czwartek, 2 czerwca 2016

Jarosław Kaczyński - biografia idealna

31.05.2010 [00:00]
Najciekawszy polityk dwudziestolecia po 1989 roku, mąż stanu, wizjoner polityczny, nieskłonny do kompromisów a skłonny do konfliktów, z kłopotami w ocenie ludzi, którym warto zaufać.

Jarosław Aleksander Kaczyński u
rodził się 18 czerwca 1949 w Warszawie w rodzinie inteligenckiej, jako syn Jadwigi i Rajmunda Kaczyńskich, pierwszy z kolei brat bliźniak Lecha, późniejszego prezydenta RP. Matka, Jadwiga z domu Jasiewicz, filolog polski, w czasie II wojny sanitariuszka w Szarych Szeregach, w PRL nauczycielka w warszawskich liceach, potem pracownik Instytutu Badań Literackich. Ojciec Rajmund Kaczyński, inżynier, był żołnierzem AK i uczestnikiem Powstania Warszawskiego w pułku „Baszta" (odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari); w PRL pracownik Biura Projektów, wykładowca na Politechnice Warszawskiej.

W 1961 obaj bracia jako dwunastoletni chłopcy zagrali role Jacka (Lech) i Placka (Jarosław) w ekranizacji filmu dla dzieci wg powieści Kornela Makuszyńskiego O dwóch takich, co ukradli księżyc w reżyserii Jana Batorego.

Jarosław uczęszczał do XLI Liceum Ogólnokształcącego im. J. Lelewela w Warszawie, maturę zrobił w 1967 w XXXIII LLO im. M. Kopernika. Studiował w latach 1967-71 na Wydziale Prawa i Administracji UW. Na tym samym roku studiował jego brat Lech. Jako student I roku prawa uczestniczył w wiecu 8 marca 1968 na UW i w kolejnych demonstracjach, a także w strajku studentów UW. „Miałem coraz mocniejsze przeświadczenie, że powinna powstać opozycja, bo Polska jest już w Rosji. Bardzo dużą rolę w moim życiu odegrały audycje Wolnej Europy. Że powinna powstać opozycja, bo jest czymś dobrym."

W latach 1970-80 uczestniczył w prywat¬nych seminariach prawnika prof. Stanisława Ehrlicha, których tematem był m.in. liberalizm i zależność Polski od ZSRR.

Od 1971-1976 jako magister prawa pracował w Instytucie Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego przy Ministerstwie Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Zimą 1976 wysłał do sejmu indywidualny list ze sprzeciwem wobec zmian w konstytucji PRL.

Latem 1976 jeździł do Ursusa i Radomia na procesy robotników represjonowanych za protesty z powodu podwyżek cen w czerwcu 1976. Od wielu miesięcy już nie miał pracy, czekał na prawo obrony pracy doktorskiej z prawa pt. Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą w Instytucie Nauki o Państwie i Prawie UW, co władze uczelni odkładały; ostatecznie obronił go 2 grudnia. Następnego dnia zgłosił się do współzałożyciela KOR, Jana Józefa Lipskiego, który pracował w IBL z jego matką, Jadwigą, proponując swoją pomoc. W 1977 został członkiem zespołu Biura Interwencyjnego KOR a potem KSS „KOR", prowadzonego przez Krystynę i Stefana Starczewskich a później przez Zofię i Zbigniewa Romaszewskich, gdzie badał m.in. przypadki mor¬derstw popełnionych przez milicjantów i funkcjonariuszy SB. W 1978 roku w zastępstwie Zofii Romaszewskiej na kilka miesięcy przejął obowiązki szefa Biu¬ra Interwencyjnego. Wyjeżdżał do Płocka z pomocą dla represjonowanych robotników, udzielał także pomocy prawnej na Śląsku i w Toruniu. W Płocku zatrzymany przez SB, zwolniony i już stale w tym okresie inwigilowany.

Dzięki wstawiennictwu Andrzeja Stelmachowskiego otrzymał w tym czasie zajęcie w białostockiej filii UW; został tam adiunktem, pracował tam do końca 1981.

Brał udział w korowskich akcjach ulotkowych, m.in. w 1978 roku w Katowicach (podczas procesu Kazimierza Świtonia, założyciela WZZ na Śląsku), i w 1980 roku w obronie Edmunda Zadrożyńskiego z Grudziądza.

W 1979 wszedł do redakcji niezależnego „Głosu", redagowanego przez Antoniego Macierewicza, Jakuba Karpińskiego i in. W prasie podziemnej używał pseu¬donimów Stanisław Staszek, Lech Jarosławski, Jarosław Lechowski.

W 1980 roku uczestniczył w opracowywaniu Raportu o przestrzeganiu praw człowieka i obywatela w PRL, przygotowanego przez Komisję Helsińską KSS „KOR" na Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w Madrycie (tzw. Raport Madrycki).

W sierpniu 1980 nawiązał kontakt ze strajkującymi we Wrocławiu. Zatrzy¬many przez SB, zwolniony po podpisaniu porozumień gdańskich 30 sierpnia.

2 września 1980 z m.in. Macierewiczem i Janem Olszewskim uruchomił przy ul. Bednarskiej w Warszawie punkt informacyjny dla osób zakładających związki zawodowe. Wkrótce potem został kierownikiem sekcji prawnej w Ośrodku Badań Społecznych przy Regionie Ma¬zowsze NSZZ „Solidarność". 17 września 1980 razem z Janem Olszewskim, bratem Lechem i odrębnie Karolem Modzelewskim prowadził w grupie działaczy późniejszej „Solidarności" w Gdańsku akcję, mającą na celu powołanie jednego związku zawodowego obejmującego terytorium całej Polski (w miejsce proponowanego podziału branżowego).

27 września 1981 podpisał deklarację założycielską Klubów Służby Niepodległości, założonych przez Wojciecha Ziembińskiego.

W grudniu 1981 po ogłoszeniu stanu wojennego przedostał się do strajkującej Huty „Warszawa".

W 1982 z Ludwikiem Dornem reaktywował „Głos" już jako pismo podziemne, w którego redakcji pozostał do 1983 roku nawiązał też sto¬sunki z działającym w warszawskiej Hucie Robotniczym Komitetem Samoobrony Społecznej, a później z Międzyzakładowym Robotniczym Komitetem „Solidarności" zajmującym się widowiskowymi akcjami w Warszawie. Zajmował się m.in. kolportowaniem prasy podziemnej i ulotek. Publikował artykuły w wydawnictwach MRK„S", w podziemnych pismach „Przegląd Polityczny" i „Głos Ursusa" oraz przygotowywał teksty ulotek. Pracował wtedy jako bibliotekarz w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.

W latach 1982-89 był członkiem podziemnego Komitetu Helsińskiego w Polsce, zajmując się m.in. kontaktami z Zachodem. W 1983 roku krótko współpracował ze środowiskiem „Polityki Polskiej" (pismo działaczy Ruchu Młodej Polski). Nawiązał kontakt z gdańskim środowiskiem „Solidarności" skupionym wokół Lecha Wałęsy, gdzie jego brat pełnił ważne funkcje. Od grudnia 1983 do jesieni 1984 jako ekspert brał udział w posiedzeniach Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej kierującej podziemnym Związkiem. W czerwcu 1986 objął w TKK funkcję kierownika Biura Społeczno-Politycznego, które przygotowywało analizy na potrzeby TKK. Jesienią 1987 został sekretarzem już jawnej Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność". W maju i sierpniu 1988 był doradcą strajkujących w Stoczni Gdańskiej m. Lenina, wszedł w skład Komitetu Obywatelskiego.

W obradach Okrągłego Stołu (6 lutego - 5 kwietnia 1989) uczestniczył w pracach tzw. stolika czyli zespołu ds. reform politycznych oraz podzespołu do spraw reformy prawa i sądów. Uważał go tylko za etap w procesie demokratyzacji i uzyskania pełnej niepodległości kraju.

Wiosną 1989 znalazł się na zdjęciu z Wałęsą i tym samym w wyborach 4 czerwca 1989 został kandydatem do parlamentu kontraktowego z listy popieranej przez „Solidarność". Został senatorem I kadencji z Elbląga (1989–1991) i członkiem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. W sierpniu 1989 razem z bratem Lechem, senatorem z ziemi gdańskiej, zabiegał o utworzenie koalicji rządowej „Solidarności", ZSL i SD, w wyniku czego powołano tzw. pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego.

W październiku 1989 został przez Wałęsę mianowany redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność", na miejsce Mazowieckiego; spowodowało to konflikt z Mazowieckim, planującym obsadzić na tej funkcji swego zastępcę, Jana Dworaka. Kaczyńskiego zaczęła w ironicznym tonie opisywać „Gazeta Wyborcza", która podważała prawomocność tego wyboru. Zimą 1990 w „TS" po raz pierwszy padły hasła „Ruscy do domu" i „Wałęsa na prezydenta". Kaczyński liczył na to, że prezydentura Wałęsy będzie prezydenturą przełomu i zburzy pozostałości systemu komunistycznego w Polsce.

12 maja 1990 Kaczyński powołał nową partię, centroprawicowe Porozumienie Centrum, w którego programie znalazło się przyspieszenie zmian ustrojowych, a więc krytyka rządu Tadeusza Mazowieckiego. i wybór Wałęsy na prezydenta; w rok później doszedł postulat dekomunizacji struktur państwa.

23 czerwca 1990 roku na I Konferencji Programowej PC wybrano Jarosława Kaczyńskiego prezesem partii, którym pozostał do 1998 roku. Pierwotnie w skład PC wchodziły: Forum Demokratyczne Mazowsze, Chrześcijańska Demokracja Kraków, Klub Myśli Politycznej Dziekania, Młodzi Chrześcijańscy Demokraci, Polskie Stronnictwo Ludowe „Solidarność", Centrum Demokratyczne oraz Komitety Obywatelskie. Spośród parlamentarzystów OKP do PC wstąpiło 25 posłów i 7 senatorów.

Podczas kampanii prezydenckiej w połowie października 1990 Kaczyński jako zwolennik Wałęsy uczestniczył w debacie z Adamem Michnikiem, ówcześnie redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej" i zwolennikiem Mazowieckiego (red. prowadzący Marek Maldis), w której zwyciężył. Podkreślał pozycję w sondażach kandydata „znikąd" Stana Tymińskiego, znacznie wyższą od popieranego przez „GW" i UD Mazowieckiego; „niech najpierw [Mazowiecki] pokona Tymińskiego" – powiedział.

W 1990 Kaczyński założył Fundację Prasową „Solidarność", wszedł też w skład władz spółki akcyjnej „Telegraf". W 1993 zarzucono mu nielegalne finansowanie Porozumienia Centrum przez Fundację Prasową "Solidarność", w 2000 sprawę umorzono.

Po wygranej Wałęsy w wyborach prezydenckich otrzymał 16 grudnia 1990 propozycję objęcia funkcji premiera rządu, czego odmówił. Od stycznia 1991 do października 1991 piastował stanowisko szefa Kancelarii Prezydenta w randze ministra stanu. W sierpniu 1991 był świadkiem, jak podczas puczu Janajewa w Moskwie Wałęsa telefonował do Jaruzelskiego z prośbą o konsultacje. Z Kancelarii Prezydenta odszedł jesienią 1991 z bratem (również ministrem stanu, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego) i grupą współpracowników po konflikcie z Lechem Wałęsą i szefem jego gabinetu Mieczysławem Wachowskim.

W wyborach parlamentarnych 1991 z listy Porozumienia Obywatelskiego Centrum otrzymał mandat posła na Sejm I kadencji (1991-1993) z Warszawy i został przewodniczącym Klubu Parlamentarnego PC. Odmówił podczas spotkania w Belwederze liderów Unii Demokratycznej (UD), Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD) i PC udzielenia poparcia dla kandydatury Bronisława Geremka na premiera rządu

Doprowadził do powstania rządu premiera Jana Olszewskiego w grudniu 1991; ten jednak wbrew planom nie powołał go na funkcję ministra obrony. Nocą z 4 na 5 czerwca 1992 Kaczyński wygłosił w sejmie płomienne przemówienie w obronie odwoływanego właśnie rządu Jana Olszewskiego i konieczności przeprowadzenia lustracji. W tym okresie ataki prasy postsolidarnościowej na lustrację odwoływały się do insynuacji politycznych, i do krytyki wyglądu i stylu życia Kaczyńskiego a także Macierewicza.

Zimą 1993 udzielił Jackowi Kurskiemu i Piotrowi Semce obszernego wywiadu w książce „Lewy czerwcowy", gdzie opisał fraternizowanie się uczestniczących w rozmowach „okrągłego stołu" elit opozycyjnych z komunistami, np. Kwaśniewskim, wyjaśnił też, że „okrągły stół" był miejscem przekazania władzy opozycji za uwłaszczenie nomenklatury partyjnej, oraz jako umowę, która doprowadziła do przemian w Polsce, ale jednocześnie ograniczyła je na korzyść ustępującej nomenklatury. Ujawnił też, że Mieczysław Wachowski, kierowca i pomocnik Wałęsy brał udział w kursie oficerskim SB w Świdrze w latach 70. Wg oficjalnych wyjaśnień na zdjęciu, na które powoływał się Kaczyński, a którego fragment pokazała telewizja, figurował w rzeczywistości Arnold Superczyński, policjant z Lublina, który to potwierdził. Zamieszczone zdjęcie wg Kaczyńskiego pokazywało jednak obu mężczyzn.

1 lutego 1993 roku Kaczyński zażądał, by prezydent Wałęsa podał się do dymisji i powołał Komitet na rzecz Odwołania Prezydenta.

W marcu 1993 Kaczyński ujawnił treść Instrukcji nr 0015 UOP z 26 października 1992, zlecającej działania agenturalne przeciwko opozycyjnym partiom politycznym. Szefem komórki, wykorzystującej Instrukcję był płk Jan Lesiak,  do roku 1997 szef Zespołu Inspekcyjno-Operacyjnego UOP, a przed 1989 rokiem oficer Departamentu III Służby Bezpieczeństwa. Komórkę Lesiaka zwano potem popularnie „szafą Lesiaka". Szczegóły działania i dokumenty z jego „szafy" Lesiaka podał do wiadomości publicznej Zbigniew Siemiątkowski (SLD) w 1997 roku. Celem działania komórki Lesiaka była inwigilacja i dezintegracja przywódców prawicy antywałęsowskiej, m.in. w lidera PC Jarosława Kaczyńskiego, z czym łączy się sprawa jego fałszywej deklaracji lojalności, Jana Olszewskiego, Antoniego Macierewicza, Wojciecha Ziembińskiego i innych, aby ich skłócić i skompromitować. M.in. uszkadzano samochody polityków, narażając ich życie i zdrowie.

Szefem UOP w 1993 był Jerzy Konieczny, premierem Hanna Suchocka, a szefem urzędu Rady Ministrów Jan Rokita.

W 1997 roku, po wyborczym zwycięstwie AWS,  Kaczyński doprowadził do utrącenia kandydatury Hanny Suchockiej na premiera, przypominając sprawę „szafy Lesiaka", co poparł Adam Michnik, który sprzeciwił się protestom swego środowiska jakoby zarzuty Kaczyńskiego były „absurdalne". W roku 1997 Suchocka, jako ówczesny minister sprawiedliwości, zapowiedziała odtajnienie dokumentów inwigilacji prawicy.

Kaczyński w końcu 1999 roku w wywiadzie dla „GW" powiedział, że „grupa Lesiaka w UOP prowadziła tajne, nierejestrowane operacje wobec posłów, polityków i partii politycznych. W celu kompromitowania polityków posługiwano się agentami w prasie i telewizji oraz plotkami obyczajowymi. Akcje te wspomagało Ministerstwo Sprawiedliwości  RP i prokuratorzy. Dopuszczono się takich czynów, jak podsłuchy i włamania do lokali partyjnych, a nawet próby morderstwa, jednakże do tego nie doszło." Fałszywkę z lojalką Kaczyńskiego zespół Lesiaka wyprodukował między rokiem 1989 a 1993.

Śledztwo wszczęte w roku 1997  wielokrotnie próbowano umorzyć, co udało się dopiero w sierpniu 1999 roku Lucjanowi Nowakowskiemu z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, z uzasadnieniem, że działania te „nie nosiły znamion czynów zabronionych", a inwigilacja służyła rządowi do celów analitycznych. Prokuratorzy narzekali na naciski, by umorzyli śledztwo. Sprawy nie wyjaśniono do końca istnienia rządu AWS (jesień 2001).

4 czerwca 1993, w rocznicę „nocnej zmiany", czyli obalenia rządu Olszewskiego, Kaczyński z kilkoma politykami stanął na czele manifestacji ulicznej, podczas której spalono kukłę Lecha Wałęsy. W tym czasie tygodnik „Nie" ujawnił, jakoby Kaczyński podpisał 17 grudnia 1981 tzw. deklarację lojalności, podsuwaną działaczom „Solidarności" przez SB po ogłoszeniu stanu wojennego; po kilkunastu latach procesu wytoczonego przez Kaczyńskiego okazało się, że była to fałszywka, sprokurowana przez służby specjalne po roku 1989, a nie w okresie PRL.

Po rozwiązaniu parlamentu przez Wałęsę 29 maja 1993 i po jesiennych wyborach Kaczyński znalazł się poza głównym nurtem życia politycznego. Latem 1993 w obliczu nadchodzących wyborów podjął rozmowy o koalicji z Ruchem dla Rzeczpospolitej Olszewskiego. Porozumienie nie doszło do skutku, żaden z liderów nie umiał sobie wyobrazić, że jego ugrupowanie może w ogóle nie wejść do sejmu samotnie. Kaczyński skupił kilka „kanapowych" prawicowych ugrupowań, które torpedowały porozumienie z Olszewskim; 19 czerwca wspólnie utworzyły one blok wyborczy Porozumienie Centrum – Zjednoczenie Polskie (PC-ZP). Hasłem PC-ZP było „Polsko! Czas na zmiany!" Żadne ugrupowanie postsolidarnościowe prócz Unii Demokratyczną nie weszło wtedy do Sejmu i 35 proc. wyborców pozostało bez reprezentacji na 4 lata.

W latach 1994-1997 pracował jako kierownik działu wydawniczego w spółce z o.o. „Srebrna". Po wyborach, jeszcze jesienią 1993 roku Kaczyński powołał Sekretariat Ugrupowań Centroprawicowych. Po jego rozpadzie, powołał 9 maja 1994 roku Przymierze dla Polski, w którego skład wchodziły Porozumienie Centrum, ZChN, Porozumienie Ludowe, Ruch dla Rzeczpospolitej i Koalicja Konserwatywna. Wskutek konfliktów wśród liderów ciała te szybko się rozpadały.

Lata 1997 – 2001 to powrót tzw. prawicy do parlamentu. Jarosław Kaczyński należał do współzałożycieli Akcji Wyborczej Solidarność (od 1996); został jednak posłem do Sejmu III kadencji, z listy Ruchu Odbudowy Polski, który otrzymał ok. 5,6 proc. Sam Kaczyński dostał w okręgu warszawskim najwięcej głosów.
W 1998 wskutek buntu w PC odszedł ze swej partii, od 1999 znalazł się w połączonym Kole Ruchu Odbudowy Polski – PC.

Wiosną przed wyborami w 2001 telewizja publiczna nadała dwa odcinki serialu zniesławiającego Jarosława i Lecha Kaczyńskich pt. Dramat w trzech aktach; film pomawiał ich o przyjęcie w 1990 roku od biznesmena Janusza Pineiry pieniędzy z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego na wsparcie partii PC. Politycy oddali sprawę do sądu, i po wielu latach wygrali proces.

W 2000 roku Lech Kaczyński został ministrem sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Jarosław Kaczyński zdecydował się wykorzystać świetne wyniki sondażowe brata i w czerwcu 2001 roku utworzył nową partię Prawo i Sprawiedliwość. Na jej czele stanął Lech Kaczyński.

W wyborach 2001 rok Jarosław Kaczyński został posłem na Sejm IV kadencji z okręgu stołecznego, zajmując drugie miejsce pod względem liczby głosów, i szefem Klubu Parlamentarnego PiS, które osiągnęło wynik 9,5 proc. W sejmie Kaczyński był członkiem Komisji Etyki. Od 2004, już po wejściu Polski do Unii Europejskiej, PiS wszedł w skład grupy Unia na Rzecz Europy Narodów.

W 2003 roku, gdy Lech został prezydentem Warszawy, Jarosław Kaczyński objął prezesurę w PiS. W wyborach 2005, w atmosferze tzw. afery Rywina, Jarosław Kaczyński został posłem na Sejm V kadencji z PiS z Warszawy, z najwyższym w mieście wynikiem ponad 170 tys. głosów. Po wygranej (prawie 27 proc.) PiS objął rządy w Polsce, otrzymując w parlamencie 155 mandatów poselskich i 50 senatorskich. Kaczyński wyznaczył na premiera Kazimierza Marcinkiewicza (19 października 2005 desygnowany na tę funkcję przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego). 28 grudnia 2005 Jarosław Kaczyński otrzymał od swego brata prezydenta nominację na członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W 2005 roku otrzymał tytuł Człowieka Roku tygodnika „Wprost".

W lutym 2006 podpisał umowę „stabilizacyjną" z Samoobroną i LPR, zawierającą m.in. poparcie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, przeprowadzenie lustracji majątkowej i powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

W czerwcu 2006 ujawnił dokumenty ze swojej „teczki" z IPN, założonej mu w PRL przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa.

Na II Kongresie PiS w Łodzi, w czerwcu 2006 został ponownie wybrany na prezesa partii.

10 lipca 2006, po dymisji Marcinkiewicza, Kaczyński został desygnowany na premiera, zaprzysiężony 14 lipca, wotum zaufania od Sejmu otrzymał 19 lipca 2006. Kaczyński utrzymał koalicję rządową z Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha i Samoobroną Andrzeja Leppera. Koalicjanci sprawiali sporo kłopotu Kaczyńskiemu, Leppera oskarżano później o udział w korupcji w Ministerstwie Rolnictwa i wykroczenia obyczajowe.

Wybory personalne Jarosława Kaczyńskiego często dziwiły zwolenników. Np. nominacja znanego z wyroków w latach 70. i stanie wojennym sędziego Andrzeja Kryże na sekretarza stanu w ministerstwie sprawiedliwości (2005-2007), gdy ministrem był Zbigniew Ziobro. Inną taką nominacją było wyniesienie do godności wicepremiera i ministra w MSWiA Janusza Kaczmarka, który po dymisji oskarżał Kaczyńskiego o naciski w wymiarze sprawiedliwości; kolejną – Konrada Kornatowskiego, prokuratora w stanie wojennym, polecanego przez Kaczmarka, powołał na stanowisko Głównego Komendanta Policji (2007). Działalność Kaczmarka w rządzie przyczyniła się do konfliktu Kaczyńskiego z wieloletnim przyjacielem i współpracownikiem jeszcze z okresu opozycji lat 70. Ludwikiem Dornem, aż do jego wystąpienia z PiS.

22 września 2006 na wniosek premiera Kaczyńskiego prezydent odwołał Leppera ze stanowiska wicepremiera i ministra rolnictwa. Leppera oskarżono potem o udział w korupcji w ministerstwie rolnictwa, na jego korzyść wypowiadał się Janusz Kaczmarek.

1 października 2006 na wiecu poparcia dla PiS w Stoczni Gdańskiej Kaczyński powiedział, że stoczniowcy stoją „tam gdzie zawsze", czyli przy historycznej Bramie nr 2, a „oni", czyli zwolennicy PO „tam, gdzie stało ZOMO", odnosząc się do wydarzeń z 1988 roku. Zmanipulowano to w mediach jako zarzut, jakoby przyrównał przeciwników swego rządu do funkcjonariuszy ZOMO, którzy w czasach PRL tłumili protesty robotników. Niektórzy sygnatariusze porozumień sierpniowych, w tym Lech Wałęsa, zażądali w liście otwartym, by cofnął te słowa.

26 kwietnia 2007 stanął na czele Komitetu Organizacyjnego EURO 2012. Na początku lipca odwołał po raz drugi ze składu rządu Andrzeja Leppera, a także ministra sportu Tomasza Lipca, którego aresztowano; 8 sierpnia zdymisjonował szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, który znalazł się w kręgu podejrzanych o przeciek w sprawie akcji CBA w ministerstwie rolnictwa (konsekwentnie zaprzeczał stawianym mu zarzutom) i powołał na nie Władysława Stasiaka. Rozpoczęło się też wówczas śledztwo w różnych dziedzinach sportu, prowadzące do aresztowania licznych działaczy sportowych z zarzutami korupcji; od tego okresu datuje się seria błyskotliwych zwycięstw Polaków w różnych dziedzinach sportu.

W tym okresie opozycja zarzucała Kaczyńskim, zwalczającym korupcję w państwie, że bez potrzeby otwierają kolejne fronty walki z różnymi środowiskami i że robią to dla własnej satysfakcji, z przyczyn charakterologicznych. Chodziło o kilka aresztowań wśród lekarzy, odmowę mianowania niektórych sędziów przez prezydenta oraz o środowiska naukowe, które usiłowano w tym czasie objąć lustracją, a które gremialnie odmówiły podporządkowania się ustawie w tym zakresie.

Jarosław Kaczyński zdecydował się na przedterminowe wybory do parlamentu w chwili, gdy Platforma Obywatelska, nie mogąc obalić jego rządu, zapowiedziała kolejne odwoływanie ministrów. 11 sierpnia 2007 PiS podjął działania zmierzające do przedterminowych wyborów. Dwa dni później prezydent na wniosek Prezesa Rady Ministrów odwołał z rządu ministrów rekomendowanych przed Ligę Polskich Rodzin oraz Samoobronę.

21 października 2007 w przedterminowych wyborach Jarosław Kaczyński został posłem Sejmu VI kadencji, zdobywając 273 684 głosy w okręgu Warszawa (2 miejsce po Donaldzie Tusku). Prawo i Sprawiedliwość przegrało jednak wybory parlamentarne z PO i przeszło do opozycji, ale zdobywając 5 183 477 głosów, a więc o 2 mln więcej niż w 2005.

Gabinet Kaczyńskiego pełnił obowiązki do zaprzysiężenia rządu PO w listopadzie 2007. W VI kadencji Sejmu od 2007 Jarosław Kaczyński zasiada w sejmowych Komisjach: ds. Łączności z Polakami Zagranicą, do Spraw Kontroli Państwowej i Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Efektem rządów Prawa i Sprawiedliwości, a więc koncepcji i działalności Jarosława Kaczyńskiego były daleko idące pozytywne zmiany w państwie, zarówno w gospodarce, jak i w innych dziedzinach.

W polityce zagranicznej wspierał działania prezydenta Lecha Kaczyńskiego, realizując wizję wolnej, niepodległej Polski, członka Europy ojczyzn, solidarnej społecznie.

W kraju produkt krajowy brutto w czasie jego rządów przyrastał rocznie o ponad 6%, produkcja przemysłowa o ponad 10%, inwestycje o 20%, produkcja budowlana o ponad 60%. W okresie 2005-2007 powstało 1,2 mln miejsc pracy w kraju i spadło bezrobocie z ponad 3 mln osób w 2005 do ca 1 mln 100 tys. w 2008. Inflacja była niska a złoty stabilny. Zmniejszono deficyt finansów publicznych z około 4 proc. PKB do w 2006 do około 3 proc. PKB w 2007. Cena benzyny spadła z ok. 4,30 zł do 3,70 zł.

Ponadto Kaczyński zlikwidował podatek od spadków i darowizn, zmniejszył podatek dochodowy od osób fizycznych, obniżył o ponad połowę składkę rentową, dzięki czemu wzrosły pensje pracownicze, podniósł zaś znacząco najniższą płacę.

Przeprowadził zmianę ustawy o radiofonii i telewizji, zmienił skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dotychczas praktycznie w 100 proc. eseldowski, co doprowadziło do wybrania znanych dziennikarzy do zarządów mediów publicznych i wyrazistych zmian w programach.

W ramach funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności uzyskał obietnicę 67,3 mld euro na lata 2007 - 2013.

Wprowadził w ramach polityki prorodzinnej nieznane w Polsce a powszechne w Europie Zachodniej odpisy od podatku na każde dziecko, wydłużył urlopy macierzyńskie, wprowadził też krytykowane przez opozycję tzw. becikowe, czyli zapomogę z tytułu urodzenia dziecka, co po dwóch latach zahamowało ujemny przyrost naturalny notowany od 2000 roku; na dożywianie dzieci przeznaczył 500 mln zł rocznie.

Zainicjował politykę bezpieczeństwa energetycznego przez poszukiwanie niezależnych źródeł energii w kraju i zagranicą. Sprzeciwiał się budowie gazociągu północnego z Niemiec do Rosji, zainicjował budowę gazoportu.

Wprowadził mechanizmy konkurencji w telefonii komórkowej, spadły o połowę ceny dostępu do internetu i ceny usług telefonicznych. Stworzył Urząd Komunikacji Elektronicznej przeciw monopolom.

Powołał Centralne Biuro Antykorupcyjne, które zajęło się skutecznym ściganiem korupcji i które stało się solą w oku SLD i rządzącej Platformy Obywatelskiej.

Wprowadził sądy 24-godzinne, powołał Krajową Szkołę Sędziów i Prokuratorów. Po dwóch latach rządów PiS przestępczość kryminalna spadła o 18 proc.
Odpolitycznił administrację rządową, wprowadzając ustawę o służbie cywilnej i państwowym zasobie kadrowym.

Dokonał likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, powołał nowe służby specjalne. Rozpoczął restrukturyzację polskich sił zbrojnych.

Przeprowadził ustawową lustrację, zahamowaną przez sprzeciw zainteresowanych. Wzmocnił pozycję Instytutu Pamięci Narodowej.

Nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o ponad 10 mld zł, tj. o 26%, a niedopłacanym latami pracownikom tej branży podniesiono wynagrodzenia o blisko jedną trzecią.

Za rządów PiS 86% Polaków deklarowało, że czują się szczęśliwi, a ponad 60% twierdziło, że żyje się im dostatnio.

W kwietniu 2010 Jarosław Kaczyński kandydował na prezydenta RP w przedterminowych wyborach, ogłoszonych w związku z katastrofą lotniczą w Smoleńsku, w której zginął jego brat Lech, prezydent RP. Oficjalne hasło kampanii brzmiało: „Polska jest najważniejsza". Komitet Wyborczy Jarosława Kaczyńskiego zebrał około 1,7 mln podpisów poparcia. Poparcia udzieliły mu NSZZ „Solidarność", „Solidarność" Rolników Indywidualnych Europa Wolnych Ojczyzn – Partia Polska (3 maja 2010), Ruch Odbudowy Polski, partia Polska Plus oraz 160 artystów, pisarzy, naukowców i dziennikarzy, zebranych w stołecznym Komitecie Poparcia. Ponad 130 podobnych komitetów powstało w całej Polsce i zagranicą, wśród Polonii.

W II turze Kaczyński zajął drugie miejsce za Bronisławem Komorowskim, osiągając około 7 920 000 głosów, czyli prawie 47 proc. Po przegranej w wyborach prezydenckich zajął się śledztwem w sprawie śmierci brata i 95 innych osób w katastrofie lotniczej, m.in. powołał zespół parlamentarny ds. zbadania katastrofy smoleńskiej pod kierunkiem Antoniego Macierewicza. Dążył do upamiętnienia ofiar. Co miesiąc przemawiał przed Pałacem prezydenckim do tłumów, zgromadzonych tam tysiącami każdego 10 dnia miesiąca podczas Marszów Pamięci o katastrofie.

Po przejściu Kaczyńskiego do opozycji i przegranej w wyborach prezydenckich mainstreamowe media kontynuowały frontalny atak na niego i nieżyjącego już jego brata. Zarzucano mu przede wszystkim, jakoby oszukał społeczeństwo w kampanii wyborczej, że „teraz już będzie inny", bo złagodził ton swych wypowiedzi po katastrofie, a potem okazał się „taki sam jak przedtem", bo zaostrzył go wraz z upływem czasu, gdy nie było efektów w śledztwie. Prym wiódł w niewybrednych atakach szef klubu parlamentarnego partii rządzącej Janusz Palikot, który publicznie wyrażał przekonanie, że Jarosław Kaczyński „umiera" i „Chce się znaleźć tam, gdzie jego brat – pod ziemią, w trumnie, obok ukochanego »tego drugiego«". Wielu komentatorów z trudem ukrywało radość z rozwiązania kłopotów z prezydentem i popędzało Kaczyńskiego, by skończył ze zbyt długotrwałą ich zdaniem żałobą. Gdy na pytanie dziennikarki stwierdził, że w Smoleńsku bezpośrednio w dniu katastrofy rozpoznał ciało brata, a w Warszawie już nie (poddano je różnym zabiegom), w nieskończoność perfidnie manipulowano ta wypowiedzią, przekręcając ją, jakoby Kaczyński wyraził wątpliwości, czy to w ogóle był jego brat, lub doklejając słowa dziennikarza, twierdzącego, że Kaczyński zamierza żądać ekshumacji i usunięcia ciała z Wawelu.

10 grudnia 2010 zorganizował w Jachrance konferencję „Pamięć i Zobowiązanie", poświęconą pamięci brata, gromadząc około tysiąca osób z całej Polski, jako zaczyn ruchu społecznego na rzecz przemian w Polsce.


Źródła:
Słownik opozycji w PRL – Wyd. Fundacji „Karta", Warszawa 2000
Wikipedia
Teresa Bochwic – Odwrotna strona medalu. Wywiad rzeka z Jarosławem Kaczyńskim, Pomost", Warszawa 1991
Michał Karnowski, Piotr Zaremba – Alfabet Kaczyńskiego
Piotr Zaremba – O jednym takim..., Wyd. Czerwone i czarne, Warszawa 2010
Krystian Kratiuk – Jarosław Kaczyński w publicystyce „Gazety Wyborczej" 1989-1997, praca magisterska, 2010

sobota, 16 kwietnia 2016

Kanon na koniec wieku


Kanon na koniec wieku – seria 25 (później rozszerzona do 40) najważniejszych książek XX wieku, wybranych w plebiscycie czytelników „Rzeczpospolitej"[1] i wydanych przez Porozumienie Wydawców składające się z ośmiu oficyn wydawniczych: Domu Wydawniczego Bellona, Domu Wydawniczego Rebis, „Muzy", Państwowego Instytutu Wydawniczego, Społecznego Instytutu Wydawniczego „Znak", Wydawnictwa Dolnośląskiego, Wydawnictwa Literackiego oraz Wydawnictwa Naukowego PWN. Książki ukazywały się co dwa tygodnie od września 1999 do września 2000[2]. W 2001 roku na życzenie czytelników zdecydowano o wydaniu dodatkowych 15 pozycji w serii, które ukazywały się od września 2001 do końca 2002 roku[3].

Wykaz dzieł wydanych w serii

  1. Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata
  2. Albert Camus – Dżuma
  3. Julio Cortázar – Gra w klasy
  4. Umberto Eco – Imię róży
  5. Witold Gombrowicz – Ferdydurke
  6. Günter Grass – Blaszany bębenek
  7. Jaroslav Hašek – Przygody dobrego wojaka Szwejka
  8. Joseph Heller – Paragraf 22
  9. Ernest Hemingway – Komu bije dzwon
  10. Zbigniew Herbert – 89 wierszy
  11. Gustaw Herling-Grudziński – Inny świat
  12. James Joyce – Ulisses
  13. Franz Kafka – Proces
  14. Tomasz Mann – Czarodziejska góra
  15. Gabriel Garcia Márquez – Sto lat samotności
  16. Alan Alexander Milne – Kubuś Puchatek * Chatka Puchatka
  17. George Orwell – Folwark zwierzęcy
  18. George Orwell – Rok 1984
  19. Boris Pasternak – Doktor Żywago
  20. Marcel Proust – W poszukiwaniu straconego czasu
  21. Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę
  22. Bruno Schulz – Sklepy cynamonowe * Sanatorium pod Klepsydrą
  23. Aleksandr Sołżenicyn – Archipelag GUŁag
  24. Michaił Szołochow – Cichy Don
  25. John Ronald Reuel Tolkien – Władca Pierścieni
  26. Samuel Beckett – Dramaty
  27. Joseph Conrad – Lord Jim
  28. William Faulkner – Wściekłość i wrzask
  29. Sigmund Freud – Wstęp do psychoanalizy
  30. Hermann Hesse – Wilk stepowy
  31. Aldous Huxley – Nowy wspaniały świat
  32. Ken Kesey – Lot nad kukułczym gniazdem
  33. Milan Kundera – Nieznośna lekkość bytu
  34. Giuseppe Tomasi di Lampedusa – Lampart
  35. Mario Vargas Llosa – Rozmowa w „Katedrze"
  36. Tomasz Mann – Doktor Faustus
  37. Robert Musil – Człowiek bez właściwości
  38. Erich Maria Remarque – Na Zachodzie bez zmian
  39. Isaac Bashevis Singer – Sztukmistrz z Lublina
  40. John Steinbeck – Grona gniewu

niedziela, 27 marca 2016

Polska-Finlandia 5-0 [26.03.2016]

mecz towarzyski we Wrocławiu

Polska-Serbia 1-0

mecz towarzyski
23 marca 2016
w Poznaniu

gol Jakuba Błaszczykowskiego

wtorek, 23 lutego 2016

LIST OTWARTY ŚP. ANNY WALENTYNOWICZ DO LECHA WAŁĘSY KANDYDATA NA PREZYDENTA RP

Na naszych oczach przeszłość ulega zakłamaniu i manipulacji. Aby ocalić prawdę, ktoś musi zapytać o fakty. Dopóki jeszcze żyją ich świadkowie. Lata wspólnej działalności nakładają na mnie obowiązek zadania kandydatowi na urząd Prezydenta RP – Lechowi Wałęsie kilku pytań. Oświadczam, że biorę odpowiedzialność za treść pytań i zawarte w nich sugestie. Życzę sobie przeprowadzenia dowodu prawdy przed sądem.

1. Czy pamiętasz jak w styczniu 1971 r. przyznałeś, że na zadanie SB dokonywałeś identyfikacji uczestników zajść grudniowych z fotografii i filmu? Czy teraz możesz podać powody tych działań?

2. Dlaczego okłamałeś wszystkich mówiąc o przeskoczeniu płotu, podczas gdy na strajk 14.08.1980r. zostałeś dowieziony motorówką z Dowództwa Marynarki Wojennej z Gdyni?

3. Jak godziłeś swoją katolicka moralność z głośnymi przygodami, o które żona robiła Ci publiczne awantury w 1980 r.?

4. 9 grudnia 1980 r. przyznano „Solidarności" pierwszą nagrodę – 30 tys. USD. Co z tymi pieniędzmi?

5. Co zrobiłeś z 60 tys. USD nagrody szwedzkiej prasy, którą miałeś przekazać na Panoramę Racławicką, lecz nigdy nie przekazałeś?

6. Czy mieszkanie przy ul. Polanki 52 kupiłeś, czy otrzymałeś w darze i od kogo?

7. W jakiej kwocie Bagsik i inni biznesmeni finansowali Twoją pierwszą kampanię wyborczą?

8. Czy uważasz za właściwe, że głowa państwa lokuje pieniądze w bankach zagranicznych, wbrew polskiemu prawu?

9. Czy w 1981 r. byłeś informowany przez Prezydium MKZ, że M. Wachowski jest kapitanem?

10. Czy Wachowski posiada Twoje zdjęcia ze wspólnych orgii i dlatego nie zareagowałeś na jego poczynania?

11. Czy SB szantażowała Cię ujawnieniem wszczętych postępowań karnych o kradzieże przed sądem dla nieletnich i sądem rejonowym, wymuszając pełną współpracę?

12. Za jakie zasługi w obozie w Arłamowie przyznano Ci prawo polowania z Kiszczakiem i 5- tygodniowy pobyt z całą rodziną, gdy innym odmawiano zwykłych widzeń?

13. Czy pamiętasz swoją wypowiedz na Kongresie w USA „lokujcie swoje kapitały w Polsce, bo na nędzy i głupocie można najlepiej zarobić", czy nadal tak sądzisz?

14. Z jakiej obietnicy wyborczej się wywiązałeś?

15. Czy teraz potrafisz odpowiedzieć na pytanie Andrzeja Gwiazdy z I zjazdu „Solidarności", jak wygląda dogadanie się Polaka z Polakiem, gdy jeden jest zdrajcą?

16. Kiedy spełnisz publiczna obietnice rozliczenia się z majątku i wskażesz jego prawdziwe źródła, bo Twoje książki przyniosły straty? Podobnie z obietnicą wyjaśnienia stosunków z SB?

17. Czy nie dość już kłamstw, krętactw, niekompetencji, pazerności, czy Ty naprawdę nie boisz się Boga, Lechu?

Anna Walentynowicz

niedziela, 21 lutego 2016

Edward Graczyk oświadczenie

Ja, niżej podpisany Edward Graczyk, mając na uwadze zgłaszane publicznie zarzuty wobec Lecha Wałęsy o jego rzekomą agenturalną przeszłość oświadczam co następuje:
1. Jako pracownik służb kontrwywiadu PRL zostałem skierowany do Gdańska w celu monitorowania bezpieczeństwa państwa w związku z zajściami w grudniu 1970 r. Zlecono mi ocenę postępowania i potencjalnego zagrożenia ze strony czynników zewnętrznych oraz skoncentrowanie uwagi na liderów protestów robotniczych, w tym na osobie Lecha Wałęsy.
2. W trakcie realizacji tych zleconych mi zadań, w ścisłej współpracy z innymi organami PRL, przeprowadzałem przesłuchania liderów protestów, protestów tym Lecha Wałęsy jako uczestnika i przywódcę zajść.
3. Wszystkie rozmowy z Lechem Wałęsą były przesłuchaniami w czasie których był on poddawany oczywiście presji właściwej dla tej formy wywiadowczej.
4. Nigdy nie uzyskałem od Lecha Wałęsy żadnej deklaracji współpracy z organami bezpieczeństwa PRL, ani nigdy w czasie tych rozmów czy przesłuchań nie było mowy o werbunku Lecha Wałęsy do współpracy z organami PRL.
5. Zaprzeczam kategorycznie twierdzeniu, abym był tą osobą, która zwerbowała Lecha Wałęsę.
6. Według mojej wiedzy operacyjnej, żaden inny pracownik organów bezpieczeństwa PRL nie uzyskał od Lecha Wałęsy zgody lub deklaracji współpracy agenturalnej czy jakiejkolwiek innej z organami PRL, gdyż fakt taki byłby mi natychmiast znany, jako informacja niezbędna w pracy wywiadowczej.
7. Jednoznacznie stwierdzam, że Lech Wałęsa nie sporządzał na moje ani innych organów PRL zlecenie żadnych relacji ani informacji na piśmie.
8. Z treści przesłuchań Lecha Wałęsy nie wynikała żadna możliwość pokrzywdzenia ani zagrożenia dla osób trzecich.
9. Wobec braku jakiejkolwiek deklaracji współpracy z organami PRL wykluczone jest, abym przekazywał Lechowi Wałęsie środki finansowe jako wynagrodzenie, czy zwrot kosztów podróży, skoro przesłuchania odbywały się w mieście jego zamieszkania tj. w Gdańsku, a zwrot kosztów należał się tylko w razie dojazdu z innej miejscowości.
10. Potwierdziłem w swoich upublicznionych zeznaniach wiarygodność dokumentu kwitującego przekazanie pieniędzy, sygnowane podpisem "Bolek", co oznaczało w praktyce służb PRL, że środki zostały przeznaczone na sprawę o kryptonimie "Bolek", a wydatkowanie potwierdzone zostało podpisem wykonanym przeze mnie lub innego pracownika służb PRL za pomocą tego kryptonimu.
11. Lech Wałęsa osobiście, własnoręcznie, ani w żaden inny sposób nie potwierdzał przyjęcia ode mnie żadnych środków finansowych, gdyż nigdy nie nastąpiło wręczenie mu takich środków.
12. Standardową praktyką działania organów bezpieczeństwa PRL było przypisanie do akcji rozpracowywania danej osoby, w tym przypadku Lecha Wałęsy, konkretnego kryptonimu bez wiedzy ani zgody tej osoby. Kryptonimem "Bolek" zostały nazwane w dokumentacji organów PRL wszystkie działania wobec danej osoby, w tym podsłuchy w zakładzie pracy, na łącznicy telefonicznej, podsłuch w siedzibie związku zawodowego kierowanego przez Lecha Wałęsę i podsłuch na telefon domowy.
13. Istniejące pokwitowania przekazania środków finansowych nie są więc pokwitowaniami odebrania ich przez osobę poddaną rozpracowaniu, a stanowią potwierdzenie poniesienia kosztów aranżacyjnych prowadzenia sprawy o danym kryptonimie kryptonimie rozliczeniach wewnętrznych organów PRL.
Oświadczam, że ze względu na wiek i inne okoliczności osobiste chcę zamknąć wszelkie spekulacje w opisywanych sprawach przekazuję powyższe informacje w dobrej wierze, opisując znaną mi prawdę historyczną i nie mam zamiaru w żaden inny sposób wypowiadać się w tej sprawie.

niedziela, 7 lutego 2016

ROSATI: Przejęcie władzy, a nie rozwój. Rząd rozda pieniądze, których nie ma


Dariusz Rosati
 
05.02.2016 01:00
A A A
Dariusz Rosati

Dariusz Rosati (Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)

Po trzech miesiącach od objęcia funkcji przez premier Beatę Szydło wyłania się powoli program gospodarczy nowego rządu. Nie jest to obraz napawający optymizmem.
Jego głównym elementem jest znaczący wzrost wydatków socjalnych mających realizować hojne obietnice złożone przez PiS w kampanii wyborczej. W sytuacji, gdy deficyt budżetowy na 2016 r. ma wynieść 54,7 mld zł, program skokowego powiększenia wydatków socjalnych oznacza po prostu rozdawanie pieniędzy, których nie ma. Ma się to dokonywać w warunkach wyraźnego zamykania się polskiej gospodarki na napływ kapitału zagranicznego i wzmacniania tendencji protekcjonistycznych. Do tego brak jakiejkolwiek długofalowej strategii pobudzania inwestycji i wzmacniania podstaw rozwojowych kraju.

O 60 mld zł większa dziura

Program socjalny rządu PiS jest szczególnie destrukcyjny dla stabilnościfinansów publicznych, ponieważ ma być finansowany z deficytu i powoduje dalszy wzrost udziału wydatków sztywnych w budżecie, redukując praktycznie do zera niewielką już zdolność do reagowania na niekorzystne zmiany koniunktury. Tylko trzy sztandarowe programy socjalne zapowiedziane w kampanii wyborczej i powtórzone w exposé premier Beaty Szydło (program 500+, podniesienie kwoty wolnej do 8000 zł i bezpłatne leki dla seniorów 75+) będą kosztować budżet - przy pełnej realizacji - ok. 50 mld zł rocznie. Do tego dochodzą koszty innych "dobrych zmian", takich jak obniżenie CIT dla MŚP, obniżenie VAT, ulga inwestycyjna, gabinety lekarskie w szkołach, cofnięcie sześciolatków do przedszkoli czy rekompensaty dla frankowiczów. Szczególnie szkodliwe, wręcz katastrofalne skutki będzie miało obniżenie wieku emerytalnego, które - według analiz Kancelarii Prezydenta - tylko w latach 2016-19 będzie kosztować ok. 40 mld zł. O ile w 2016 r. budżet państwa jest w stanie ten wzrost wydatków udźwignąć dzięki odsunięciu w czasie realizacji niektórych pomysłów i jednorazowym, nadzwyczajnym wpływom (sprzedaż licencji na częstotliwości LTE za blisko 9 mld zł i dodatkowa wpłata z zysku NBP - też ok. 9 mld zł), o tyle od 2017 r. dodatkowa dziura w budżecie wyniesie ponad 60 mld zł, czyli ponad 3 proc. PKB.

Politycy PiS przekonują, że wydatki te zostaną sfinansowane wpływami z podatków od banków i od sieci handlowych oraz poprawą ściągalności podatków. To pobożne życzenia. Podatki sektorowe zapewnią co najwyżej 7-9 mld dodatkowych dochodów i znaczną część tej kwoty zapłacimy my sami jako klienci banków, dostawcy do supermarketów i konsumenci. Tłumaczenie, że w innych krajach stosuje się podobne rozwiązania, jest bałamutne, bo w takich krajach jak Niemcy, Wielka Brytania czy Szwecja podatki bankowe obciążają zobowiązania banków, a nie ich aktywa. Podatki te nie hamują więc akcji kredytowej, natomiast skłaniają banki do wzmacniania własnej bazy kapitałowej. Co do podatku od sprzedaży detalicznej, warto pamiętać, że podatek taki na Węgrzech został w 2014 r. uznany przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości za niezgodny z prawem europejskim. Obecnie cały handel obejmuje tam jedna stawka 0,1 proc. od obrotu.

Poprawa ściągalności jest jeszcze bardziej wątpliwa, bo unikanie opodatkowania i wyłudzanie zwrotów podatkowych jest plagą, z którą borykają się wszystkie państwa. Nie ma tu łatwych rozwiązań. Życzę rządowi sukcesów w tej dziedzinie, ale uważam, że zwiększenie wpływów podatkowych o 50-60 mld zł jest zupełnie nierealistyczne, a opieranie na tym programu kolosalnych wydatków socjalnych jest drogą do katastrofy finansowej państwa.

Rozdawnictwo albo wzrost

Program socjalny PiS jest także wyjątkowo szkodliwy dla wzrostu gospodarczego Polski. Nie jest tak, jak utrzymują niektórzy, że wzrost wydatków konsumpcyjnych finansowanych transferami spowoduje wzrost produkcji i przyspieszenie tempa wzrostu. Będzie dokładnie odwrotnie. Ponieważ wydatki socjalne budżetu są finansowane z deficytu, to zmniejszają one krajowe oszczędności, które mogłyby być przeznaczone na nowe inwestycje. Te pieniądze zostaną po prostu przejedzone. Nie stworzą nowych, lepiej płatnych miejsc pracy, nie pobudzą innowacyjności, nie zbudują podstaw rozwojowych kraju. Za tę nieodpowiedzialną politykę cenę zapłacimy wszyscy w postaci zwiększonego bezrobocia i niższych zarobków. Dotknie to zwłaszcza młode pokolenie Polaków, którzy dziś cieszą się perspektywą otrzymania 500 zł na dziecko.

Co gorsza, również alternatywne źródła finansowania inwestycji będą mniej dostępne. Kredyt krajowy będzie droższy i trudniejszy do uzyskania w sytuacji, kiedy banki będą obciążone podatkiem od aktywów finansowych oraz dodatkowo kosztami ratowania upadłych SKOK-ów i restrukturyzacji kredytów frankowych. Propozycja, jaką w tej ostatniej kwestii zgłosił niedawno prezydent Andrzej Duda, może kosztować banki od 40 do 60 mld zł, co oznacza praktycznie unicestwienie ich kapitałów własnych i załamanie polskiego sektora bankowego, dotychczas jednego z najbezpieczniejszych i najbardziej stabilnych w Europie (swoją drogą ciekawe, co na tę propozycję doradcy prezydenta wchodzący w skład Narodowej Rady Rozwoju). Ci, którzy uważają, że polskim bankom trzeba przykręcić śrubę, nie powinni zapominać, że banki te są jedynym źródłem kredytu dla gospodarki i że powierzyliśmy im nasze oszczędności. W przypadku kryzysu bankowego oszczędności te będą zagrożone.

Potrzebujemy zagranicy

Również uzupełnienie oszczędności krajowych napływem kapitału zagranicznego staje się coraz bardziej problematyczne pod rządami PiS. Warto przypomnieć, że firmy z kapitałem zagranicznym zatrudniają w Polsce ponad 1,5 mln pracowników i dzięki średniej wydajności pracy wyższej o blisko 50 proc. niż w firmach krajowych wytwarzają ok. jednej czwartej polskiego PKB. Przenoszą na polski grunt zaawansowane technologie, nowoczesne metody zarządzania i zapewniają dostęp do światowych łańcuchów dostaw. Bez tych firm mielibyśmy wyższe bezrobocie i wolniejsze tempo wzrostu. W świetle tych danych trudno zrozumieć niechęć i podejrzliwość wobec kapitału zagranicznego, jaka dominuje w środowisku PiS, i nie dotyczy to bynajmniej tylko banków i sieci sklepowych. Zasmucającym przykładem są poglądy wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego, który w jednej z wypowiedzi ubolewa, że Polska słono płaci za kapitał zagraniczny, ponieważ dochód z inwestycji zagranicznych transferowany za granicę wynosi 90 mld zł rocznie. Wicepremier zapomniał dodać, że ok. 30 proc. tych dochodów to zyski reinwestowane ponownie w Polsce, a to, co ostatecznie wypływa za granicę, stanowi niewiele ponad 3 proc. zainwestowanego kapitału (na koniec 2014 r. ogólny zasób inwestycji zagranicznych w Polsce sięgnął prawie 2 bln zł). Nie jest to wygórowana cena za korzystanie z oszczędności zagranicznych. Jako doświadczony bankowiec pan Morawiecki doskonale wie, że dostęp do kapitału kosztuje. W końcu kierowany przez niego bank pobierał za udzielone kredyty średnio ok. 6 proc. rocznie (dane za lata 2010-14).

Taka wypowiedź jest nie tylko nie na miejscu w ustach kogoś, kto jest wybitnym finansistą i sam przecież pracował wiele lat - zresztą z sukcesem - w banku BZ WBK, należącym do inwestora zagranicznego (obecnie Grupa Santander). Zdumiewa ona także dlatego, że pada z ust wicepremiera odpowiedzialnego za rozwój gospodarczy, który musi przecież zdawać sobie sprawę, że bez wykorzystania zagranicznych źródeł finansowania rozwój gospodarczy Polski musiałby być wolniejszy. Aby znacząco przyspieszyć wzrost gospodarczy, udział inwestycji w PKB musi wzrosnąć do 24-25 proc., tymczasem oszczędności krajowe w Polsce wynoszą jedynie 18-19 proc. PKB. Ja także jestem zwolennikiem budowy rodzimego kapitału, ale dopóki go nie mamy, musimy korzystać z oszczędności zagranicznych. Dalszy napływ kapitału z zagranicy jest więc konieczny. Strategia autarkii i rozwoju o własnych siłach, którą wydaje się lansować obecny rząd, byłaby powtórzeniem drogi rozwojowej Kuby i Korei Północnej.

Prawdziwe wydatki socjalne, a dla innowacji Rada

Ale nie tylko kapitał się liczy. Tempo wzrostu gospodarczego zależy także od zatrudnienia i postępu technicznego, będącego z kolei funkcją innowacyjności. Program PiS nie tylko ogranicza dostępne zasoby kapitału, ale obniża także aktywność zawodową ludności. Powrót do niższego wieku emerytalnego w połączeniu z cofnięciem sześciolatków do przedszkoli oznacza o 15-20 proc. mniej osób w wieku produkcyjnym w całości populacji. Poza drastycznym obniżeniem przyszłych emerytur i skokowym zwiększeniem dziury finansowej w ZUS oznacza to trwałe obniżenie potencjalnego tempa wzrostu gospodarczego o blisko 1 pkt proc. rocznie.

Nie ma co także liczyć na przyspieszenie postępu technicznego. Dalszy wzrost przy utrzymaniu dotychczasowej struktury gospodarczej, opartej głównie na wytwarzaniu i eksporcie standardowych, nisko i średnio zaawansowanych technologicznie produktów (motoryzacja, meble, AGD, chemikalia, żywność), będzie coraz wolniejszy ze względu na wyczerpywanie się przewagi konkurencyjnej w postaci niskich płac i rosnącą konkurencję ze strony krajów "wschodzących". Wyjściem z tej "pułapki średniego dochodu" jest wzrost innowacyjności gospodarki, wzrost udziału sektorów wykorzystujących nowoczesne technologie i wzrost udziału produktów o wysokiej dochodowej elastyczności popytu. Wymaga to jednak radykalnego zwiększenia nakładów na badania i rozwój, pobudzanie innowacji, edukację oraz na wsparcie finansowe dla nowych, innowacyjnych przedsiębiorstw. Tymczasem program gospodarczy PiS, skoncentrowany na wydatkach socjalnych, nie przewiduje żadnych konkretnych działań na rzecz przyspieszenia postępu technologicznego i wzrostu innowacyjności (bo trudno za takie uznać utworzenie Rady ds. Innowacyjności).

Wszystkie te zagrożenia stają się coraz bardziej widoczne także dla rynków finansowych. Obniżenie ratingu Polski przez agencję Standard & Poor's to jasny sygnał, że sprawy w Polsce idą w złym kierunku. W okresie od połowy października 2015 r. do końca stycznia 2016 r. wskaźnik WIG20 na warszawskiej giełdzie obniżył się o blisko 17 proc., co jest między innymi przejawem obaw o stabilność sektora bankowego i skutkiem "dobrej zmiany" w spółkach z udziałem skarbu państwa, gdzie sprawdzonych menedżerów zastępują polityczni nominaci. W tym samym czasie kurs złotego wobec euro i dolara osłabił się odpowiednio o 5 proc. i 10 proc., a rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wzrosły o ponad 50 pkt bazowych, co oznacza wzrost rocznych kosztów obsługi długu łącznie o blisko 1,5 mld zł. W świetle tych danych wypowiedź ministra finansów Pawła Szałamachy, że polski złoty może pewnego dnia stać się światową walutą rezerwową na równi z dolarem i chińskim juanem, brzmi jak kiepski żart.

Exposé premier Szydło zawierało szereg trafnych obserwacji i rozsądnych propozycji. Obiecująco brzmiały zwłaszcza fragmenty o potrzebie zwiększenia inwestycji i przyspieszenia wzrostu. Ale po trzech miesiącach staje się jasne, że priorytetem rządu PiS jest raczej przejęcie całkowitej kontroli nad państwem, a nieodpowiedzialne zwiększanie wydatków socjalnych ma po prostu na celu uspokojenie opinii publicznej. O żadnym sensownym programie długofalowego rozwoju nie ma mowy. Trzeba jasno powiedzieć, że kontynuacja takiej polityki jest receptą na stagnację i trwałe zacofanie. Po prostu szkoda Polski.



Dariusz Rosati jest profesorem ekonomii i europosłem 

czwartek, 7 stycznia 2016

Komentarz do tytułów na gazeta.pl

pracujesz jako redaktor, i w którym redagujesz stronę główną i wymyślasz klikalne tytuły. Żeby junik-juzer kliknął, żeby zażarło, żeby klikalność (łac. clicalitas) była. Są, dajmy na to, NATO-wskie manewry polsko-niemieckie pod Szczecinem, i ćwiczą żołnierze przechodzenie przez rzekę, a wy w redakcji wymyślacie tytuł: Niemiecka armia na mostach pontonowych przekroczyła Odrę. I na jedyneczkę. I żre. Albo schodzi news o tym, że jakiś totalnie nieznany poseł ledwie zipiącej partii po pijaku odlał się pod pomnik Mickiewicza, a wy tylko ręce zacieracie i dajecie, że Znany polityk obsikał wielkiego Polaka. I jak żre! Ile kliknięć! Clicalitas pęka!
...
Albo jest, dajmy na to, w Czechach święto narodowe i parada wojskowa, i weź to, człowieku, opchnij jako niusa. „Czechy: parada wojskowa w święto narodowe"? No litości, ze dwa kliknięcia by były, dwa jakieś żebrokliki, ale wy – hyc – i tytuł: Uzbrojeni żołnierze na ulicach Pragi. I hula, żre, chłepce jak podupcone. Przy czym rzecz też w tym, że nie wiadomo, czy chodzi o Pragę czeską, czy może jednak tę bliższą ciału, bo warszawską, więc tym chętniej junik-juzer kliknie sprawdzić. Jeśli na Słowacji rząd upadnie, to nie piszecie, że na Słowacji upadł rząd, tylko piszecie, że „sąsiad Polski na krawędzi", bo jeślibyście napisali, że ten sąsiad Polski to Słowacja, toby się pies z kulawą nogą nie zainteresował, bo to, co się dzieje na Słowacji, interesuje wyłącznie studentów słowacystyki i niektórych czechofilów, którzy w swoim czechofilstwie mają słowackie rozszerzenie. A tak: „sąsiad Polski", proszę bardzo – może to Niemcy? – zastanowi się taki junik-juzer – o proszę, wypierniczyli się Szkopiska, a taki ładny kraj, hehe, równe ulice, ładnie pomalowany, szkoda. – A może Rosja? – myśli junik-juzer – a to proszę, doigrali się Kacapy, nosił wilk razy kilka. – A może Czechy? – znowuż juzer kombinuje – też by nie było źle, zarozumiałe Pepiki, oddajcie Zaolzie, a nie piwo pijecie po hospodach z peną na dwa palce.
O, to bardzo delikatna i zniuansowana robota takie wymyślanie tytułów."
(Ziemowit Szczerek, Siodemka)

http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,19436317,to-niewiarygodne-kobieta-wypadla-z-10-pietra-bloku-w-lubinie.html?utm_source=m.gazeta.pl&utm_medium=testbox&utm_campaign=WiadomosciImg

niedziela, 22 listopada 2015

Real-Barcelona 0-4 (21 XI 2015)

ŚMIERĆ I DZIEWCZYNA plakat

według sztuki noblistki austriackiej Jelinek

wystawiony 21 listopada 2015 w Teatrze Polskim we Wrocławiu
wzbudzając pornograficznej kontrowersje

piątek, 23 października 2015

Polska PIS-u (2005-2007)

Polska wg Jarosława: Co my tu mamy…no to popatrzmy :

1. Plany dodrukowania pieniądza ( śp. szef NBP Skrzypek i premier Kaczyński-2007)
2. Projekt wyprzedania polskich rezerw walutowych z przeznaczeniem na wypłaty dla związkowców i „cele bieżące rządu" ( premier Kaczyński 2007 )
3. Projekt podwójnego opodatkowania Polaków pracujących zagranicą ( minister Gilowska 2007 )
4. Wielomiesięczne opóźnienia w realizacji dopłat dla rolników ( minister Jurgiel 2006)
5. Sześć kilometrów autostrad ( minister Polaczek 2005-2007)
6. Ogłoszenie decyzji o utworzeniu Urzędu ds. Kontroli Mediów i Internetu , czyli po prostu cenzury ( premier Kaczyński i minister Ziobro - luty 2007 )
7. Usunięcie rekomendacji państwa polskiego z listy projektów unijnych planu dożywiania dzieci w szkołach , klasy 1-3 i wstawienie w zamian źródeł geotermalnych o. Rydzyka ( październik 2007)
8. Likwidacja podatku 40% dla najbogatszych Polaków ( 2007)
9. Redukcja składki zdrowotnej i emerytalnej ( 2006 )
10. Tworzenie nowych ministerstw dla koalicjantów ( ministerstwo ds. Połowów Ryb dla 23 letniego działacza LPR z wioski w Zachodniopomorskim – 2006 )
11. Niekontrolowane pompowanie milionowych środków finansowych w upadające państwowe zakłady pracy ( dla związkowców) będące i tak w procesie prywatyzacji.
To są „dokonania" Panów Kaczyńskich z lat 2005-2007.


sobota, 3 października 2015

11 rzeczy, które musisz wiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim

30-09-2015 , ostatnia aktualizacja 30-09-2015 08:28

jarosław kaczyński
 fot. marcin kaliński/wprost/pap, getty images  /  źródło: Getty Images

Mama była ważniejsza od polityki. Sam Jarosław jest kopią ojca. Na grób brata jeździ 70 razy w roku.

1. W życiu Jarosława Kaczyńskiego na pierwszym miejscu zawsze była mama.

Mama była ważniejsza od polityki. Wbrew temu, co się sądzi, to nie wokół polityki a wokół niej kręciło się jego całe życie. Jarosław drżał o jej zdrowie i był gotów do największych poświęceń. Po Smoleńsku wydał dla niej specjalną gazetę bez informacji o katastrofie. Była jedyną osobą, która nad nim dominowała i wobec której był uległy.

2. W małżeństwie Jadwigi i Rajmunda Kaczyńskich nie było miłości.

Rodzice Jarosława wzięli cichy i nagły ślub, niecały rok po nim pojawiły się dzieci. Przyjaciele pana Rajmunda twierdzą, że nad domem ciążyło jakie wydarzenie z przeszłości.

3. Jarosław jest kopią ojca.

Odziedziczył po nim silny charakter, zdecydowanie, asertywność, władcze skłonności, ale też niską inteligencję emocjonalną i brak talentów dyplomatycznych.

4. Ojciec miał poczucie wychowawczej porażki. Nie dostrzegał w Jarosławie swojego podobieństwa.

Pan Rajmund był niezadowolony ze sposobu, w jaki chłopców wychowywała pani Jadwiga. Sam był męski, wysportowany, podobał się kobietom, był inżynierem. Synowie od małego interesowali się historią i polityką.

5. Ojca i syna dzieliła też polityka.

Pan Rajmund czytał "Gazetę Wyborczą", nie znosił PC ani PiS. W ostatnich latach życia przestrzegał przyjaciół z Powstania przed rządami Jarosława. Umierał po cichu, skarżył się koleżance, że rodzina chce go oddać do hospicjum.

REKLAMA
REKLAMA

6. Jarosław całe życie dominował nad bratem.

Lech wyprowadzi się po studiach do Trójmiasta, żeby spróbować samodzielnego życia. Jednak nawet na odległość ulegał bratu. Cała jego polityczna kariera została zaprojektowana przez Jarosława.

7. Jarosław był zdolniejszy od brat, ale uważał, że jest odwrotnie.

To dlatego wypychał brata do kolejnych stanowisk: prezesury NIK, udziału w rządzie Jerzego Buzka, prezydentur Warszawy i Polski. Siebie widział jako człowieka od brudnej roboty.

8. Start w wyborach prezydenckich Jarosław konsultował z bratem.

Z Lechem łączy go metafizyczna więź – przynajmniej tak uważa. Jarosław jeździ na jego grób ok. 70 razy w ciągu roku.

9. Jarosław to urodzony przywódca. Ale jest też pełny kompleksów.

Uważa, że jest nieatrakcyjny fizycznie, za niski. Bardzo przejmuje się negatywnymi opiniami na swój temat, bywa drażliwy. Ale jednocześnie nie podporządkowuje się żadnym hierarchiom. M.in. dlatego nie kariery w opozycji. Pierwszym miejscem, w którym poczuje się dobrze, będzie jego własna partia.

10. Instynkt despoty budzi się w Jarosławie bardzo szybko, już na początku lat 90.

Razem z nim pojawia się brutalność. Z jego inspiracji wśród działaczy PC i PiS kwitnie donosicielstwo. Postacią historyczną, która fascynuje Jarosława, jest Józef Stalin. Prezes chętnie posługuje się jego cytatami i przywołuje jego biografię.

11. Po Smoleńsku życie Jarosława wypełnia samotność.

Prezes mówi o swojej codzienności krótko: moje życie jest smutne.