niedziela, 20 marca 2011

czemu Tusk nie wysłał F-16 nad Libię?

Eugeniusz Kłopotek (PSL):

- Stać nas na to, żeby wysłać do Libii 2-3 eskadry, ale dobrze się stało, że nie bierzemy udziału w tej akcji
- Ile jest krajów na świecie, gdzie prawa człowieka są łamane, a nie dochodzi tam do interwencji?

Stefan Niesiołowski (PO):

- To fałszywa teza. To znaczy, że jak nie można złapać wszystkich złodziei, to nie można dogonić jednego? Kaddafi od 40 lat morduje swój naród. To jest powstanie przeciw tyranowi

Kawa na ławę, 20 marca 2011 - w 8. rocznicę interwencji w Iraku 2003

sobota, 12 marca 2011

Złote żniwa. Zagadkowe zdjęcie

A zaczęło się od: Gorączka złota w Treblince

Jeszcze do niedawna zdjęcie to było podpisywane tak:

„To nie jest zdjęcie ze żniw. Kopacze z Wólki Okrąglik i sąsiednich wsi pozują do wspólnej fotografii z milicjantami, którzy zatrzymali ich na gorącym uczynku. W chłopskich kieszeniach były złote pierścionki i żydowskie zęby. U stóp siedzących ułożone czaszki i piszczele zagazowanych”. Reporterzy dostali zdjęcie od Tadeusza Kiryluka, byłego kierownika Muzeum Męczeństwa Żydów w Treblince. Kiryluk powiedział reporterom, że zdjęcie przedstawia „kopaczy” złapanych przez milicję w dużej akcji, krótko po wojnie”



Artykuł z dzisiejszej Wyborczej poniekąd rozwiązuje zagadkę postaci ze zdjęcia. Przynajmniej teza iż są to łupacze z Treblinki upada, bo zdjęcie zrobiono gdzie indziej.

Powiększenie. Nowe oblicze znanego zdjęcia


Od redakcji


Najpierw był reportaż sprzed trzech lat „Gorączka złota w Treblince”. Marcin Kowalski i Piotr Głuchowski, reporterzy „Dużego Formatu” „Gazety” opisali przykłady rabowania przez mieszkańców wsi masowych grobów pomordowanych Żydów. Zilustrowali to fotografią. Podpis brzmiał tak: „To nie jest zdjęcie ze żniw. Kopacze z Wólki Okrąglik i sąsiednich wsi pozują do wspólnej fotografii z milicjantami, którzy zatrzymali ich na gorącym uczynku. W chłopskich kieszeniach były złote pierścionki i żydowskie zęby. U stóp siedzących ułożone czaszki i piszczele zagazowanych”. Reporterzy dostali zdjęcie od Tadeusza Kiryluka, byłego kierownika Muzeum Męczeństwa Żydów w Treblince. Kiryluk powiedział reporterom, że zdjęcie przedstawia „kopaczy” złapanych przez milicję w dużej akcji, krótko po wojnie”.

Zdjęcie stało się inspiracją dla Jana Tomasza Grossa, który umieścił reprodukcję na obwolucie swojej książki eseju „Złote żniwa” (trafiła do księgarń w czwartek). Gross uznaje, że dziennikarze „Dużego Formatu” mają rację, a zdjęcie stało się katalizatorem jego historii o hienach rabujących masowe groby.

Tropem zdjęcia poszli też Michał Majewski i Paweł Reszka, reporterzy „Rzeczpospolitej”. W tekstach „Zagadka starego zdjęcia” i „Tajemnica zdjęcia z Treblinki” sugerują dwie wersje. Przytaczają wypowiedź Kiryluka, który mówi im co innego, niż reporterom „Dużego Formatu”. Że na zdjęciu są ludzie porządkujący teren. Dziennikarze „Rz” wykluczają, że zdjęcie przedstawia „kopaczy” złapanych w czasie tej obławy, którą opisali Kowalski z Głuchowskim: miała ona miejsce w marcu, a zdjęcie zrobiono najwyraźniej latem. W kolejnej publikacji Majewski i Reszka dochodzą do wniosku, że zdjęcie nie musiało zostać wykonane w Treblince i nie musi przedstawiać obławy na „kopaczy”.

Gross w swoim eseju opowiada się za ustaleniami Kowalskiego i Głuchowskiego. Uważa, że za twierdzeniami „Rzeczpospolitej” „nie przemawiają żadne dowody materialne”.

---------

Bez stresu

Na ekranie komputera powiększam kilkakrotnie "materialny dowód". Centymetr po centymetrze oglądam to, co już znane, opisane.

Co najmniej 42 postaci ubrane w codzienne stroje. Kobiety w luźnych, długich spódnicach, chusty na głowie, mężczyźni w koszulach, czapkach z daszkami. Pierwszy rząd siedzi lub klęczy, kilka osób bosych. Stojący podpierają się na łopatach.

Z lewej strony ośmiu żołnierzy lub milicjantów. Zbici w gromadkę, tylko jeden na skraju fotografii jakby zatrzymał się w pół kroku przed innymi, tachając przed sobą karabin maszynowy.

Za plecami cywilów stoi dwóch mundurowych. Jeden ma przekrzywioną czapkę.

Luz towarzyszący bohaterom zdjęcia wydaje się oczywisty. Ledwie kilkanaście osób patrzy w kierunku aparatu, reszta zajęta pogawędkami. Kilku cywili z prawej uśmiecha się do środka, kilku w środku patrzy na kobiety z prawej. Jeden z mężczyzn przyklęknął, trzymając niedbale łopatę, jakby w trakcie pogawędki z kobietą w kraciastej chuście.

Doktor Sławomir Sikora, antropolog wizualny, który zajmuje się analizą historycznych zdjęć, nie chce niczego rozstrzygać. Przyznaje: - Grupa ludzi nie wydaje się szczególnie zestresowana, schwytana na gorącym uczynku.

To samo mówi Joanna Bartuszek, etnografka, autorka książki o fotografii chłopskiej: - Moje wrażenie jest takie, że grupa chłopów porządkuje teren lub ekshumuje szczątki pod nadzorem mundurowych. I obydwoje dodają, że trudno o pewne wnioski, gdy nie zna się kontekstu zdjęcia.

Trzy szczegóły

Powiększam zdjęcie dziesięciokrotnie, by wychwycić to, co było niewidoczne.

1. Co najmniej cztery osoby ubrane po cywilnemu, stojące z lewej strony fotografii, nie patrzą w obiektyw, lecz w swoją lewą stronę. Dwie postacie z prawej patrzą w swoją prawą stronę. Podobnie dwie siedzące kobiety odwracają głowy do tyłu. Dwaj z prawej są rozbawieni, wyraźnie się uśmiechają.

Co odwraca ich uwagę? Dlaczego nie są skupieni na fotografie? Co ich bawi?

Rysuję na zdjęciu linie przedłużające ich spojrzenia. Wszystkie przecinają się w jednym miejscu. Co tam jest? Powiększam ten fragment na wydruku. Znowu lupa. To czapka, w zasadzie kaszkiet. Nie, kaszkiecik. Między kilkoma kobietami siedzącymi w pierwszym rzędzie wyłania się po prostu postać jakby siedząca na kolanach kobiety chyba przytrzymującej postać ramieniem. Bartuszek: - Ta główka w kaszkiecie jest mniejsza od pozostałych. Można przyjąć, że to dziecko.

Zatem ludzie ci mogli być rozbawieni zachowaniem dziecka. Czy "kopacze" plądrujący groby, profanujący zwłoki, mogli przyjść w z dzieckiem? Bawić się jego obecnością pod lufami mundurowych?

2. Przyglądam się tym lufom. Mundurowy, pierwszy z lewej, ma karabin, na którym błyszczy magazynek w kształcie talerza. Ale taki rkm nie był rzadkością w tamtym okresie. W wielu książkach historycznych, choćby o losach 6. Wileńskiej Brygady AK, znajduję zdjęcia wojskowych z takimi karabinami. Broń, wyraźną, ma jeszcze drugi mundurowy z lewej. Przewiesił ją sobie przez ramię. Spod łokcia wystaje kolba skierowana w dół. Za plecami musi być lufa.

Powiększam.

Ekran komputera nie jest dokładny. Sprawdzam na wydruku. Lupa do ręki. Gdzie jest lufa? Nie ma. Nie wystaje zza pleców. Pod łokciem mundurowego widzę jakby jej mały fragment. Ale idzie pod dużym kątem wobec kolby, a to znaczy, że strzelba jest w pozycji złamanej. Co to oznacza, wyjaśnia mi Krzysztof Lompert, instruktor Polskiego Związku Łowieckiego w Poznaniu, któremu podsyłam zdjęcie w wysokiej rozdzielczości. Pytam łowczego, bo to jedyne służby, które współcześnie w Polsce używają strzelb: - Broń w takim ułożeniu nie jest zdolna do strzału. Jeśli lufa skierowana jest do góry, to znaczy, że nie ma w niej amunicji, boby wypadła.

Bo, jak wyjaśnia Lompert, broń przełamuje się, by nikomu nie wyrządzić krzywdy. Gdyby mundurowi złapali rabusiów, dbaliby o gotowość do strzału.

3. Przy powiększeniu, za plecami pierwszego z lewej mundurowego, na horyzoncie wyłania się jakby wypukłość. Na wzgórzu? By utwierdzić się w domysłach, drukuję zdjęcie w formacie w wysokiej rozdzielczości, jak poprzednio w profesjonalnym zakładzie. Mocno oświetlam. Znów lupa. Wypukłość to co najmniej dwa budynki z elewacją jaśniejszą od dachów. Powiększam tylko ten fragment i drukuję. Już bez lupy widzę, że budynek wyższy stoi frontem do płaszczyzny fotografii, a drugi, nieco niższy, przylega do niego. Gdyby spojrzeć z góry, utworzą kompleks w kształcie litery T. Na powiększeniu widać też, że do jasnych budynków przylega coś ciemnego. Drzewa? Może ciemniejsze budynki?

Na dużym wydruku dostrzegam jeszcze inne zabudowania. Z prawej od budynków T z lasu wyłania się szpic podobny do kościelnej wieży. Pod nim, ale już niedaleko od miejsca zrobienia zdjęcia, może kilkadziesiąt metrów, widać jakby długie ogrodzenie. I jeszcze nietypowy pagórek, bardzo wysoki, być może nienaturalny. Konsultuję to z Jerzym Nogalem, fotoedytorem "Gazety Wyborczej". Ma wątpliwości, czy wieża nie jest aby smukłym drzewem, ogrodzenie - zabrudzeniem na zdjęciu, a pagórek - zbitką drzew. A budynek w kształcie T? Taaak. Choć może to sugestia?

Pytam jeszcze Mariusza Foreckiego, znanego fotoreportera. Ogląda fotografię:- Mogą to być jakieś zabudowania, ale zdjęcie nie jest zbyt czytelne - mówi.

Dziecko wśród dorosłych budzi wątpliwość, czy to hieny grobowe. Mundurowy z odbezpieczoną bronią nie może trzymać ludzi na muszce. Więcej nie da się jednak o tych wątpliwościach powiedzieć.

Ale charakterystyczne budynki - jeśli to budynki - mogą pozwolić odpowiedzieć na pytanie, gdzie zdjęcie zostało zrobione.

Twarze nadal anonimowe

Zjawiam się w Treblince na początku lutego. Przez media przetacza się debata o "kopaczach", bo dziennikarze jeszcze przed drukiem poznali tekst eseju Grossa. Zdjęcie jest już tak sławne, że Edward Kopówka, kierownik Muzeum Zagłady, trzyma oryginał pod kluczem.

Kopówka też chciał zbadać, czy zdjęcie pochodzi z Treblinki. Dał ogłoszenie w lokalnej prasie z powiększonymi twarzami bohaterów i apelem, by zgłaszali się świadkowie. Przyszedł tylko jeden mail, że to zdjęcie z Treblinki, ale bez konkretów.

"Gazeta" również opublikowała ogłoszenia w prasie podlaskiej. Z powiększonym zdjęciem i prośbą o kontakt. Odpowiedziało kilkanaście osób. W większości ciekawych, co udało nam się ustalić. Jedna z kobiet twierdziła, że na zdjęciu jest jej syn, w mundurze. Ale urodził się w 1956 r. A zdjęcie nie może pochodzić aż z lat 70. Inna kobieta uznała, że na zdjęciu jest jej ojciec. Czwarty z lewej. Upierała się, że w garniturze, bo nie nosił munduru. Ale ten mężczyzna na fotografii stoi na pewno w oficerkach, mundurze i wojskowej furażerce.

Innej misji podjęła się pani Mariola, pracownica muzeum w Treblince. - Zła sława wokół zdjęcia pozamykała okolicznych mieszkańców - mówi mi Kopówka - może dlatego nie było odzewu na zdjęcie? Mariola wychowała się w okolicy, może jej zaufają?

Z odbitkami powiększonych twarzy ze zdjęcia Mariola chodzi od drzwi do drzwi, rozmawia ze starszymi mieszkańcami. Kopówka miał nadzieję, że może choćby kto z zemsty, zawiści, wskaże sąsiada na zdjęciu, skoro cała Polska mówi, że to "kopacze". Nic. Marioli udaje się tylko wyszarpać od ludzi kilkanaście fotografii z okresu wojny. Postacie stojące na tle domów, zatrzymane przy pracy, ale żadna z fotografii nie wnosi niczego do pytania o tę słynną.

Trzeba spojrzeć z góry...

- Jeśli ludzie się nie poznają, to może nie to miejsce?

- A jak pan chce to zbadać? - pyta Kopówka. - Na zdjęciu przecież tylko las, piach i kamienie.

Rozkładam przed nim reprodukcję powiększoną dziesięciokrotnie.

- Znam to na pamięć - mówi.

- A to? - pytam.

Kopówka jest zaskoczony. Na oryginalnej fotografii 9x6 cm nie mógł tego dostrzec. - Nigdy - mówi - nie zetknąłem się z takimi obiektami w pobliżu obozu. Ani na zdjęciach historycznych, ani współcześnie.

To nie może być zdjęcie z Treblinki - mówi podniecony.

Kopówka zna region jak własną kieszeń, być może się nie myli. Ale czuję, że bardzo też chciałby odsunąć od miejsca, w którym żyje i pracuje, fatalną sławę, którą przypisano zdjęciu. Choć Kopówka nie ma wątpliwości, że przypadki hien grobowych są oczywiste i bezdyskusyjne. Czy jednak nie obrażono pamięci ludzi, którzy z hienami nie mają nic wspólnego?

Jak sprawdzić, czy budynki na zdjęciu były lub są w Treblince? Czy można choć wykluczyć to miejsce?

Próbuję na kilka sposobów.

1. Najmniej dowiedzieć się można o pejzażu wokół Treblinki, stojąc na terenie obozu I lub II. Gdzie nie spojrzeć - lasy, którymi obsadzono teren, jak mówi Kopówka, w latach 50. Z nich nie wyłania się żadne wzgórze lub wzniesienie z budynkami jak na zdjęciu, ale to niczego nie przesądza bo może ich już nie być albo drzewa za wysokie.

Kopówka przez kilka dni bada dostępne w muzeum stare zdjęcia okolic obozu. To kilkanaście fotografii znanych mi z internetu, z portali opisujących obozy zagłady na świecie. Nie ma na nich pejzażu podobnego do tego na zdjęciu.

2. Korzystam z cyfrowych map lotniczych Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii na stronie Geoportal. Widać tam, że las rozciąga się w pasie co najmniej 6 km od południa po północ. A tylko na tym obszarze poszukuję budynków ze zdjęcia. Dlaczego? To wyjaśnia inny detal na zdjęciu.

3. Cienie. Padają na fotografii wyraźnie z lewej na prawą. I są bardzo krótkie. Wystarczy spojrzeć na spory kamień na pierwszym planie, z lewej. Barbara Bogdańska z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie objaśnia: Słońce nie mogło padać z zachodu i wschodu, bo cień za krótki. Prawdopodobny jest pas między południowym wschodem a południowym zachodem.

Jeśli nałożymy to na mapę Treblinki i okolic, to ludzie na fotografii mogą mieć za plecami tylko kierunki w pasie od południa do północnego wschodu. Zatem w grę wchodzi promień między wioską Rostki na południu od Treblinki i Złotkami na północnym zachodzie. Na tym obszarze musiałyby stać budynki, gdyby zdjęcie wykonano w którymś z dwóch obozów Treblinki. Jeśli budynki były blisko - około kilkuset metrów od miejsca, gdzie zrobiono zdjęcie - to może to być niska zabudowa gospodarcza. Jeśli daleko, nawet 5-6, nawet 10 km, czego nie wyklucza fotoedytor Jerzy Nogal, to muszą mieć kilkanaście metrów wysokości. - Tak wielkich budowli, na miarę klasztornych, na pewno nie było w okolicy Treblinki - zapewnia Kopówka.

W miarę duży kościół był w Małkini, na północny wschód od obozu. Ale nawet gdyby ludzie mieli je za plecami, cienie padałyby z zachodu.

Oglądam mapy topograficzne GUGiK i współczesne zdjęcia lotnicze. Nie ma tam budynków w kształcie litery T na lekkim wzniesieniu w promieniu 3-5 km od Treblinki. Jest wiele zabudowań okolicznych wsi, ale z poziomic tych map wynika, że są położone niżej niż obóz Treblinki. A budynki na zdjęciu są wyżej lub na tym samym poziomie.

Ale to też nie przesądza. Może coś przeoczyłem w gąszczu map? A jeśli tych budynków już nie ma? Jeśli zostały zburzone, a w ich miejscu zasadzono las?

Z różnych ocen wynika, że zdjęcie musiało być wykonane w latach 40. lub 50. W internecie są zdjęcia lotnicze aliantów z okresu wojny, jak choćby National Archives, GX 120, z maja 1944 r. Nie znajduję na nim interesujących mnie budynków, ale nadal niczego nie przesądzam. Jest niewyraźne i obejmuje tylko teren obóz i mały fragment okolicy.

W Centralnym Ośrodku Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej zamawiam zatem najstarsze zdjęcia lotnicze, jakimi ośrodek dysponuje. Z 1958 r. To fotografie obejmujące obszar prawie 4 km od obozów Treblinki. Są biało-czarne, ale dobrej jakości. I mam szczęście. Z umieszczonego na nich zegara oraz cieni drzew wynika, że zrobiono je, gdy słońce padało z południowego-wschodu. Na zdjęciach widać, że obszar południowy był wówczas słabiej zalesiony, ale i pozbawiony budynków. Trzy kompleksy zabudowań znajduję na zachód od Treblinki. W jednym domy układają się w T, ale przed nimi jest wiele drzew. Budynki byłyby zatem, patrząc z obozu zagłady, zasłonięte. Nie jestem w stanie rozpoznać innych budowli. Są również za drzewami, zbyt rozproszone, ale mogły inaczej wyglądać, jeśli tajemnicze zdjęcie zrobiono tuż po wojnie. I nie wiem, czy są wystarczająco duże, by były widoczne z 3-4 kilometrów.

...a potem z dołu

Postanawiam przejrzeć wszystkie dostępne zdjęcia historyczne Treblinki z okresu wojny i późniejszego. Wbrew oczekiwaniom nie ma ich dużo.

Kilkanaście jest w samym muzeum w Treblince. Niczego, jak pisałem, nie wnoszą. Albumem blisko 50 zdjęć dysponuje Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie. Przeglądam je wspólnie z Martyną Rusiniak-Karwat, historyczką, autorką pracy "Obóz zagłady Treblinka II w pamięci społecznej (1943-1989)", w której opisała również przypadki rabowania zwłok pomordowanych przez miejscowych. Rusiniak wiele razy oglądała te fotografie.

ŻIH ma oryginały zdjęć znanych mi z internetu, jak płonący obóz w Treblince z 1943 r., gdy grupa więźniów wznieciła bunt. Pokazują płaski jak talerz pejzaż wokół obozu. Bez zabudowań. Są też w Instytucie zdjęcia zrobione przez polską komisję wizytacyjną prawdopodobnie w 1944 r. A także fotografie amerykańskiego stowarzyszenia Joint z udziałem organizacji żydowskich i Dawida Kahana, naczelnego rabina Wojska Polskiego, z 1947 r.

Ich opisy są jednak niedokładne: - Niektóre zdjęcia są źle podpisane, mylnie wskazują daty - zauważa Rusiniak. - Nie mam stuprocentowej pewności, że niektóre w ogóle wykonano w Treblince.

Zdjęcia nr 13 i 36 pokazują szerszą panoramę okolicy i są takiej jakości, że nadają się do porównania. Jeśli wykonano je w Treblince, to piaszczysto-kamienisty grunt oraz zalesienie bardzo podobne jest do tego, jak na naszej tajemniczej fotografii.

Pierwsze: z wizyty polskiej komisji z 1944 r., gdzie w prawym rogu zdjęcia widać słabo zarysowane wzniesienie, a na nim stożek przypominający budynek. Ale równie dobrze może to być czubek drzewa.

Drugie (z tej samej wizyty): grupa ludzi przygląda się wykopowi, w którym bieleją czaszki i kości. W tle panorama, ale raczej płaska, bez zabudowań.

Na zdjęciu z wizyty komisji Joint i organizacji żydowskich pozują 22 osoby cywilne i 7 mundurowych. Jeden z mężczyzn ma rkm, ale inny mundur niż na naszej fotografii. Za ich plecami są chyba jakieś wzniesienia, ale nie da się rozstrzygnąć, bo zasłonięte przez ludzi.

Archiwalne zdjęcia z Treblinki można też znaleźć na stronach internetowych, jak www.deathcamps.org dokumentującej obozy zagłady. Ale nie ma wśród nich podobieństw do naszego. Z wyjątkiem gruntu: ten sam piaszczysty, kamienisty, prawie pustynny.

Jest jeszcze nagranie Polskiej Kroniki Filmowej z 1957 r. To 45-sekundowy film "Hieny". Lektor Włodzimierz Kmicik czyta: "Dawny obóz zagłady w Treblince jest dziś zaniedbany i zapomniany. W Treblince grasują ludzie hieny. W poszukiwani złota i kosztowności rozkopują groby i przetrząsają prochy spalonych więźniów. (...) Szczątki pomordowanych nie znajdują spokoju nawet po śmierci. Czy nie ma sposobu, aby ukrócić ten rabunek na grobach wielu tysięcy ofiar faszyzmu?". Na nagraniu widać fundamenty budynków obozu w Treblince, leżące na ziemi kości i wykopane dziury w ziemi. Jest również sześć kadrów pokazujących szerszą perspektywę. Nagranie jest dość wyraźne, ale nie widać budynków na wzniesieniu. Obrazów tych jednak nie da się powiększyć bez utraty jakości.

Jeśli przyjmiemy, że budynki nie znajdują się w okolicach Treblinki, a na pewno nie było tam dużych obiektów na skalę klasztornych, to gdzie je znajdziemy?

Klasztor nad kaźnią Rosjan...

Trzymam się wersji, że zdjęcie wykonano w północno-wschodniej Polsce. Bo jednym ze śladów jest informacja dziennikarzy "Rzeczpospolitej", którzy usiłowali rozszyfrować podpis na odwrocie: "Tad. Krasnodębski. PKS". Zdaniem reporterów, mogło chodzić o kierowcę PKS, który mieszkał w okolicy, w Sokołowie Podlaskim.

Kopówka zna Podlasie, także jego architekturę. Siedzimy nad mapami, typując miejsca, gdzie znajdują się duże budowle idące w T. A jakiej są wielkości? Jeśli znajdują się kilka kilometrów od miejsca, gdzie zrobiono zdjęcia, to muszą być wysokie nawet na kilkanaście metrów.

Może kościół Trójcy Przenajświętszej i seminarium w Drohiczynie, ok. 60 km na południowy wschód od Treblinki?

Budowle w Drohiczynie mają 300 lat. Wysokie na 20 metrów. Budynek kościoła i przylegający do niego niższy Dom Biskupi układają się w kształt T. Ze zdjęć lotniczych wynika, że kościół stoi na wzgórzu.

Czy zdjęcie mogło być zrobione, gdy cień był krótki i padał z południowego zachodu?

Czy było tam miejsce kaźni, ekshumowane, sfotografowane?

To pierwsze muszę sprawdzić na miejscu, przy dobrej pogodzie. Drugie jest pewne szybciej.

W Tonkielach k. Drohiczyna, jak wynika z informacji IPN w Białymstoku, Niemcy rozstrzelali 20 tys. radzieckich jeńców, a część zwłok wydobyto po wojnie i zbudowano upamiętniającą mogiłę.

Tonkiele oddalone są od klasztoru w Drohiczynie, jak zwą kościół miejscowi, 5 km w linii prostej. Gdy pokazuję powiększone zdjęcie Stanisławowi Kalinowskiemu, właścicielowi motelu, w którym się zatrzymuję. Ąż podskakuje: przecież to nasz klasztor w Drohiczynie! I zapewnia, że przy dobrej pogodzie budynki widać go nawet z motelu, tuż koło Tonkieli. Ja nie widzę, bo gdy zajeżdżam, szaleje śnieżyca.

Jadę więc do Drohiczyna. Niepokoi mnie widok seminarium, które nie wpisuje się w budynki na zdjęciu. Ale jeden z księży zapewnia, że zostało rozbudowane w ostatnich latach. Ksiądz "Gazety Wyborczej" nie lubi, nie chce, by posługiwać się jego nazwiskiem. Ale pali się do pomocy, by rozwikłać zagadkę, bo na tajemniczej fotografii też widzi klasztor w Drohiczynie. Na bok zatem animozje, prosi o zdjęcie i odezwie się po dokładnej analizie, a ma ku temu wiedzę i wykształcenie, ale o tym też nie każe pisać. Udostępnia mi też stare zdjęcia z archiwum diecezji. Budynek kościoła i Domu Biskupiego podczas wojny wyglądał podobnie jak teraz. Zatem mógł pojawić się na fotografii.

No niech się ta pogoda poprawi! Ale na drugi dzień też śnieży. Nie mogę więc ocenić, stojąc w Tonkielach, gdzie dokładnie na horyzoncie stoją budynki kościoła i jak wyglądają. A stoję na środku cmentarza upamiętniającego ofiary hitlerowskich represji. Jeśli wydobywano ciała z ziemi, to tu. Kilku starszym mieszkańcom Tonkieli pokazuję powiększone zdjęcie. Nic im nie to mówi. Jeden pokazuje ręką, że klasztor jest na wschodzie, drugi, że dalej, na południe.

A śnieżyca szaleje na całego.

Jadę do IPN w Białymstoku. Mają tam pięć tomów ze zbrodni w Tonkielach. Może będą zdjęcia? Ale akta okazują się cienkimi teczkami. Razem może 100 stron relacji mieszkańców Tonkieli i okolic. Jak to Niemcy po zaatakowaniu w 1941 r. ZSRR wzięli do niewoli czerwonoarmistów. Trzymali w Suchożebrach pod gołym niebem. Głodzili. Jeńcy wyjedli w obozie trawę i korzonki. Dochodziło do przypadków kanibalizmu. Na koniec Niemcy zwozili jeńców co kilka tygodni do Tonkieli i rozstrzeliwali nad rowem przeciwczołgowym. Rów, nad samym Bugiem, był linią demarkacyjną w okupowanej Polsce. Wykopali go sami Rosjanie. Swój grób, który w zamyśle miał odgrodzić ich od Niemców.

Waldemar Monkiewicz, prokurator, który badał sprawę Tonkieli, zamknął ją w 1974 roku. Informacją, że prosił Niemców o pomoc w ściganiu zbrodniarzy. Ale w aktach brak informacji, czy otrzymał odpowiedź.

No i brak zdjęć, które można by porównać z tajemniczą fotografią.

Gdy wracam do Tonkieli, świeci słońce. Staję przy cmentarzu rozstrzelanych czerwonoarmistów. Nic nie widać na horyzoncie, bo zasłaniają lasy. Schodzę jakieś 200 metrów prawie nad sam brzeg Bugu. Na horyzoncie, za rzeką, widzę słaby zarys. Czy to kościół w Drohiczynie? Nie wiem. Niby jakieś budynki. Wyciągam kompas. Gdyby tu zrobiono zdjęcie, to słońce musiałoby świecić z północy

Nonsens.

...i żydowskich rodzin

Jadę na południe od Tonkieli. Gdy staję między zalaną przez powódź wsią Bużyska i Korczewem, widzę kościół w Drohiczynie ustawiony prawie tak jak na zdjęciu. Pasuje też ustawienie cieni, tyle że słońce pada prawie z zachodu, cienie są bardzo długie. Ale jest luty. Latem byłyby krótsze. Także Barbara Bogdańska z IMGiW sugerowała, że długość cienia na zdjęciu oznacza, że zdjęcie wykonano raczej w miesiącach ciepłych.

Ale skąd wzięłyby się tu czaszki, kości? Fakt, ta ziemia krwawi gdzie bądź. Ledwie dwa kilometry dalej, w Szczeglacinie, był obóz hitlerowski dla okolicznych Żydów. Upamiętnia to gablota w wiejskim sklepie spożywczym. Wisi tam zdjęcie młodych Żydówek stojących na terenie obozu pracy. Z opracowania Marty Woźniak "A ziemia się jeszcze ruszała " dostępnym na stronach stowarzyszenia Centrum Badań nad Zagładą Żydów wynika, że kilkuset Żydów wraz z dziećmi zostało w obozie zamordowanych w 1942 r.

Czy zdjęcie przedstawia porządkowanie ciał w Szczeglacinie? Irena Tomczuk, 88-latka, która żyje tu od dziecka, na zdjęciu nikogo nie poznaje, sama innych zdjęć nie ma i nie pamięta, by rozkopywano tam jakieś kości.

Jadwiga Urban z Korczewa sugeruje, że na zdjęciu piąty z lewej, w furażerce, to jakby podobny do jej męża, który w 1945 r. wrócił z Berlina. Ale Urbanowa nie jest pewna, a zdjęć męża do porównania nie ma. Dzieci pogubiły. A gdzie mąż mógł kopać kości? Urbanowa nie ma pojęcia.

Zdjęciu przygląda się Zbigniew Chybowski, emerytowany nauczyciel historii z Korczewa. Może to szarwark, mówi, jak nazywano po wojnie prace na rzecz gminy. Bo matka Chybowskiego, teraz 90-latka, jeździła na szarwarki, wyrównywała drogi z kilofem ręku. Chybowski pokazuje jej zdjęcie. Może, mówi, ta kobieta - pokazuje palcem na szóstą z lewej - to Nastka Jarmochówna? Jarmochowie mieszkają 200 metrów od Chybowskich. Dziadek Jarmochów co prawda siedział w obozie w Treblince, skąd uciekł, ale Jarmochowie żadnej Nastki nie mieli. A kobieta na zdjęciu na pewno ich babcią nie jest.

Wyjeżdżam z Korczewa, śnieżyca straszna. Z przystanku zabieram pijanego starszego mężczyznę. Stefan, 87 lat. Podrzucam go do domu do pobliskich Laskowic, gdzie na przystanku ktoś maznął szerokim pędzlem "Koniec świata". Gdy mówię, o czym reportaż, Stefan płacze. Oni tak cierpieli, synku, mówi, w tych wagonach, do Treblinki, a ja dlatego muszę się napić każdego dnia, bo ich widzę od 60 lat, a dzieci moje tylko tyle, że ja zachlany, no ale jak nie, jak trzeba, prawda? No bo jak z tym żyć?

Prawie zanoszę dziadka Stefana do domu, a już leci za nami syn i synowa Stefana, ciesząc się, że nie musieli jechać, bo już ludzie dzwonili, że dziadek leży na ulicy. Jeszcze dziadkowi się dostaje, że znowu zachlany. Pokazuję mu jeszcze zdjęcie, ale zwala się za stołem.

Dzwoni ksiądz. Na jego wychodzi, że to nie Drohiczyn. Powinno być widać na wzgórzu, jak mówi, jeszcze klasztor Sióstr Benedyktynek. A nie widać. No nie widać.

Dzwoni Edward Kopówka.

- Mam - mówi - to kościół w Zarębach Kościelnych! Na pewno!

Zaręby są jakieś 20 km od Treblinki. Podobna architektura na polach w pobliżu, jak mówi Kopówka, były kaźnie hitlerowskie. Jedziemy razem. Kościół pasuje, jest dobudówka. Oddalamy się w kierunku południowo zachodnim, stajemy w szczerym polu. Podobny widok jak na zdjęciu. Brak lasów, no ale to akurat zmienna dopuszczalna.

- A nie mówiłem? - Kopówka się cieszy. Wyciągam kompas, pokazuję kierownikowi muzeum w Treblince.

- I co? - pyta.

- Ano to, że słońce musiałoby świecić z północy - mówię.

- No niech to, wszystko by się zgadzało, gdyby nie to słońce - wzdycha.

***

Gdybym miał osądzić bohaterów zdjęcia, z którymi spędziłem kilka miesięcy, to zgodnie ze znaną maksymą rozstrzygałbym wedle wątpliwości. A tych mam tak wiele, że uwolniłbym tych ludzi, dziecko i mundurowych od ciążących na nich, makabrycznych zarzutów rabowania zwłok.

Źródło: Gazeta Wyborcza

http://wyborcza.pl/1,111789,9241381,Powiekszenie__Nowe_oblicze_znanego_zdjecia.html

czwartek, 3 marca 2011

zniszczyć kasyno - typowy naciągacz na progresję + program lojalnościowy

Poznaj prawdziwy sekret zarabiania kasy przez internet. Dowiedz się co to znaczy "Zniszczyć Kasyno !"

Jeżeli uważasz, że zarabianie dużych pieniędzy przez neta jest sekretem tylko dla "wybranych" a sam sekret jest skomplikowanym przepisem nie do wykonania przez zwykłych ludzi, to jesteś w błędzie. Wystarczy, że trochę pomyślisz i przestaniesz malwersować czas pijąc piwko z znajomymi przed blokiem, oglądać telewizję oraz komentować PO PiSy na wp.pl...

Ale zanim zaczne Ci mówić o tym jak się to robi, chcę abyś poznał dokładnie moją historię !

Jestem absolwentem po studiach chemicznych. Niestety jak to w naszym kraju bywa pracy nie ma, a za coś trzeba żyć. Pracowałem w KFC, lidlu(koledzy się śmali, że wykładam chemie... w lidlu, teraz to ja się śmieje a oni plują sobie w brodę) i wiem jak ciężko jest żyć za taką kasę. Kumpel polecił mi serwis bukmacherski a dokładnie ten LINK USUNĄŁEM. Początkowo sceptycznie podchodziłem do tego bo wiadomo, hazard, wielkie ryzyko itd. Obstawiając zakłady bukmacherskie szukałem sposobu na oszukanie systemów. Wykorzystałem zdobytą wiedzę matematyczną i stworzyłem na swoje potrzeby poprawny model strategii wygrywania w kasynie na ruletce, który tobie zaraz przedstawie. Osobiście na początku podchodziłem do tego bardzo sceptycznie i nie wierzyłem, że można wygrać mimo, że metoda jest w 100 % poprawna. Poszedłem do normalnego kasyna z 64-oma zł i wyszedłem z ponad 500 zł po całej nocy grania a właściwie to nie wyszedłem tylko mnie wywalili, hehe... Wtedy zdałem sobię sprawę z poprawności metody i zacząłem poszukiwania odpowiedniego kasyna online.

W tym kasynie można też wypróbować metodę grając na wirtualne pieniądze.

Zasady gry w ruletkę

Gra w ruletkę jest prosta i to głównie na niej zarobiłem pieniądze. W ruletce jest jeden bardzo dobrze sprawdzony system, który GWARANTUJE 100 % wygraną. Zanim zaczne omawiać ten system wyjaśnię zasady gry w ruletkę, które są bardzo proste.

W ruletce znajduje się 37 numerowanych pól, z czego 18 pól czerwonych, 18 pól czarnych oraz jedno pole tzw. puste. W ruletkę wpuszcza się kulkę, która zatrzymuje się na danym polu. Matematycznie rzecz biorąc w 1 losowaniu mam około 47 % szans na wygraną. Jeżeli obstawie 1 zł na pole czerwone i kuleczka zatrzyma się na polu czerwonym, to wygram 2 zł. Czyli w razie wygranej otrzymam sumę- dwukrotność sumy, którą postawiłem w ruletce.

Odpowiednie kasyno: LINK USUNĄŁEM

Przejdźmy do konkretów - metoda grania w ruletkę

Obstawiam cały czas jeden kolor np. czerwony.

Obstawiam 1 zł. Jeżeli trafię to wygrywam 2 zł czyli 1 zł do przodu.

Co jeżeli przegram ?

Obstawiam 2 zł. Jeżeli trafię to wygrywam 4 zł. Na zakłady od początku postawiłem 1 zł + 2 zł czyli razem 3 zł. Znowu jestem 1 zł do przodu. Co jeżeli znowu przegram ?

Obstawiam 4 zł. Jeżeli trafię to wygrywam 8 zł a na zakłady przeznaczam 7 zł. Znowu 1 zł do przodu.

Jeżeli potem znowu przegram obstawiam 8 zł, 16, 32 i każda następna kwota powinna być dwukrotnością poprzedniej. Taka progresja gwarantuje ZAWSZE wygraną 1 zł !!!.

Aby lepiej zrozumieć działanie progresji przeanalizuj dokładnie poniższy obrazek :



Całe zarabianie polega na tym, aby cały czas wygrywać po 1 zł. W ciągu dnia po 8 godzinach grania jestem w stanie zarobić od 50 do 400 zł zaczynając metodę progresji od 1 zł. Ja zaczynam od 5 zł dlatego dziennie potrafie wygrać od 1000 zł do 4000 tysięcy. Robię to bardzo rzadko, ponieważ nie chcę na siebię zwracać uwagi kasyna. Jeżeli zacząłbym progresje od 5 zł, to progresja wygląda następująco 5,10,20,40,80,160,320,640... Tutaj nabijam po 5 zł cały czas.

Trick obniżający prawdopodobieństwo przegranych na długich ciągach jednego koloru

Poniżej znajduje się metoda, która drastycznie obniża prawdopodobieństwo przegranej na długich ciągach przeciwnych pól.

Z autopsji wiem, że rzadko zdarzają się DŁUGIE ciągi niepowodzeń tzn. ja obstawiam czerwony a wypada czarny np. 10 razy pod rząd. Aby zminimalizować możliwość straty na długich ciągach, które zresztą i tak się rzadko zdarzają (przynajmniej mi) muszę losować kulkę bez obstawiania pieniędzy i czekać na ciąg 6 czarnych pól. Na 7 losowaniu należy postawić na kolor czerwony. Wtedy prawdopodobieństwo, że przegram jest zdecydowanie mniejsze.

Aby uzmysłowić tą metodę pokaże Wam zdjęcia z gry : Losuje kulkę bez obstawiania i czekam, aż wypadnie ciąg 6 pól tego samego koloru w tym przypadku akurat czerwonego.



Wypadło 6 pól czerwonych. Teraz obstawiam 1 zł na czarne pole.

Wygrałem 2 zł. Czyli 1 zł do przodu.

Taka metoda jest nieco żmudna, ponieważ ciągi 6 pól jednego koloru zdarzają się rzadko. Jednakże pozwala ona drastycznie zmniejszyć prawdopodobieństwo przegranej.

Aby jeszcze bardziej zmniejszyć prawdopodobieństwo przegranej, należy załadować na kasyno kwotę około 256 zł a najlepiej 512 zł - Na wypadek gdyby ciąg czarnych pól był by za długi np 5 czarnych pól i dopiero za 6 razem trafiamy. Jeżeli przelejemy np 50 zł to może się okazać, że zabraknie pieniędzy na dokonywanie progresji.

Oprócz tego ważne jest kasyno. Kasyno w którym ja gram jest renomowane i 100 % bezpieczne, nie robiące problemów z wypłatą tak jak w przypadku niektórych kasyn, gdzie korzystając z darmowych bonusów tracimy wszystkie pieniądze.

LINK USUNĄŁEM
W tym kasynie można spróbować zagrać bez obstawiania pieniędzy i przetestować metodę progresji.

Na co wydałem swoje pierwsze zarobione pieniądze ?

Do dziś mam super wspomnienia na co wydałem swoje pierwsze zarobione pieniądze na własnym pomyśle !. Wiesz na co ? Na Ostrą imprezę :) Dziewczyny, drinki głośna muzyka to były magiczne godziny ;) teraz mam już nieco inne ambicjie, zerwałem z graniem a zarobione pieniądze zainwestowałem w mały biznesik. Aha i pamiętaj aby nie wydać odrazu całej sumy :)

środa, 2 marca 2011

zezłomowany ORP Wilk








www.moje-morze.pl/galerie

pl.wikipedia.org/wiki/ORP_Wilk

wybudowany w 1964, w służbie MWRP od 1987 do 2003, zezłomowany jak na fotkach

poniedziałek, 28 lutego 2011

Oskary 2011


Laureaci 83. ceremonii wręczenia Oscarów

Film "Jak zostać królem" otrzymał cztery statuetki podczas gali rozdania Oscarów, która odbyła się w nocy z 27 na 28 lutego 2011 roku. Produkcja została nagrodzona za najlepszy film, reżyserię, pierwszoplanową rolę męską i scenariusz oryginalny. Zgodnie z oczekiwaniami aktorskie Oscary trafiły do gwiazd filmów "Jak zostać królem" i "Czarny łabędź", czyli Colina Firtha i Natalie Portman.










"Jak zostać królem" otrzymał Oscary za najlepszy film, reżyserię, scenariusz oryginalny i pierwszoplanową rolę męską (Colin Firth)


"The Social Network" wyróżniono za najlepszy scenariusz adaptowany, muzykę i montaż


"Czarny łabędź" otrzymał - zgodnie z oczekiwaniami - Oscara dla Natalie Portman za pierwszoplanową rolę żeńską


Incepcja" otrzymała 4 Oscary "techniczne": za najlepszy dźwięk, montaż dźwięku, zdjęcia i efekty specjalne


Czarny łabędź" otrzymał - zgodnie z oczekiwaniami - Oscara dla Natalie Portman za pierwszoplanową rolę żeńską


Toy Story 3" otrzymało Oscary za najlepszą animację i piosenkę


"Prawdziwe męstwo" mimo dziesięciu nominacji nie otrzymało żadnego Oscara. Western braci Coen jest największym przegranym tegorocznej gali


"127 godzin" mimo aż sześciu nominacji nie otrzymało żadnej statuetki

poniedziałek, 21 lutego 2011

rzekomy klucz

Klucz odpowiedzi do testu z Prawa konstytucyjnego wariant 1 – dodatkowe kolokwium poprawkowe
10.II.2011
1. C
2. B
3. C
4. B
5. C
6. B
7. A
8. B
9. B
10. B
11. A
12. C
13. C
14. C
15. C
16. A
17. B
18. B
19. C
20. B
21. C
22. C
23. C
24. A
25. C
26. C
27. C
28. C
29. A
30. C
31. A
32. C
33. B
34. A
35. C
36. A
37. A
38. A
39. C
40. C
41. B
42. C
43. C
44. C
45. A
46. B
47. C
48. C
49. C
50. C
51. B
52. C
53. C
54. B
55. C
56. C
57. B
58. C
59. B
60. A

prawo konstytucyjne - test którego żaden aplikant nie zdał



Mar 19-02-2011
Publikujemy pytania z testu z prawa konstytucyjnego, którego nie zaliczył żaden aplikant radcowski. Zobacz pytania i oceń, czy zdałbyś taki egzamin

Odsetek zdawalności ze wszystkich przedmiotów wyniósł zaledwie 22 proc. Najsłabiej poszedł aplikantom test z prawa konstytucyjnego.

Test otrzymaliśmy od jednego ze zdających.

Oto pytania, na jakie musieli odpowiedzieć aplikanci:

Pytania z egzaminu warunkowego z prawa konstytucyjnego organizowanego przez ORIP Warszawa, który odbył się 10 lutego 2011 roku:

1. Komornikowi sądowemu:

a. nigdy nie przysługuje skarga konstytucyjna;

b. może przysługiwać wniosek do TK;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

2. Zakładowi Gospodarki Komunalnej:

a. przysługuje skarga konstytucyjna, jeżeli wykonuje funkcje władcze;

b. przysługuje skarga konstytucyjna, jeżeli działa w formie spółki pracowniczej;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

3. Rozporządzenie Prezydenta RP kodeks zobowiązań:

a. nie może być przedmiotem kontroli Trybunału Konstytucyjnego ze względu na utratę mocy obowiązującej;

b. nie może być przedmiotem kontroli Trybunału Konstytucyjnego ze względu na wejście w życie przed wejściem w życie Konstytucji RP;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

4. O formalnej niedopuszczalności pytania prawnego do TK przesądza:

a. istnienie orzeczenia TK o zgodności aktu normatywnego z Konstytucją RP mającego być przedmiotem pytania prawnego;

b. istnienie orzeczenia TK o niezgodności aktu normatywnego, który miałby być przedmiotem pytania prawnego;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

5. Utrata mocy obowiązującej aktu normatywnego następuje wskutek:

a. uchylenia aktu normatywnego przez prawodawcę;

b. wskutek orzeczenia interpretacyjnego afirmatywnego Trybunału Konstytucyjnego

c. w żadnym z powyższych przypadków.

6. Przesłanką kontroli aktu normatywnego, który utracił moc obowiązującą na podstawie art. 39 ust. 3 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym jest:

a. istnienie ostatecznego rozstrzygnięcia, które wydano przed utratą mocy obowiązującej aktu normatywnego;

b. realna możliwość przywrócenia ochrony praw wskutek wyroku TK;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

7. Kontrolę aktów prawa miejscowego sprawuje:

a. wojewódzki sąd administracyjny;

b. Trybunał Konstytucyjny;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

8. Samodzielne podstawą skargi konstytucyjnej może być naruszenie:

a. Art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;

b. Art. 217 Konstytucji RP

c. Żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

9. Trybunał Konstytucyjny nie ma kompetencji do kontroli:

a. norm prawa Unii Europejskiej;

b. uchwał powiększonych składów SN, którym nie nadano moc zasady prawnej;

c. obie powyższe odpowiedzi są prawidłowe.

10. Pominięciem prawodawczym może być:

a. niewydanie rozporządzenia wymaganego przez ustawę;

b. luka aksjologiczna;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

11. W orzecznictwie TK przyjęto, że bezpośrednie stosowanie Konstytucji RP może polegać na:

a. samoistnym zastosowaniu przez sąd normy konstytucyjnej w braku przepisu ustawowego;

b. odmowie zastosowania przez sąd przepisu ustawowego niezgodnego z Konstytucją RP;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

12. W orzecznictwie Izby Cywilnej SN dominuje stanowisko, zgodnie z którym:

a. orzeczenie TK o niezgodności aktu normatywnego z Konstytucją RP z zasady wywiera skutek prospektywny, chyba że TK w sentencji określi w odmienny sposób zakres skuteczności wyroku;

b. orzeczenie TK o niezgodności aktu normatywnego z Konstytucją RP z zasady wywiera skutek prospektywny, chyba że TK w sentencji lub uzasadnieniu określi w odmienny sposób zakres skuteczności wyroku;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

13. Na gruncie Konstytucji RP Trybunał Konstytucyjny może orzekać:

a. wyłącznie o aktach normatywnych wskazanych w art. 87 Konstytucji RP;

b. wyłącznie o aktach aktach normatywnych wskazanych w art. 93 Konstytucji RP;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

14. Art. 190 ust. 4 Konstytucji RP:

a. jest konstrukcją przejętą z dawnej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym;

b. nie może być podstawą skargi konstytucyjnej;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

15. Uczestnikiem każdego postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym jest: a. Rzecznik Praw Obywatelskich, jeżeli zgłosi swój udział w postępowaniu;

b. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

16. Związanie TK granicami wniosku, pytania prawnego lub skargi konstytucyjnej oznacza:

a. zakaz orzekania o niezgodności z Konstytucją RP przepisów, które nie zostały wprost wskazane przez wnioskodawcę;

b. zakaz uwzględniania przez TK innych przepisów Konstytucji RP niż wskazane w petitum lub uzasadnieniu wniosku, pytania prawnego lub skargi konstytucyjnej;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

17. Trybunał Konstytucyjny orzeka w formie wyroku w sprawach:

a. o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa;

b. zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych;

c. przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej.

18. Zażalenie na postanowienie o odmowie nadania skardze konstytucyjnej biegu można wnieść:

a. w terminie 14 dni od dnia doręczenia postanowienia;

b. w terminie 7 dni od dnia doręczenia postanowienia;

c. w terminie 14 dni od dnia ogłoszenia postanowienia.

19. Z wnioskiem o zbadanie zgodności z Konstytucją przepisów prawa może wystąpić:

a. 25 senatorów;

b. 100 posłów;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

20. Nieograniczoną legitymację wnioskową w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym ma:

a. Krajowa Rada Sądownictwa;

b. Prezes Najwyższej Izby Kontroli;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

21. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego wchodzi w życie:

a. zawsze z chwilą ogłoszenia w „Monitorze Polskim”;

b. zawsze z chwilą ogłoszenia na rozprawie albo doręczenia stronom;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

22. Podstawą skargi konstytucyjnej nie mogą być:

a. przepisy proceduralne, choćby miały wpływ na rozstrzygnięcie sprawy;

b. przepisy ustrojowe;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

23. Trybunał Konstytucyjny umarza postępowanie:

a. jeżeli akt normatywny będący przedmiotem zaskarżenia został uchylony;

b. w przypadku śmierci skarżącego;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

24. Wyczerpaniem drogi sądowej uprawniającym do wniesienia skargi konstytucyjnej jest:

a. wniesienie skargi kasacyjnej w postępowaniu administracyjnym;

b. wniesienie skargi o wznowienie postępowania cywilnego;

c. wniesienie kasacji w postępowaniu karnym.

25. TK nie może kontrolować:

a. zgodności z Konstytucją RP preambuły aktu normatywnego;

b. przepisów aktu normatywnego z preambułą Konstytucji RP;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

26. Artykuł 32 Konstytucji RP (ogólna zasada równości):

a. nie może być samodzielnym wzorcem kontroli konstytucyjności prawa;

b. może być podstawą skargi konstytucyjnej, jeżeli jednocześnie zarzucono naruszenie wolności lub prawa wskazanego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

27. Przepis umowy międzynarodowej podpisanej lecz jeszcze nie ratyfikowanej:

a. może być przedmiotem wniosku Marszałka Sejmu do TK o prewencyjna kontrolę konstytucyjności;

b. może być przedmiotem pytania prawnego;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

28. Konstytucja RP gwarantuje ochronę roszczeń odszkodowawczych:

a. jako aspektu konstytucyjnego prawa własności;

b. tylko wtedy, gdy wynikają z niezgodnych z prawem działań władzy publicznej;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

29. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych może wystąpić do TK o:

a. abstrakcyjną kontrolę aktu normatywnego w imieniu swoich członków;

b. konkretną kontrolę aktu normatywnego w imieniu swoich członków;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

30. Zakładowa Organizacja Związkowa Związku Zawodowego Pracowników Politechniki Wrocławskiej:

a. nie może wystąpić do TK ze skargą konstytucyjną;

b. może wystąpić do TK z wnioskiem o zbadanie zgodności z Konstytucją aktu normatywnego;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

31. Sądy powszechne nie mają kompetencji, aby:

a. samodzielnie oceniać zgodność z Konstytucją aktów podustawowych;

b. odmówić zastosowania ustawy niezgodnej z Konstytucją;

c. żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

32. W sytuacji, gdy sąd powszechny stwierdza niezgodność aktu podustawowego z Konstytucją RP:

a. Nie może odmówić zastosowania tego aktu w rozpoznawanej sprawie;

b. Jest zobowiązany przedstawić pytanie prawne Trybunałowi Konstytucyjnemu;

c. Żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

33. Sformułowanie: „przepis X nie jest niezgodny z art. Y Konstytucji” użyte w sentencji wyroku Trybunału Konstytucyjnego oznacza:

a. że przepis X jest zgodny z art. Y Konstytucji;

b. że art. Y Konstytucji nie może stanowić adekwatnego wzorca kontroli przepisu X;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

34. Jeżeli Trybunał Konstytucyjny określa inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego:

a. Naczelny Sąd Administracyjny przyjmuje retroaktywny, natomiast Sąd Najwyższy Izba Cywilna prospektywny skutek wyroku Trybunału;

b. NSA przyjmuje prospektywny, natomiast Sąd Najwyższy Izba Cywilna – retroaktywny skutek wyroku;

c. Żadna ze wskazanych odpowiedzi nie jest prawidłowa. 35. Tzw. „przywilej korzyści” może posiadać istotne znaczenie w przypadku:

a. Wszelkich wyroków interpretacyjnych;

b. Wszelkich wyroków zakresowych;

c. Wyroków odraczających utratę mocy niekonstytucyjnego aktu normatywnego.

36. Trybunał Konstytucyjny nie posiada kompetencji kontrolnych w stosunku do:

a. zaniechań prawodawczych;

b. pominięć prawodawczych;

c. żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

37. Skarga konstytucyjna może dotyczyć:

a. zgodności ustawy lub innego aktu normatywnego z Konstytucją;

b. zgodności ustawy lub innego aktu normatywnego z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie;

c. obie powyższe odpowiedzi są prawidłowe.

38. Naruszenie prawa do równego traktowania przez władze publiczne, określonego w art. 32 ust. 1 Konstytucji:

a. Nie może stanowić samodzielnej podstawy skargi konstytucyjnej;

b. Może stanowić samodzielną podstawę skargi konstytucyjnej w sytuacji nie objętej innymi prawami i wolnościami konstytucyjnymi;

c. Żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

39. Gwarancję odszkodowania dla osoby bezprawnie pozbawionej wolności można odnaleźć w:

a. Art. 77 ust. 1 Konstytucji;

b. Art. 41 ust. 5 Konstytucji;

c. Prawidłowa jest odpowiedź a i b.

40. Prawo do wniesienia skargi konstytucyjnej określone w art. 79 ust. 1 Konstytucji: a. nie może stanowić samodzielnego zarzutu skargi konstytucyjnej;

b. może stanowić samodzielny zarzut skargi konstytucyjnej, jednak skarga musiałaby dotyczyć rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego;

c. Żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

41. Prawo do wniesienia skargi konstytucyjnej nie dotyczy:

a. cudzoziemców ubiegających się o prawo azylu, niezależnie od rodzaju naruszonego prawa;

b. naruszenia prawa azylu w Rzeczpospolitej Polskiej;

c. żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa. 42. O niekonstytucyjności przepisu prawa w odróżnieniu od niekonstytucyjności wykładni prawa można mówić w sytuacji, w której :

a. Wykładnia przyjęta w ostatecznym rozstrzygnięciu opiera się na jednoznacznej wykładni literalnej;

b. Wykładnia przyjęta w ostatecznym rozstrzygnięciu odpowiada wykładni dominującej w orzecznictwie Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sąd Administracyjnego;

c. Prawidłowa jest odpowiedź a i b.

43. Ostateczne orzeczenie zostało doręczone Janowi K. w dniu 6 października. Z powodu powodzi, która odcięła od świata kancelarię radcy prawnego reprezentującego Jana K. skarga konstytucyjna została złożona dopiero w poniedziałek, w dniu 8 stycznia. W takiej sytuacji:

a. Termin do wniesienia skargi konstytucyjnej upłynął i nie może zostać przywrócony;

b. Termin do wniesienie skargi konstytucyjnej upłynął, ale może zostać przywrócony ze względu na działanie siły wyższej;

c. Żadna ze wskazanych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

44. Sytuacja, w której źródłem naruszenia praw konstytucyjnych jest wadliwość stosowania prawa a nie wadliwość samego przepisu, może prowadzić do:

a. odmowy nadania dalszego biegu skardze konstytucyjnej;

b. umorzenia postępowania ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia;

c. sytuacji określonej w punktach a i b.

45. Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie interpretacyjne. W oparciu o to orzeczenie spółka akcyjna, w której Skarb Państwa posiada większość akcji, z inicjatywy mniejszościowego akcjonariusza - Jana K. dochodzi wznowienia postępowania. Skarga spółki o wznowienie zostaje odrzucona z powołaniem się na uchwałę III PZP 2/09. W takiej sytuacji:

a. Spółka może wnieść skargę konstytucyjną, gdyż naruszono w stosunku do niej art. 190 ust. 4 Konstytucji;

b. Spółka ani żaden inny podmiot nie mogą wnieść skargi konstytucyjnej;

c. Spółka nie może wnieść skargi konstytucyjnej, skargę może wnieść jednak Jan K., gdyż w stosunku do niego naruszono art. 190 ust. 4 Konstytucji.

46. Wyrokiem Sądu Apelacyjnego wydanym w postępowaniu cywilnym zostały naruszone prawa i wolności konstytucyjne Jana K. Ten wniósł skargę kasacyjną, która nie została jednak przyjęta do rozpoznania, po 4 miesiącach rozpoznawania sprawy przez Sąd Najwyższy. W takiej sytuacji:

a. skarga konstytucyjna w ogóle nie jest dopuszczalna, gdyż wniesienie skargi kasacyjnej nie wpływa na bieg terminu do wniesienia skargi konstytucyjnej;

b. skarga może być dopuszczalna, ale nie w związku z naruszeniem praw i wolności Jana K. przez Sąd Apelacyjny. O dopuszczalności skargi konstytucyjnej będzie decydował jej przedmiot;

c. żadna ze wskazanych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

47. Sąd Apelacyjny naruszył prawa i wolności Jana K wyrokiem wydanym w postępowaniu cywilnym. Jan K. wniósł skargę kasacyjną, która po 7 miesiącach rozpoznawania sprawy została w nieznacznej części uwzględniona w drodze wyroku reformatoryjnego (Sąd Najwyższy zmienił w części zaskarżony wyrok). W takiej sytuacji, zakładając, że przedmiotem ew. skargi nie były przepisy regulujące postępowanie kasacyjne:

a. skarga konstytucyjna byłaby dla obu stron dopuszczalna, gdyż wyrok reformatoryjny stanowi obecnie ostateczne orzeczenie w sprawie;

b. skarga konstytucyjna byłaby niedopuszczalna dla obu stron;

c. żadna z odpowiedzi nie jest prawidłowa.

48. Śmierć skarżącego po wniesieniu skargi konstytucyjnej:

a. skutkuje umorzeniem postępowania przed Trybunału Konstytucyjnego z powodu braku aktualności naruszenia;

b. skutkuje obligatoryjnym zawieszeniem postępowania przed Trybunałem do czasu zakończenia postępowania spadkowego;

c. żadna ze wskazanych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

49. Skarżącym może być:

a. podmiot realizujący funkcje władzy publicznej, jeżeli naruszone prawa i wolności nie wiążą się z wykonywaniem tej władzy;

b. podmiot gospodarczy, którego działalność oparta jest na własności publicznej, jeżeli naruszone prawa i wolności nie wiążą się z naruszeniem praw majątkowych tego podmiotu;

c. żadna z powyższych odpowiedzi nie jest prawidłowa.

50. Wskaż nieprawdziwe zdanie. Przepis art. 190 ust. 4 Konstytucji przyznaje m.in. prawo do:

a. wznowienia innych rozstrzygnięć niż orzeczenia sądowe lub ostateczne decyzje administracyjne;

b. wzruszenia orzeczeń sądowych oraz decyzji administracyjnych w inny sposób niż w drodze wznowienia postępowania;

c. wznowienia postępowania na podstawie innych rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego niż orzeczenie o niezgodności z Konstytucją, umową międzynarodową lub ustawą aktu normatywnego, na podstawie którego zostało wydane wzruszane orzeczenie.

51. Skargę konstytucyjną składa się w:

a. Czterech egzemplarzach;

b. Pięciu egzemplarzach;

c. Sześciu egzemplarzach.

52. Przymus radcowsko-adwokacki odnosi się:

a. Do całości postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym;

b. Wyłącznie do sporządzenia skargi konstytucyjnej;

c. Wyłącznie do sporządzenia skargi konstytucyjnej oraz zażalenia na postanowienie o odmowie nadania skardze dalszego biegu.

53. Nie stanowi elementu zasady proporcjonalności pytanie:

a. czy badana norma jest w stanie doprowadzić do zamierzonych przez ustawodawcę skutków?;

b. czy badana norma jest niezbędna dla ochrony interesu publicznego, z którym jest powiązana?;

c. czy badana norma w optymalny sposób realizuje potrzebę ochrony interesu publicznego?.

54. Zasada falsa demonstratio non nocet:

a. nakazuje odmowę nadania biegu skargom kierowanym przeciwko stosowaniu prawa;

b. pozwala nadawać dalszy bieg skargom konstytucyjnym, w których problem konstytucyjny zostaje błędnie oznaczony;

c. zakazuje stwierdzenia niezgodności z Konstytucją regulacji, która może być wyłożona w sposób zgodny z Konstytucją.

55. W przypadku składania skargi przez pełnomocnika ustanowionego z urzędu w skardze należy wskazać:

a. datę doręczenia skarżącemu orzeczenia o przyznaniu mu pełnomocnika z urzędu;

b. datę doręczenia pełnomocnikowi pisma informującego o tym, że został on ustanowiony do sporządzenia skargi konstytucyjnej skarżącego;

c. datę doręczenia skarżącemu pisma informującego o tym, który adwokat lub radca prawny został wyznaczony do sporządzenia skargi konstytucyjnej.

56. Aktualność naruszenia oznacza, że:

a. w chwili wnoszenia skargi obowiązuje akt normatywny, na podstawie którego dokonano naruszenia praw i wolności konstytucyjnych;

b. w chwili wnoszenia skargi konstytucyjnej skarżący pozostaje ograniczony w swoich prawach;

c. żadna z ww. odpowiedzi nie jest prawidłowa.

57. Umorzenie postępowania przed TK następuje w każdym przypadku gdy:

a. akt normatywny w zakwestionowanym zakresie utracił moc obowiązującą przed wydaniem orzeczenia przez Trybunał;

b. wydanie orzeczenia jest zbędne;

c. gdy skarga konstytucyjna nie odpowiada warunkom formalnym.

58. Wskaż nieprawdziwe zdanie: Uznanie przez Trybunał Konstytucyjny, że wydanie orzeczenia jest konieczne dla ochrony konstytucyjnych wolności i praw,

a. Jest możliwe tylko w sytuacji, w której przepis kontrolowany dotyczy praw i wolności konstytucyjnie chronionych;

b. Jest możliwe tylko w sytuacji, w której nie istnieje alternatywny instrument prawny służący do przywrócenia stanu zgodności z Konstytucją;

c. Przesądza, że Trybunał Konstytucyjny stwierdzi w orzeczeniu merytorycznym niezgodność z Konstytucją badanej regulacji.

59. Przedmiotem skargi konstytucyjnej nie może być przepis:

a. który nie został powołany w sentencji ostatecznego rozstrzygnięcia jako jego podstawa;

b. który został błędnie powołany w sentencji rozstrzygnięcia jako jego podstawa;

c. dotyczący kwestii ubocznej lub wpadkowej.

60. Ponowne orzekanie w tej samej sprawie przez Trybunał Konstytucyjny jest zawsze zbędne, jeżeli:

a. Trybunał stwierdził już niezgodność z Konstytucją badanej regulacji, nie odraczając jednocześnie utraty mocy niekonstytucyjnego przepisu;

b. ustawodawca wydał nowe przepisy identyczne w treści z przepisami, co do których Trybunał stwierdził niezgodność z Konstytucją;

c. jeżeli Trybunał kontrolował już dany przepis, a skarżący nie powołał nowych wzorców kontroli.



Skomentuj pytania (forum rp.pl)


czwartek, 17 lutego 2011

szympans z wieży na konferencji tzw. "ekspertów" w Moskwie

"Nawet gdyby w wieży kontroli lotów siedział szympans i bełkotem podawał informacje, to nie przyczyniłoby się to do tragedii"


ekspert Oleg Smiernof na wideokonferencji rosyjskich specjalistów.

niedziela, 13 lutego 2011

w wojnie Jom Kipur szyfrowano po polsku

Podobno podczas wojny izraelsko-egipskiej w roku 1974 żydowscy dowódcy zaczęli się posługiwać językiem polskim w obawie że strona arabska deszyfruje ich rozkazy.

Info od Jarka Kreta. TOK FM 13 II 2011

poniedziałek, 7 lutego 2011

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Urban: Nigdy nie byłem dżentelmenem


Jerzy Urban twierdzi, że lepiej być chamem niż udawanym dżentelmenem / fot. Aneta Zadroga
Aneta Zadroga
06/12/2010
Jerzy Urban

Jeden z najbardziej kontrowersyjnych mężczyzn z Polsce. Słynny ze swoich ostrych wypowiedzi i uznanych przez wielu za skandaliczne, zachowań. Człowiek, który nie boi się mówić tego, co myśli – specjalnie dla EksMagazynu Jerzy Urban opowiada o swoich miłościach, miłostkach, kobietach w swoim życiu i typie „prawdziwego mężczyzny”

EksMagazyn: Co dla Pana znaczy określenie „prawdziwy mężczyzna”?

Jerzy Urban:
Całe życie nienawidziłem kategorii prawdziwego mężczyzny. To oznacza idiotę, ambicjonera, człowieka nieznośnego. Mężczyznę o upodobaniach gminnych, takiego który ogląda mecze, przybija w domu gwoździe, grilluje, chce być przewodnikiem stada w rodzinie, wciąż próbuje okazywać swoje przewagi. Musi być najlepszy i mieć rację. To typ obrzydliwy i nieznośny towarzysko.

Nie jest Pan „prawdziwym mężczyzną”?

Nigdy nie byłem na meczu, nie zasadziłem drzewa, nie spłodziłem syna, nigdy nie grillowalem, nigdy też nie zbudowałem domu. Nigdy nie miałem ambicji domowych, za to miewałem ambicje zawodowe i polityczne.

Czy rywalizował Pan z innymi mężczyznami?

Oczywiście konkurowałem jako samiec. Nie była to jednak konkurencja oko w oko. Odbywała się zwykle za pośrednictwem kobiety, o którą obaj konkurowaliśmy. Rywalizowałem używając manipulacji.

Łatwo manipulować kobietami?

Jednymi łatwo, innymi nie. Zawsze starałem się, jak zresztą każdy, wykorzystywać swoje przewagi. Do moich atutów należała np. umiejętność pisania listów. Starałem się, żeby były niebanalne, zaskakujące, zaciekawiające. Jestem fachowcem od pisania, wobec tego starałem się tę umiejętność wykorzystywać. Inni na przykład są elokwentni na randce i umiejętnie przewracają oczyma.

Pisuje Pan jeszcze listy?

Tak, w dodatku ciągle na papierze. Póki istniały mechaniczne maszyny do pisania używałem ich. Maszyn elektrycznych nie potrafiłem opanować. Tak skomplikowanego urządzenia jak komputer nigdy nie dotknąłem. Kiedy maszyny do pisania stały się zabytkami, przerzuciłem się z powrotem na ręczne pisanie.

Pańskie teksty również są pisanie ręcznie?

Tak. Jestem w ogóle wykluczony ze współczesnej cywilizacji. Kiedy wchodzę do sklepu z elektroniką nie wiem do czego służą sprzedawane tam przedmioty. Nie rozpoznaję zastosowania ani po wyglądzie ani po nazwie.

Jest Pan dżentelmenem?

Nie. To, z czym się stykamy, to podróbki dżentelmenów. Lepiej być chamem, ale prawdziwym, niż udawanym dżentelmenem. Dziś stykamy się raczej z postdżentelmenami – ludźmi, którzy sztucznie kultywują anachroniczne zwyczaje w dziedzinie ubioru, sposobu bycia, nakrywania do stołu, stylu zwracania się do innych ludzi. I są niezwykle dumni z tego, że się myją i nie mówią kurwa.

Ma Pan jakieś kompleksy?

Zawsze miałem kompleksy seksualne. Przez całe życie kompleks powodowała niezdolność do odbycia stosunku z prostytutką. Wiąże się on z traumą, jaką przeżyłem jak miałem 15 lat. Poszliśmy raz z kolegą na kurwy, popiliśmy dla kurażu i okazało się, że prostytutka, z którą mam odbyć stosunek jest raczej w wieku naszych matek, tylko grubsza brudniejsza i śmierdzi. Nie stanęło nam. Potem całe życie próbowałem to odczarować. Ani z zaprzyjaźnioną prostytutką mi się nie udało, ani nawet z Murzynką.

Miewał Pan inne?

Miałem kompleks brzydkiego, nieatrakcyjnego mężczyzny. W kontaktach z kobietami bardziej zależało mi na tym, żeby się nie ośmieszyć, niż uwieść.

Uważa Pan, że zakochany mężczyzna głupieje?

Myślę, że nie, bo bardziej się wtedy stara. Stara się przekroczyć swoje granice.

A Panu się to zdarzało?

Zdarzało mi się zakochać bez skutku i szczęśliwego finału. Taka była moja pierwsza prawdziwa miłość. Związek trwał 2-3 lata. Zakończył się niefortunnie. Ona odeszła z ginekologiem, który robił jej skrobankę, na którą ja ją zawiozłem i w dodatku sam znalazłem tego lekarza. Rzadko się zdarza żeby uczennice szkoły baletowej uwiódł dotyk metalowych narzędzi w pochwie. Innym razem bardzo się zakochałem w kobiecie, która lubiła prowadzić na smyczy kilku partnerów jednocześnie. Wszystkich w kagańcach.

Dawał Pan kiedyś kobiecie manipulować sobą?

Owszem, co nie znaczy, że ja nie manipulowałem. Wszystkie związki to jest dwustronna manipulacja.

Ogląda Pan filmy porno?

Pierwszy film porno który widziałem, pochodził z epoki celuloidu i przyspieszonych klatek. Lata 20. Był po prostu komiczny. Na ekranie oglądałem jak bohater w przyspieszonym tempie ściągał kalesony i blindę (blinda – pokrowiec na wąsy, przyp. red.). Nie lubię filmów porno, bo odpycha mnie od nich przewidywalność zakończenia. Jedyną rzeczą, która się w nich zmienia jest kanapa.

Co myśli Pan o romansach w pracy?

Nigdy nie przespałem się z nikim, z kim pracowałem. Nie lubię gmatwać stosunków w miejscu gdzie pracuję. W poczuciu własnej godności nie podrywałem tego co pod ręką.

Co robi Pan w wolnym czasie?

Jem, piję, oglądam telewizję, czytam, czasem rozmawiam. Najwięcej piję wody. Trochę mniej wódki. Bardzo lubię chodzić do kina, na dobre filmy. Cenię braci Coen, Allena, Altmana. Lubię angielskie filmy. Cenię dystans brytyjskich reżyserów do ich bohaterów. Nie oglądam starych filmów, przynajmniej starszych niż 10 lat. Nie znoszę Chaplina. Zdarza mi się oglądać romansidła. Na kiczach wzruszam się i płaczę jednocześnie śmiejąc się z siebie. Płytka uczuciowość stanowi moją wadę charakterologiczną.

A co Pan czytuje?

Upodobania w czytaniu mam dosyć banalne. Cenię literaturę historyczną. W tym momencie czytam autobiografię Walickiego, przedtem dokumentarną książkę o buncie na Potiomkinie.

Lubi Pan podróżować?

Już nie. Ale kiedy lubiłem, zawsze starałem się podróżować w nowe miejsca. Miejscem, w którym mógłbym zamieszkać jest Nowy York. Nie mieszkam tam, bo nie miałbym tam z czego żyć. No i po drugie, jestem więźniem języka polskiego. Nie znam narzecza, w którym mówią w Nowym Yorku. Choć właściwie to miasto jest bardziej atrakcyjne do bywania niż do mieszkania.

Przeżywał Pan kryzys wieku średniego?

Od zawsze. Kryzys wieku średniego mam od wczesnej młodości. Objawiał się on nieśmiałością, brakiem pewności siebie, męskimi kompleksami, lękiem przed ośmieszeniem się w oczach kobiet, znudzeniem. Właściwie można powiedzieć, że urodziłem się stary. Lata dziecięce były dla mnie gorsze niż starość. Najpierw strasznie się nudziłem, a później było 12-letnie siedzenie w szkole. To największy koszmar jaki w życiu przeżyłem, to było chyba gorsze niż więzienie ale nie jestem pewien bo dotychczas nie siedziałem. Poza tym lata temu w szkole były i twarde wąskie ławki, a kilkugodzinne siedzenie na nich, samo w sobie było fizyczną torturą. Dlatego też bardzo szybko traciłem zdolność przyswajania jakiejkolwiek wiedzy. Na ogół ocena ze sprawowania była najlepszą jaką udawało mi się dostać.

Ale nie był Pan aniołem w szkole?

Kiedyś w Prima Aprilis dałem sygnał klasie, żeby iść na wagary. Taki banalny pomysł. Cała rzecz polegała na tym, że klasa poszła za mną, przyłączyły się inne klasy i inne szkoły i w ten oto sposób większość młodzieży miasta Łodzi cały dzień spędziła w parku. Były to czasy stalinizmu i służbę bezpieczeństwa bardzo zainteresowało jak się organizuje wyjście z dziesiątków szkół tysięcy młodzieży jednocześnie. Zaczęło się od robienia małpich min w przedszkolu, bo wtedy jeszcze lepszych pomysłów nie miałem. Później jako 12-latek zawiadomiłem Polską Agencję Prasową o zakończeniu wojny z Japonią choć ona nadal trwała. I to poszło. Wynajdywałem sposoby dręczenia nauczycieli, na przykład przynosiłem maszynkę elektryczną na lekcję, patelnię, jajka i smażyłem jajecznicę. Albo nosiłem do szkoły ubranie z kamizelką, muszką i złotą dewizką co denerwowało belfrów.

Ma Pan jakiś autorytet?

Miewałem takie autorytety tylko ich już nie pamiętam.

Co Pan myśli o lansie?

Lans jest niezbędny do tego, aby żyć nie tonąc. Całe życie się lansowałem, i cenię u innych umiejętność lansowania się. Bez lansu talenty giną, bo nikt się o nich nie dowiaduje. Kto by słyszał o Einsteinie, gdyby się nie lansował?

Pan się lansuje?

Lansuję się dosyć leniwie i mam teraz mało ku temu instrumentów. A gdy przekraczam stosowne dla mnie metody lansowania się, to efekty są żałosne. W programie „Jak Oni Śpiewają”. Anna Mucha zaprosiła mnie do duetu, ale okazało się, że ja kompletnie nie umiem śpiewać. Wszystkie próby to była katastrofa. W dodatku zaraz przed emisją show, odebrałem telefon o śmierci Mieczysława Rakowskiego i nie wyszedłem na scenę. To był mój przyjaciel i nie mogłem tego zrobić. Wielki kłopot dla stacji i dla ludzi, którzy pracowali nad programem. Innym razem w jakiejś telewizyjnej produkcji miałem zagrać dla draki fragment roli Romea. Tydzień uczyłem się swojej kwestii, ale w żaden sposób nie mogłem zapamiętać tego bełkotu, w związku z czym, młoda aktorka, która ze mną występowała, również była załamana… Innym razem do współpracy zaprosił mnie Liroy. Miałem go udawać na scenie. Markowałem śpiewanie hip-hopu. Skakałem… Próżność sprawia, że zapominam o tym, żeby się takich rzeczy nie podejmować. Hipopotam nie powinien pracować ciałem, ma do tego zęby.

Ma Pan marzenia?

Coraz trudniej mi mieć marzenia. Zwykłe marzyłem, żeby komuś boleśnie przypieprzyć w felietonie. Czasami się udawało.


rozmawiały Aneta Zadroga, Anna Chodacka

JEZUS JEST KLUCZEM

Darowizna od pani Roseline
Rue Des Martyrs N38 Cocody
Abidzan, Wybrzeze Kosci Sloniowej.
Chosen One
Jestem z wymienionych osób z Kuwejtu. Jestem zonaty z Patrick Edward, który pracowal z ambasady Kuwejtu w Wybrzezu Kosci Sloniowej na dziewiec lat przed smiercia w 2004 roku. Bylismy malzenstwem od jedenastu lat bez dziecka. Zmarl po krótkiej chorobie, która trwala tylko cztery dni.

Przed smiercia oboje Born Again Christian Po jego smierci postanowilem nie ozenic sie dziecka lub poza moim domu malzenskich, które w Biblii jest przeciw. Kiedy mój maz zyje on zlozony sume 2 $. 5 mln (dwa miliony piecset tysiecy zlotych) w banku tutaj w Abidzanie na koncie przejsciowym.

Obecnie fundusz jest nadal w banku. Ostatnio, mój lekarz powiedzial mi, ze mam powazne choroby, która nie jest problem raka. Ten, który mnie niepokoi najbardziej, to mój skok choroby. Znajac mój stan postanowilem oddanie tego funduszu do kosciola lub jednostki, która bedzie korzystac z tych pieniedzy tak bede tu polecic. Chce kosciola, które beda korzystac z tego funduszu dla dziecka, wdowy, propagowanie slowa Bozego i doklada staran, ze dom Bozy jest zachowana.

Biblia sie nam zrozumiec, ze blogoslawiony jest reka, która daje. Wzialem te decyzje, poniewaz nie mam dziecka, ze bedzie dziedziczyc te pieniadze i moja rodzina meza nie sa chrzescijanami i nie chce, mój maz zmierzajace do wykorzystania przez niewiernych. Nie chce sytuacji, gdy srodki te zostana wykorzystane w sposób bezbozny. Dlatego jestem podjecia takiej decyzji. Nie boje sie smierci wiec wiem, gdzie ide. Wiem, ze mam zamiar zostac na lonie Pana. Exodus 14 vs 14 mówi, ze Pan bedzie walczyl moim przypadku i trzymam mój pokój.

I nie trzeba zadnego telefonu w tej kwestii z powodu mojego zdrowia stad obecnosc meza rodziny jest wokól mnie zawsze Nie chce, by wiedzieli o tym rozwoju. Z Bogiem wszystkie rzeczy sa mozliwe. Jak tylko otrzymamy odpowiedz dam ci kontakt z bankiem tutaj w Abidzanie. Chce, zebys i Kosciól zawsze modlic sie za mnie, bo Pan jest moim pasterzem. Moje szczescie jest to, ze zyla zyciem godnym chrzescijaninem. Kto, ze chce sluzyc Panu musi sluzyc Mu w duchu i prawdzie. Prosze zawsze modlitwa przez cale swoje zycie.

Skontaktuj sie ze mna poprzez mój adres e-mail aby uzyskac wiecej informacji, wszelkie opóznienia w odpowiedzi da mi pokój w zaopatrywaniu innego kosciola lub indywidualnych w tym samym celu. Prosze mnie zapewnic, ze beda dzialac odpowiednio jak okreslone w niniejszym dokumencie. Majac nadzieje na otrzymanie odpowiedzi.
Nadal blogoslawil w Panu.
Wasz w Chrystusie,
MRS. Roseline Edward.
Prosimy o odpowiedz Adres; roseline_ed700@yahoo.co.jp

niedziela, 30 stycznia 2011

małostkowość Komorowskiego zabiła trzech posłów PiS

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Onet.pl (29-30 stycznia 2011):

Przypomnę o tym, że przed katastrofą smoleńską poprosiliśmy marszałka Komorowskiego, żeby nie skracał posiedzenia Sejmu, tylko żeby przeniósł głosowanie na wieczór dnia poprzedniego, by pewna grupa naszych posłów mogła pojechać na uroczystości do Katynia pociągiem. Komorowski odmówił. Nie dał żadnej odpowiedzi i głosowanie się odbyło. W związku z tym trzy osoby(Aleksandra Natali-Świat, Grażyna Gęsicka i Stanisław Zając - red.) poleciały samolotem do Smoleńska i dzisiaj nie żyją. Gdyby marszałek Komorowski nie był taki małostkowy – bo marszałkowanie Komorowskiego było strasznie małostkowe, w czym Schetyna szczęśliwie jest od niego dużo lepszy - to te trzy osoby by dzisiaj żyły.