – Trzeba sprawnie interpretować konstytucję, ale widzimy, że następuje maksymalne odsunięcie w czasie zaprzysiężenia nowego prezydenta. Już słyszymy, że miałoby to nastąpić 17 czy 18 sierpnia, a to oznacza obchodzenie przepisu o pięcioletniej kadencji prezydenta. Przedłuża się w ten sposób władzę PO na tym urzędzie.

Rzeczpospolita


Analiza prawna: Czy Polska ma p.o. prezydenta?

Jerzy Ciapała 08-07-2010, ostatnia aktualizacja 08-07-2010 16:03

Konstytucja każe kontestować prawidłowość sekwencji zdarzeń prawnych i politycznych – obecności „trzech prezydentów” w jednym dniu - pisze dr hab. Jerzy Ciapała

Wykładnia art. 131 ust. 2 konstytucji wyraźnie wskazuje, że marszałek Sejmu ma kompetencje do tymczasowego zastępowania prezydenta (w razie jego śmierci) jedynie do czasu wyboru nowego prezydenta. Czas wyboru to dzień wyrażenia woli przez naród – suwerena, co potwierdza Państwowa Komisja Wyborcza oraz weryfikuje w zakresie ważności wyborów Sąd Najwyższy. Nie są więc prawdziwe stwierdzenia, jakoby o wyborze decydował SN, czyli dopiero od daty jego uchwały mamy prezydenta elekta. Odrębną doniosłość ma zatem samo uzyskanie mandatu przez nowego prezydenta, odrębną zaś możliwość jego wykonywania, czyli pełnienia urzędu. Objęcie urzędu i rozpoczęcie wykonywania pełni kompetencji następuje bowiem bezpośrednio po złożeniu przysięgi wobec Zgromadzenia Narodowego (art. 130 konstytucji).

Powyższe uwagi każą powątpiewać, czy możemy utożsamiać wybór z objęciem urzędu. Niestety, przemawia przeciwko temu wykładnia językowa konstytucji.

Ocena profesora Piotra Winczorka wskazująca, że marszałek Sejmu powinien zastępować prezydenta do czasu objęcia urzędu, jest zrozumiała na gruncie tzw. wykładni celowościowej. Ponieważ prezydent (a zatem i zastępujący go marszałek) ma za zadanie gwarantowanie ciągłości władzy państwowej (art. 126 ust. 1 konstytucji), można przyjąć takie wnioskowanie co do treści norm konstytucyjnych. Nie podzielam takiej argumentacji wybitnego prawnika, lecz ją rozumiem i traktuję jako próbę wybrnięcia z sytuacji, którą wywołała wadliwa redakcja przepisów konstytucji. Rozumiem opinię prof. Winczorka także dlatego, że konstytucja ujmuje Rzeczpospolitą jako dobro wspólne (art. 1), co implikuje konieczność zachowania ciągłości władzy. W tym kontekście powstaje jednak podstawowe pytanie, dlaczego marszałek Bronisław Komorowski (prezydent elekt) zdecydował się na natychmiastowe złożenie mandatu. Należy jednak przyjąć dobrą wolę i intencje osób piastujących najwyższe stanowiska w państwie. Zgodnie z podzielaną przeze mnie interpretacją prof. Pawła Sarneckiego: „Marszałek Senatu przejmuje kompetencje prezydenta jedynie wówczas, gdy marszałek Sejmu uczynić tego nie może. Muszą więc występować obiektywne i dostatecznie ważkie ku temu powody, a nie tylko subiektywna niechęć czy względy polityczne” (komentarz P. Sarneckiego do art. 131 „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Wyd. Sejmowe 1999".

Poczynione uwagi każą kontestować prawidłowość sekwencji zdarzeń prawnych i politycznych – obecności „trzech prezydentów” w jednym dniu. Stwarzają ryzyko kwestionowania czynności prawnych nowego marszałka Grzegorza Schetyny w zakresie, w którym będzie zastępował prezydenta RP.

rp.pl

Dzień trzech prezydentów (8 lipca 2010)

i dwóch Marszałków Sejmu

o 8:30
Komorowski zrezygnował łącznie z funkcji Marszałka Sejmu i mandatu poselskiego. Władzę prezydencką przejmuje Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

i pełni ją pełni do ok. 18:30
międzyczasem podpisuje Konstytucję RP i ją wystawia na aukcję, zapewne mocno charytatywną

18:30
Sejm wybiera Grzegorza

Grzegorz przemawia już jako Marszałek Sejmu

a na galerii jego poprzednicy

czwartek, 11 lutego 2010

uprawnienia świadka przed komisją śledczą

Art. 11c. 1. W postępowaniu przed komisją osobie wezwanej służy w szczególności prawo do:
1) uchylenia się od odpowiedzi na pytanie, jeżeli jej udzielenie mogłoby narazić osobę wezwaną lub osobę dla niej najbliższą w rozumieniu art. 115 § 11 Kodeksu karnego na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe;
2) odmowy zeznań, gdy jest ona osobą podejrzaną o popełnienie przestępstwa pozostającego w ścisłym związku z czynem stanowiącym przedmiot postępowania albo gdy za to przestępstwo została skazana;
3) żądania, aby przesłuchano ją na posiedzeniu zamkniętym, jeżeli treść zeznań mogłaby narazić na hańbę osobę wezwaną lub osobę dla niej najbliższą w rozumieniu art. 115 § 11 Kodeksu karnego;
4) odmowy zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się ciążący na osobie wezwanej obowiązek zachowania tajemnicy ustawowo chronionej, w przypadkach określonych w przepisach niniejszej ustawy;
5) zgłoszenia wniosku o zarządzenie przerwy w posiedzeniu komisji;
6) zwrócenia się z wnioskiem o umożliwienie swobodnego wypowiedzenia się w objętej przesłuchaniem sprawie;
7) zwrócenia się z wnioskiem o uchylenie pytania, które w ocenie osoby wezwanej sugeruje jej treść odpowiedzi, jest nieistotne bądź niestosowne;
8) zwrócenia się z wnioskiem o zmianę terminu przesłuchania;
9) złożenia wniosku o dokonanie czynności, które komisja może albo ma obowiązek podejmować z urzędu;
10) złożenia wniosku o wyłączenie członka komisji w trybie art. 5 albo 6 ustawy.
2. O uprawnieniach wymienionych w ust. 1 osobę wezwaną poucza się przed rozpoczęciem przesłuchania.
3. Na decyzję przewodniczącego komisji oddalającą wniosek osoby wezwanej, w sprawach określonych w ust. 1 pkt 5-9, służy jej odwołanie do komisji. Komisja rozstrzyga o odwołaniu w drodze głosowania, większością głosów.