niedziela, 12 lipca 2015

Czasem muszę dawać samej sobie z liścia



Michał Piasecki, dziennikarz i publicysta, interesują mnie kontrowersje 

- W życiu nie ma idealnych puzzli. Miałam wszystko i roztrwoniłam to. Teraz wracam - wyznaje Marika. W branży jest jednym z najbardziej gorących nazwisk. A kim jest na co dzień? Szczera rozmowa o własnych kompleksach, wierze, nieudanym małżeństwie, a także polskim show biznesie. Wszystko w tzw. "Strefie 18+", podczas festiwalu młodzieżowego Campo Bosco.


Co znaczy poszukująca?


Marika: Poszukuję drogi powrotnej. Bardziej niż poszukująca jestem więc „wracająca".


Skąd – dokąd?


Zazdroszczę tym, których przekonania, że Bóg kocha człowieka nic nie jest w stanie wzruszyć. Moje w pewnym momencie legło w gruzach. Przestałam w to wierzyć.


Czemu?


Pochodzę z bardzo wierzącej rodziny. Jako dziewczynka jeździłam na oazy, pielgrzymki… W pewnym momencie obraziłam się na Boga. Pomyślałam, że z tymi systemami religijnymi i bogami jest tak, że sami budujemy sobie piekło i niebo na ziemi. Boga wymyślamy, gdy spotyka nas tragedia, np. śmierć kogoś bliskiego. W rzeczywistości Boga nie ma – wszystko jest tylko kwestią ludzkiej woli. Systemy religijne sprowadzają się do tego samego, a różnią się tylko otoczką kulturową. Uwierzyłam w to i zakwestionowałam wszystko, co mi przekazano w domu. Wyparłam moją dziecinną, oazową i pielgrzymkową wiarę.


Dlaczego?

Dlaczego?


Jako 25-latka wyszłam za mąż... Jestem rozwiedziona. Nie życzę tego nikomu. To najpoważniejsze doświadczenie życiowe, które wstrząsnęło moją wiarą. Przeszłam przez procedury w świetle prawa kanonicznego, które trwały cztery lata. Kościół nie uznaje rozwodów, ale w pewnych uzasadnionych przypadkach, które są wnikliwie badane, może zakwestionować w ogóle ważność sakramentu małżeństwa. Jestem przykładem takiej procedury. Dziś nie jestem żoną. Stoją za tym poważne przesłanki...


Za to obraziłaś się na Boga?


Nie jestem człowiekiem mocnej wiary. Miałam wszystko i roztrwoniłam to… (wyraźne wzruszenie). Bardzo często człowiek dorosły ma taką dziecięcą wiarę, że Matka Boska płaszczem zakryje i jest cud nad Wisłą, a wszystko jest takie magiczne. Potem przydarza się taka pustynia, jak mnie. Jeśli człowiek wraca, zyskuje wiarę zupełnie innego rodzaju. Trudną, ale chyba najważniejszą…


Jak ci idzie to „wracanie"?


Czasami się potykam. Ale nie ma co sobie wyrzucać, że człowiek wątpi. Nie ma sensu przed tym uciekać. Trzeba stawić czoła niepewności i wynikającym z niej lękom. Powiem więcej: uważam, że należy ze spokojem i radością pozwolić sobie na wątpienie – to jest ludzkie.


Marika w "Strefie 18+" Campo Bosco, fot. Campo Bosco Magazyn Marika w "Strefie 18+" Campo Bosco, fot. Campo Bosco Magazyn Przypnij na PinterestPodziel się

Jesteś niedowiarkiem?


Po długim kryzysie i załamaniu duchowym stwierdzam dziś, że bywam niedowiarkiem i muszę to zaakceptować. Siły i stabilności szukam w chwilach pewności i spokoju. Człowiek wątpi z natury ale nie powinien doprowadzać tych stanów do ekstremum. Jeśli pragniesz wiary – nie możesz się poddać tylko dlatego, że nie wszystko jest dla ciebie jasne. Dziś wiem, że wątpliwości wcale nie oznaczają, że wszystko w co wierzę jest jedynie moim wymysłem.


Był jakiś moment przełomowy od którego zaczęło się „wracanie"?


Ktoś wyciągnął mnie na rekolekcje z o. Adamem Szustakiem. Coś zaczęło się dziać… Był we mnie elementarny głód i cień nadziei, że jednak ktoś nade mną czuwa. Nietzsche powiedział, że jeżeli Boga nie ma, to moralność nie ma sensu i rzeczywiście miał rację. Dzięki Bogu, ktoś mnie przyciągnął za uszy na tę ścieżkę i padło na mnie znowu trochę światła. Ta tęsknota za niebem, które widziałam i widzę w oczach Jana - mojego ukochanego 94-letniego dziadka, sprawiły, że wracam. Jestem na początku tej drogi. Nie ma dnia, żebym sobie nie zadawała pytania: „Czy Ty jesteś?" I dzięki Bogu, jak do tej pory, cały czas odpowiadam sobie „Jesteś…" (wyraźne wzruszenie).


KOŚCIELNE FRAZESY


Jak słyszysz, że „Bóg kocha Marikę", to co czujesz?


Teraz? Ulgę. Spokój. Wydaję mi się, że to, co sprawiło, że zwątpiłam kiedyś w słuszność tego zdania to mózg, który wszystko chciałby obliczyć. Nawet rzeczy, które nie są przeliczalne z zasady. Wyparł więc i zanegował, by nie oszaleć to, czego nie rozumiał. Nie tylko zimna kalkulacja powinna nam porządkować świat. Jeśli posłucham głosu, który jest wewnątrz mnie, to w zdaniu „Bóg kocha Marikę" znajduję błogie ukojenie.


Zdarza Ci się zachodzić do kościoła?


Oczywiście. Czytam Pismo Święte ale nie potrafię znaleźć w nim sensów, które dostrzegają choćby bibliści, czytający je w oryginale, interpretujący fragmenty w ich kontekstach, np. historycznych. Chodzę do kościoła, by ktoś mądrzejszy naprowadził mnie na jakiś pomysł, jak zrozumieć Boże Słowo. Biblia często brzmi jak stara klechda czy zbiór legend z określonego kręgu kulturowego, jeśli czyta się ją bez tych kontekstów. A ja chcę zrozumieć więcej!


Uprawiasz tzw. churching?


Jak idę do kościoła to przyznaję, że jestem bardzo grymaśna i wymagająca jeżeli chodzi o głoszone słowo. Wiem czego szukam. Wybieram więc raczej msze dla dorosłych lub akademickie.


Dlaczego?


Mówi się w ich trakcie nieco innym językiem. Inaczej interpretuje się czytania, głębiej. Tego właśnie szukam. Na mszy przeznaczonej dla dzieciaków, młodzieży, dorosłych i seniorów, język jest uśredniony i pojawia się wiele okrągłych sformułowań, które mnie odrzucają. Jak słyszę, że tu „miłość bliźniego", tam „łaska zbawienia", a dalej znowu „boża opatrzność" to mnie skręca! Wiem, że to prawda ale dla mnie to są frazesy. Potrzebuję takiego prztyczka w nos i w mózg; żeby mi powiedziano interpretując jakąś biblijną przypowieść, coś, co odsłoni przede mną zupełnie nowe postrzeganie świata i własnego postępowania.


Więc chodzisz tam jak na jakieś seanse inspiracji?


Nie. Chodzę po to, by funkcjonować we wspólnocie. Po to samo ludzie chodzą na koncerty rockowe, jeżdżą na festiwale, przychodzą na stadiony i mecze. Chodzi o to, żeby pójść między ludzi, którzy dzielą te same rozterki, pragnienia, nadzieje i sposób myślenia. By poczuć się wśród nich bezpiecznie i silnie. Nie tylko ja mam wątpliwości, nie tylko ja tęsknie i chcę coś zrozumieć.


Łączy Was to samo spoiwo?


Tak. Coś ci powiem o modlitwie: Mój ukochany człowiek na tym świecie, czyli dziadek Jan wstąpił kiedyś do zakonu franciszkanów. Musiał jednak wrócić na wieś i zająć się rodziną, gdy zmarł jego tata. Do dziś Jan modli się w taki sposób, że chciałabym chociaż raz w życiu się tak pomodlić jak on. Ma super żoneczkę – nazywa się Bola, ma 93 lata i w przeciwieństwie do dziadka nie chciała iść do zakonu (śmiech). Jan jest osobą bardzo prostolinijną. Skończył raptem 7 klas podstawówki. Ale jest najgłębszą osobą, z jaką miałam do czynienie. W jego oczach widzę Niebo.


ZWIĄZEK IDEALNY NIE ISTNIEJE


Skoro znów jesteśmy przy małżeństwie, na jakim gruncie chcesz budować nowy związek, rodzinę?


(po dłuższym milczeniu) Na przyjaźni, szacunku, wyrozumiałości. I na poświęceniu. Wiesz, niesamowite jest jakich odkryć dokonuje człowiek po pewnym czasie. Przez 30 lat nosiłam w głowie coś, co włożono mi tam łopatą, gdy miałam lat pięć ale dopiero teraz to zrozumiałam. Dotarło do mnie, że nie ma czegoś takiego jak doskonały związek, i nie ma ludzi, którzy idealnie do siebie pasują. W życiu nie ma idealnych puzzli.


Marika na okładce "CBM", fot. Campo Bosco Magazyn Marika na okładce "CBM", fot. Campo Bosco Magazyn Przypnij na PinterestPodziel się

Jak to rozumiesz?


Gdy spojrzysz na drugą osobę, zadasz sobie pytanie „Czy ty to ty?" i odpowiesz „Tak, to ty", przyjmując jednocześnie do wiadomości, że będą takie sytuacje, gdy stracisz co do tego pewność, możesz się na to przygotować. Dzisiaj wiem, że mężczyzna, którego kocham to on i nikt inny. Wiem też, że będę mieć wątpliwości i będziemy mieć kłopoty. Nastąpi moment, gdy będę słaba i będę chciała wszystko zepsuć. Tym razem jestem jednak na to gotowa psychicznie. Nie ugnę się pod ciężarem, bo wiem, że ta noc przeminie, że to chwilowe; bo wiem, że „ty to ty". Rozumiesz? Dziś myślę, że tylko z taką świadomością można zaczynać związek.


Czyli, gdzie zostały popełnione błędy?


Do tej pory wychodziłam z założenia, że jak się ludzie kochają, to wszystko będzie dobrze. Nie przyjmowałam do wiadomości, że może być kiepsko. Nie byłam na to gotowa. Potem, gdy przychodzi czarna noc ludzie się poddają i tracą piękną relację. Niektórzy wyrzucają pralkę i kupują nową, bo nie chce im się jej reperować. Lub nie wiedzą jak. Dziś wiem, że moja pralka może się zepsuć ale jestem gotowa ją reperować, bo wiem, że warto! Na tej myśli tworzyć związek.


A co na to „pralka"?


(śmiech) Mam o tyle utrudnione zadanie, że chciałabym budować związek na wspólnym pniu, którym jest Bóg. Nie mam łatwej ścieżki, bo człowiek którego kocham nie uważa się za osobę wierzącą. Twierdzę wprawdzie, że nie do końca ma rację (śmiech). To nie jest proste ale wydaje mi się, że nie jest też niemożliwe.


Chcesz mieć dzieci?


Marzę o tym. Jestem klasycznym dzieckiem z wielodzietnej rodziny, które samo chce mieć wielodzietną rodzinę.


PUSTOSTAN, TARCIE CHRZANU I SHOW BIZNES


Spełniasz się jako jeden z trybików show biznesu?


Pracując w show biznesie, mam od czasu do czasu wrażenie, że to wszystko jest pozorne, tak bardzo na niby i na pokaz. Czuję się w tym dyskomfortowo, ale taką mam specyfikę pracy. Jedyne, co mogę zrobić, to dawać sobie co jakiś czas z liścia i otrzeźwiać się, by nie przyklejać się do tego mentalnie.


Do czego?


Wiesz, w tej branży co jakiś czas trzeba stanąć na ściance, ale nie możesz zapominać, że ścianka to nie jest twoja praca. Każdy może stanąć na ściance. Kompletnie nic z tego nie wynika. Jesteś obdarzony talentem, którym masz się dzielić i nie wolno ci go zakopywać. Twoja obecność w show biznesie ma sens, gdy jesteś w stanie zrobić coś, co będzie darem pożytecznym dla drugiego człowieka. Jeśli nie – idź trzyj chrzan!


Marika podczas Campo Bosco, fot. Campo Bosco Magazyn Marika podczas Campo Bosco, fot. Campo Bosco Magazyn Przypnij na PinterestPodziel się

W mediach to wygląda jakbyście wszyscy chrzan tarli...


Budując swój wizerunek, np. poprzez zdjęcia na Instagramie, uzyskuje się pusty efekt. Jak ktoś zobaczy jedynie moje zdjęcia, stwierdzi, że laska ciągle zmienia stroje, jest na różnych scenach, więc podróżuje, chodzi biegać i na basen, więc dba o zdrowie. Tyle. Pustostan! Wynika z tego, że jestem – za przeproszeniem – tępą dzidą. Świat, który składa się z tego, co widzi się na Facebooku czy Instagramie – jest światem płaskim i ubogim. Food porn, czyli zdjęcia żarcia, informacje o tym, że idę tu, czy robię tamto... To nie sprawia, że ktoś się czegokolwiek o mnie dowie. Trzeba usiąść, porozmawiać i zajrzeć sobie w głąb duszy, by rzeczywiście nawzajem się poznać.


Dostrzegasz zagrożenie w tak ekspansywnym rozwoju nowych mediów?


Największym zagrożeniem dla człowieka nie są portale społecznościowe, ale jego własny mózg. Sama często potrzebuję totalnego detoksu od internetu, komputera i komórki. To są tylko narzędzia, ale czasem nas przytłaczają. Są jak smycz. Jeśli myślisz nad czymś twórczo, musisz się w pewnym stopniu wyabstrahować z rzeczywistości, skupić się. Tymczasem media sprawiają, że cały czas jesteśmy w zupie, gdzie bez przerwy coś do ciebie przypływa – a to ziemniak, a to marchewka – i rozprasza.


ZA MAŁE CYCKI, ZA DUŻY NOS


Czego brakuje młodemu człowiekowi, by był szczęśliwy? Co mu przeszkadza?


Strasznie trudne pytanie. W ogóle ten wywiad nie jest łatwy. Zadajesz trudne pytania.


Tylko takie mają sens…


To prawda…


A więc?


Chyba jestem słabym socjologiem. Powiem ci co mi przeszkadza być szczęśliwą. Ciągłe porównywanie się z innymi sprawia, że nie potrafię dostrzec tego co mam w sobie wyjątkowego. Zżera i truje nas zazdrość. Z drugiej strony jest „ambicja – twoja szalona religia", jak śpiewa Muniek. Ona sprawia, że chcemy być i mieć więcej niż jesteśmy w stanie. To, że nie jesteśmy dość mądrzy, piękni czy bogaci wprawia nas w frustrację.


To samo chyba dotyka nastolatków…


Wydaje mi się, że im w szczęściu przeszkadza popularna dziś postawa roszczeniowa. Nie tyle buntują się przeciwko zasadom rodziców, co uważają, że wszystko im się należy. I ten strach przed wychyleniem się wśród rówieśników. To się przeradza w kult unifikacji zachowań. Wszyscy chodzą w takich samych ciuchach, na Facebooku i Instagramie robią selfie z zestawem trzech identycznych min i powielają schematy ogólnie uznane za „cool". Najbardziej w szczęściu przeszkadza jednak poczucie, że jestem nic nie wart. Młodzi ludzie zachowują się często małostkowo i okrutnie, kiedy mają fatalne zdanie o sobie samych. Gdy ktoś w środku sobą gardzi, to gardzi też innymi na zewnątrz. By być szczęśliwym, trzeba spojrzeć na siebie w pełni prawdziwego – dostrzec nie tylko wady ale też tą iskrę bożą, którą mam. Jak ktoś tego nie widzi albo w to nie wierzy, epatuje nieszczęściem na całe otoczenie ale przede wszystkim na wszystko co robi.


Kompleksy. Gwiazda Marika ma kompleksy?


Powiem szczerze: to, że jestem rozpoznawalna jest dla mnie bardzo zaskakujące. Mam 165 cm wzrostu, trochę krzywe nogi, dużą głowę, duży nos… Nie jestem modelową postacią, jestem raczej dziwna. Weźmy ten nos. Przez długi czas miałam przez niego kompleksy. Nie mogłam znieść tego, że mam na twarzy taki kartofel. Z czasem jednak to właśnie mój nos nauczył mnie, że trzeba umieć akceptować w sobie rzeczy, na które nie ma się wpływu. Nawet z takiego nosa, którego w sobie nie lubisz, może wyniknąć dobro, on może stać się twoim atutem, jeżeli zrozumiesz, że właśnie takie niedoskonałości czynią cię wyjątkowym.


Maleo i Marika w Strefie 18 + podczas Campo Bosco, fot. Campo Bosco Magazyn Maleo i Marika w Strefie 18 + podczas Campo Bosco, fot. Campo Bosco Magazyn Przypnij na PinterestPodziel się

Wytłumacz to 15-latce dla której to dramat porównywalny z Hiroszimą!


W filmie „Druga Ziemia" jeden z bohaterów opowiada historię astronauty, który zamknięty w kapsule cały czas słyszał takie cichutkie, monotonne „pikania". W pewnym momencie ten dźwięk doprowadził go na skraj szaleństwa. Wtedy zrozumiał, że musi go pokochać, by nie zwariować. Gdy to zrobił, tortura się skończyła. W zasadzie przestał słyszeć ten dźwięk. Podobnie było z moim nosem (śmiech).


Nieźle...


Często sami stwarzamy sobie problemy, które potem interpretujemy jako najgorsze na świecie. Dziewczyny często tak mają. „Mam za małe cycki, za duży nos, nie umiem śpiewać albo mam kijowy akcent po angielsku". Rzecz, na którą nikt nie zwróciłby uwagi lub która wręcz dodaje uroku, jesteśmy w stanie rozdmuchać do rangi problemu, który złamie nam życie. Tymczasem to my nadajemy sens i znaczenie rzeczom. Jesteśmy w stanie odwrócić wektor! Nos, który mi się nie podoba, może stać się moim atutem!


Wiesz co, nie zgodzę się, że jesteś słabym socjologiem…


(śmiech) Dzięki.

Brak komentarzy: